Żywe obcowanie z Bogiem dokonuje się w stanie wyciszenia, wiodącym ku beznamiętności

przez admin w dziale Filokalia

W kim zaczęły pojawiać się owe mimowolne dążenia ku wnętrzu i zachwycenia Bogiem, a zwłaszcza w kim pojawiło się całkowite oddanie się Bogu i nieustanna modlitwa, ten jest przygotowany i zdol­ny do wkroczenia w stan wyciszenia (sostojanie bezmołwia). Tylko taki człowiek jest w stanie podjąć ten czyn i praktykować go owo­cnie. Niepodobna utrzymać takiego człowieka we wspólnym ży­ciu i mieszkaniu z innymi.

Co kazało Arseniuszowi Wielkiemu oddalać się od ludzi? Dą­żenie ku wnętrzu, przed Boga. „Miłuję was – powiadał – lecz nie po­trafię przebywać zarazem z Bogiem i z ludźmi”. „Prawdziwy hezychasta – powiada Jan Klimak – nie chcąc stracić słodyczy Bożej, tak pilnie unika wszystkich ludzi, nie żywiąc do nich nienawiści, jak pilnie inni starają się do nich zbliżyć”.

Wypiszmy to, co potrzebne do wyrobienia sobie pojęcia o stanie wyciszenia, z 27 słowa Drabiny:

Istnieje milczenie zewnętrzne, kiedy ktoś, odłączywszy się od wszystkich, mieszka sam; istnieje też wyciszenie wewnętrzne, kiedy ktoś w du­chu przebywa sam na sam z Bogiem bez szczególnego skupienia, lecz tak swobodnie, jak swobodnie oddycha pierś i widzi oko. Jedno i dru­gie można łączyć, lecz pierwsze bez ostatniego pozostawać nie mo­że. Dlatego właściwie wyciszonym jest ten, kto bezcielesną istotę – swoją duszę – usiłuje utrzymywać w granicach cielesnego domu. Nie­chaj cela milczącego zawiera w sobie jego ciało, a to ostatnie ma w sobie świątynię umysłu.

Hezychia nie pociągnie tego, kto jeszcze nie zakosztował słody­czy Bożej; słodyczy zaś nie skosztował ten, kto jeszcze nie przezwy­ciężył namiętności. Ktoś, kto cierpi wskutek namiętności duszy, a porywa się na wejście w stan wyciszenia, jest podobny do człowieka, który skoczył z okrętu w odmęty i mniema, że bezpiecznie dotrze do brzegu na desce.

Niech nikt z tych, którzy cierpią na drażliwość i wyniosłość, hipokryzję i pamiętliwość, nie próbuje dojrzeć nawet śladu stanu wyciszenia, aby nie popaść w obłęd.

Kto skosztował słodyczy Bożej, ten dąży do stanu wyciszenia, aby sycić się nim bez żadnych przeszkód, nieustannie rodzić w sobie ogień przez ogień, gorliwość przez gorliwość i pożądanie przez pożąda­nie. Z tego powodu hezychasta (bezmołwnik) jest ziemskim obrazem anioła; pisząc na pergaminie pożądania piórem gorliwości, uwol­nił on modlitwę swoją od lenistwa i niedbałości… Człowiek wy­ciszony to ten, kto w poruszeniu ducha woła: gotowe jest serce mo­je, Boże!, ten, kto powiada: ja śpię, lecz serce me czuwa (Pnp 5,2).

W ten sposób całe zajęcie hezychasty – to być zjednoczonym z Pa­nem, z którym rozmawia on twarzą w twarz, podobnie jak fawo­ryci króla mówią mu na ucho. To działanie serca jest osłaniane i chronione przez drugie – mianowicie przez zachowywanie niezmąco­nego spokoju myśli oraz przez unikanie trosk. Siedząc na szczycie, obserwuj, jak i kiedy, skąd, ilu i jakich złodziei zamierza wejść i wy­kraść kiście winogron. Kiedy strażnik się zmęczy, wówczas powstaje i modli się, a potem znowu siada i bierze się za pierwsze zadanie z nowym męstwem.

Ci, co umiłowali błogosławiony stan wyciszenia, uprawiają dzia­łalność istot duchowych i naśladują ich sposób życia. Na wieki wieków nie zaznają one miary w wychwalaniu Stwórcy; tak też i ten, co wszedł w niebo wyciszenia, nie zazna miary śpiewając na chwałę Stworzyciela.

Nie można jednak osiągnąć modlitwy wolnej od rozleniwienia ani ustrzec serca przed kradzieżą, jeśli nie utrwali się w sercu wcześniej całkowita wolność od trosk. Nie sposób rozumnie praktykować dwóch pierwszych, skoro nie nabyto ostatniej, podobnie jak nie da się czytać bez nauki liter. „Mały włos mąci oko, a drobna tro­ska niszczy wyciszenie”. Kto pragnie ofiarować Bogu czysty umysł, a zaprząta się troskami, ten upodabnia się do kogoś, kto mo­cno skuł swoje nogi i usiłuje szybko iść. Dlatego też prawdziwy stan wy­ciszenia zaczyna się po oddaniu się Bogu i w głębokim przekonaniu serca co do Jego opieki nad nami.

Tylko ci, którzy weszli w stan wyciszenia, aby rozkoszować się mi­łością Bożą i zaspokoić pragnienie tej miłości, pociągnięci przez jej słodycz, są prawdziwymi hezychastami. Ci, którzy świadomie wcho­dzą w stan wyciszenia, szybko zaczynają kosztować jego owoców, którymi są: umysł niewzruszony, myśl oczyszczona, zachwyt Pa­nem, modlitwa nienasycona, straż niezawodna, stałe łzy itd.

W ten sposób dążenie ku wnętrzu, ku błogiemu staniu przed Bo­giem, wiedzie nas ku wyciszeniu; drogę do niego toruje oczyszczenie z namiętności przez wszystkie czyny ascetyczne, które umacniają w nas dobro i wyniszczają zło. Bezpośrednim przedsionkiem wy­ciszenia jest oddanie się Bogu w wolności od trosk. Jego istotą jest niczym nie zakłócone, modlitewne trwanie umysłu w sercu przed Bogiem, które sprawia, że w człowieku nieustannie zwiększa się wewnętrzny ogień.

Płomień ducha spowodowany dotknięciem Bożym ostatecznie oczyszcza człowieka i wprowadza go w stan beznamiętności. W og­niu tym nasze jestestwo przetapia się, jak nie oczyszczony metal w pie­cu, i staje się jaśniejące niebiańską czystością, czyniącą go gotowym mieszkaniem dla Boga.

Na drodze do żywego obcowania z Bogiem stoi więc niechybnie hezychia. Jeśli nie zawsze jako określony sposób życia ascetyczne­go, to zawsze jako stan, w którym duch skoncentrowany i głęboko zanurzony we wnętrzu, przez ogień Ducha Bożego, osiąga czystość i płomienność serafina, które zwrócone są ku Bogu i trwają w Nim.

Ogień ten pojawia się w chwilach nawrócenia i zaczyna działać, skoro tylko człowiek zabierze się do pracy, złożywszy przyrzecze­nie. Jest to jednak ciepło początkowe, które raz się pojawia, raz za­nika. Oddziałuje ono w trakcie całej pracy nad oczyszczeniem serca, gdyż inaczej człowiek nie zniósłby tego wysiłku. Całej swej siły nie może ono wszakże wówczas rozwinąć z powodu chłodu namiętno­ści, wciąż mających wpływ na człowieka. Całą moc ciepło rozwi­ja dopiero wtedy, kiedy umilkną namiętności. Na początku przypo­mi­na to palenie się drewna surowego i przemoczonego, potem zaś pa­lenie się tegoż drewna, kiedy ogień już je wysuszy i przeniknie wszy­stkie jego warstwy. Ciepło początkowe można też inaczej porów­nać do ciepła wody zawierającej jeszcze nie roztopiony lód: ciepło jest, lecz woda nie wrze i wrzeć nie będzie, dopóki nie stopnieje lód. Kiedy zaś lód się roztopi, ciepło przeniknie całą masę wody, któ­ra będzie rozgrzewać się coraz bardziej, aż zagotuje się i oczyści. Oto do czego podobne jest drugie ciepło. Oba przykłady ilustrują dzia­łanie duchowego ognia na ostatnich stopniach doskonałości chrześcijańskiej, prowadzącej do doskonałej czystości i beznamiętności.

Namiętności wypalane przez Boski ogień przestają istnieć; ustę­pują w miarę tego, jak dusza się oczyszcza.

Oto definicja beznamiętności według Drabiny, zawarta w słowie 29.

Beznamiętność jest zmartwychwstaniem duszy przed zmartwych­wstaniem ciała.

Zmartwychwstaniem duszy powinno się nazwać wyjście ze wszy­stkiego, co stare, i powstanie człowieka nowego, w którym nic ze starego nie ma, zgodnie z tym, co powiedziano: i dam wam serce no­we i ducha nowego (Ez 36,26).

Pełna, a zarazem ciągle wzrastająca doskonałość tych, którzy udo­skonalili się w Panu, do tego stopnia uświęca umysł i odrywa od ma­terii, że często przenosi ich przez ekstazę z życia w ciele ku wizji niebiańskiej.

Beznamiętność ukazał Apostoł, pisząc: mamy rozum Chrystuso­wy (1 Kor 2,16). Beznamiętność ukazał również ów syryjski asceta, który wołał: „ucisz mi fale Twojej łaski!” (św. Efrem).

Człowiek beznamiętny jest do tego stopnia nieczuły wobec wszy­stkich bodźców pobudzających i zasilających namiętności, że nie wywierają one nań żadnego wpływu, choćby znajdowały się wprost przed jego oczyma. Dzieje się tak dlatego, że cały zjednoczo­ny jest z Bogiem. Wchodzi do domu publicznego i nie tylko nie od­czuwa poruszeń namiętności, lecz nawet nierządnicę nawraca na czy­ste i ascetyczne życie.

Kto osiągnął ten stan, ten jeszcze tu, obciążony śmiertelnym cia­łem, bywa świątynią Boga żywego, który kieruje i prowadzi go we wszy­stkich słowach, myślach i czynach, i wskutek oświecenia wewnętrznego poznaje wolę Pańską, jak gdyby słyszał jakiś głos, a będąc powyżej wszelkiej nauki ludzkiej, powiada: kiedyż przyjdę i ukażę się przed obliczem Bożym? (Ps 41,3) – „nie mogę bowiem zno­sić skutków Twego pragnienia, lecz szukam nieśmiertelnego piękna, którym obdarzyłeś mnie, zanim popadłem w zepsucie. Co tu dużo mówić! Człowiek beznamiętny nie żyje już sam, ale żyje w nim Chrystus (Ga 2,20), jak powiedział ten, który dobry bój stoczył, dzie­ła dokonał, wiarę prawosławną zachował (2 Tm 4,7).

Beznamiętność jest niebiańskim pałacem niebieskiego Króla.

I oto wreszcie obcowanie i zamieszkanie Boga – ostateczny cel po­szukiwań ducha ludzkiego, kiedy przebywa on w Bogu, a Bóg w nim. Wypełnia się dobra wola Pana i Jego modlitwa, by jak On w Ojcu, a Ojciec w Nim, tak i każdy wierzący jedno z Nim stanowił (por. J 17,21). Dopełnia się Jego pocieszające zapewnienie: kto słowo Jego zachowa, tego umiłuje Jego Ojciec, i do takiego przyjdą, i mie­sz­kanie w nim urządzą (por. J 14,23). Realizuje się apostolskie określenie umarłych przez beznamiętność, że żywot ich ukryty jest z Chrystu­sem w Bogu (Kol 3,3). Tacy są świątynią Boga (1 Kor 3,16) i Duch Boży mieszka w nich (Rz 8,9).

Ci, którzy to osiągnęli, są powiernikami Bożych tajemnic, i stan ich jest taki sam, jak stan Apostołów, ponieważ i oni we wszystkim roz­poznają wolę Bożą, jakby słysząc jakiś głos, i całkowicie złączy­wszy uczucia swe z Bogiem, w ukryty sposób uczą się od Niego Jego słów. Znakiem tego stanu jest płomień miłości, która pozwala im z ufnością oświadczać: któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? (Rz 8,35). Miłość zaś jest dawczynią proroctw, przyczyną cudów, bez­miarem oświecenia, źródłem Boskiego ognia, który im bardziej się w nich przelewa, tym bardziej rozpala pragnienie.

Ponieważ taki stan jest owocem wyciszenia świadomie praktyko­wanego, nie wszystkich hezychastów Bóg pozostawia w wyciszeniu na zawsze. Ci, którzy przez wyciszenie osiągają beznamiętność i do­stępują w związku z tym ufnego obcowania z Bogiem i Jego zamie­szkania w nich, bywają następnie posłani, by służyć ludziom szu­kającym zbawienia, i służą im, oświecając, kierując, czyniąc cuda. Antoni Wielki, podobnie jak Jan na pustyni, otrzymał w swoim wy­ciszeniu polecenie, by podjął trudy kierowania innymi na drodze zba­wienia. Owoce jego pracy znane są wszystkim. To samo działo się z wieloma innymi.

Nie znamy na ziemi wyższego stanu niż ten stan apostolski. Na tym kończymy więc przegląd porządku życia, które jest miłe Bogu.


Św. Teofan Rekluz – fragment z książki „Droga do zbawienia”


Skorzystaj z zestawu do modlitwy Jezusowejwejdź do naszej księgarni on-line


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)