Zapowiedź II części serii „Teksty z Filokalii” – teksty duchowe Hezychiusza z Synaju

przez admin w dziale Filokalia

O samym życiu Hezychiusza nie jesteśmy w stanie powiedzieć w zasadzie nic; nie wiemy nawet dokładnie, w którym okresie trzeba je umieścić. Jesteśmy skazani na poszlaki, które można wysnuć z jego dziełka. Musiało powstać po św. Janie Klimaku (zm. ok. 650) i św. Maksymie Wyznawcy (ok. 580–662), skoro ich pisma są cytowane (choć bez wymieniania imion). Pierwsza wzmianka o Hezychiuszu pochodzi z XIII w.; z tego samego mniej więcej okresu pochodzi najstarsza zachowana kopia dzieła. Nasz autor żył zatem pomiędzy VIII a XIII w., zapewne w klasztorze na Synaju jak zapewnia nas o tym jeden z rękopisów. Być może pełnił funkcję przełożonego (higumena), ale wszystkie te informacje nie są pewne. W każdym bądź razie większość badaczy datuje jego dzieło na przełom VIII i IX w.

Możemy chcieć znaleźć autora w jego dziele. Oznaczałoby to, że będziemy szukać odpowiedzi na pytanie, jakim człowiekiem był Hezychiusz odwołując się do samego tekstu. Z jednej strony możemy zobaczyć człowieka, który jest wrażliwy na otaczającą go przyrodę (np. rozdz. 27, 41, 156), czyta uważnie wcześniejszych autorów (np. rozdz. 2, 65, 144), okazuje delikatność wobec ludzkiej słabości (np. rozdz. 27, 29). Z drugiej strony każdy z tych fragmentów można tłumaczyć nie tyle osobowością Hezychiusza, co jego oczytaniem i posługiwaniem się utartymi toposami literackimi. Oczywiści możliwa jest i trzecia droga: wrażliwy Hezychiusz znalazł drogę do wyrażenia swych poglądów i delikatności swego serca na sposób klasyczny, to znaczy poprzez odwołanie się do autorytetów i cytowanie znanych wszystkim przykładów, co było zgodne z dawną praktyką literacką, gdzie wszelka nowość była podejrzana, a cnotą była wierność tradycji. Wszystko to pokazuje nam jak bardzo nasze sposoby czytania starożytnych tekstów są mylne, a chęć poznania szczegółów życia autora raczej współczesna i obca starożytnym. Nie jest ważne kto powiedział, ale samo nauczanie. W ten sposób Hezychiusz niknie całkowicie naszym oczom nie tylko w za kartami swego dzieła, ale także w cieniu płonącego krzewu.

Zobacz I cześć Pseudo-Antoni Wielki, Izajasz Anachoreta

hezychiusz_z_synaju

Współczesny czytelnik bierze do rąk Hezychiusza i zaczyna go czytać. Kolejne rozdziały przesypują mu się przed oczami, aż wreszcie dociera do końca i w pamięci nie zostaje mu nic konkretnego. Dlaczego tak się dzieje? Bo chce wiedzieć, jak książka się skończy i w związku z tym nie potrafi w lekturze się zatrzymać. Tymczasem każde pojawiające się w tekście zdanie należy traktować jak drzwi, które trzeba świadomie i powoli przekroczyć. Innymi słowy każde zdanie należy rozpatrywać jako osobną jednostkę. Weźmy jeden przykład.

Nauczmy się od Chrystusa pokory, od Dawida upokorzenia, a od Piotra płakać z powodu tego, co nas spotyka, lecz nie uczmy się, jak odrzucić Najmądrzejszego, co uczynili Samson, Judasz i Salomon (rozdz. 38).

Cytowany fragment podejmuje wątek z rozdziału poprzedniego; łączącym je motywem jest użycie postaci biblijnych jako typów cnót, które pobożny mnich powinien naśladować. Może wydawać się to dla nas zaskakujące, ale starożytność chrześcijańska (późniejsze okresy również, ale w dużo mniejszym stopniu) widziała w bohaterach Starego i Nowego Testamentu uosobienie chrześcijańskich cnót; w pewnym uproszczeniu możemy powiedzieć, że tym, kim są dla nas dzisiaj święci, tym dla Hezychiusza i jego mistrzów są postacie z Biblii (Mojżesz, Eliasz, Dawid, Salomon itd.). Komentowany tekst należy czytać „piętrowo”: jako pierwszą warstwę, rodzaj drogowskazu, mamy słowa Hezychiusza; jako drugą odpowiednie fragmenty Pisma Świętego, skrótowo zaznaczone w przypisach. Dla dawnego czytelnika taki zabieg nie był konieczny, gdyż duże partie Pisma Świętego miał opanowane pamięciowo i wystarczyło, że w tekście pojawiała się aluzja do danego fragmentu, aby wywołać pożądany ciąg skojarzeniowy, innymi słowy, aby tekst główny „przemówił” także poprzez warstwę ukrytą pod swoją powierzchnią – odpowiednim biblijnym fragmentem. Nasz autor stosuje także zabieg rzadziej spotykany, ponieważ wskazuje nie tylko cnoty, do których trzeba dążyć, ale pokazuje również wady, których należy unikać: chciwość Judasza czy beztroskę Samsona. Można dodać i trzecie „piętro”, a mianowicie życie czytelnika, który studiując dzieło synajskiego mnicha i sięgając do przywoływanych przezeń fragmentów biblijnych, patrzy uważnie na swoje życie (dziś powiedzielibyśmy: robi rachunek sumienia) i dzięki delikatnej zachęcie autora, umocniony przykładami z Pisma Świętego, podejmuje się korekty swego postępowania, ale też jasnego rozeznania, na którym etapie życia się znajduje i którego bohatera biblijnego przypomina najbardziej. Była już mowa o tym, że komentowany rozdział podejmuje wątek fragmentu wcześniejszego. Nawiązanie do posługiwania się Biblią mamy jednak, podjęte w sposób otwarty bądź zawoalowany, także w innych miejscach (np. rozdz. 133 – fragmenty biblijne jako drogowskazy; rozdz.  135 – Dawid jako wzór w opłakiwaniu grzechów; rozdz. 139 – Mojżesz jako obraz uporządkowanej duszy itd.).


Wstęp do II części serii Teksty z Filokalii pt. Hezychiusz z Synaju napisał Szymon Hiżycki OSB


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)