Wstępowanie ku Bogu

przez admin w dziale Filokalia

Wstępowanie umysłu ku Bogu czy też dążenie ku Niemu, kształ­tuje się w miarę umocnienia się praktyk wewnętrznych. W nich rodzi się jako ziarno, dojrzewa w nich, jak w glebie. Chroniąc to, co wewnętrzne, po to, by szybciej obudzić dążenie do Boga, należy:

Uczyć umysł chodzenia przed Bogiem (chożdienije pred Bogom). Niech człowiek wysila się ciągle, by widzieć Chrystusa Syna Bożego jako obecnego po pra­wicy Ojca i mieć poczucie bycia oglądanym przez Boga. Przyzwy­czajenie się do tego jest bramą wiodącą ku Bogu, otwarciem nie­ba dla umysłu.

Wszystko czynić na chwałę Boga i w niczym – ani na zewnątrz, ani wewnątrz – nie szukać niczego oprócz tej chwały: ona po­winna być miarą poczynań i wyciskać na nich jakby swą pieczęć.

Wszystko czynić po uświadomieniu sobie woli Bożej w danej spra­wie, postępować zgodnie z tą wolą, we wszystkim się jej podporząd­kowywać i ulegać jej z całej duszy. Postępowanie zgodne z wo­lą Bożą obejmuje wszystko, co pochodzi od człowieka, a uległość wo­bec niej obejmuje wszystko, co mu się przydarza. Czegokolwiek byś nie czynił, staraj się dojrzeć, czy Bóg oczekuje od ciebie tego uczyn­ku; cokolwiek by cię nie spotkało – przyjmij wszystko z radością, podporządkuj się wszystkiemu z chęcią, z przyjemnością, pokojowo, nie bacząc nawet na niepożądany charakter zdarzenia.

Przez te praktyki duchowe umysł coraz lepiej będzie dostrzegał Bo­ga i umacniał się w tym oglądzie – człowiek przywyknie do tego, by trwać umysłem w oglądaniu Boga w Jego nieskończonej doskonałości. Dar tego oglądu przychodzi przeważnie podczas modlitwy i doj­rzewa dzięki niej. Jest on początkiem wspinaczki ku żywemu ob­cowaniu z Bogiem.

Równocześnie z takim oglądaniem Boga pojawia się także dosko­nałe adorowanie Go w duchu, kiedy ten, z wołaniem pełnym bólu, upada przed Nim upokarzając się jako stworzenie, nie w choro­bliwym jednak poczuciu bycia poniewieranym i odrzuconym, lecz ze świadomością tego, że się jest przyjmowanym, ułaskawianym, ob­sy­pywanym dobrodziejstwami.

W wyniku tego rodzi się niepowstrzymane dążenie skierowane do wewnątrz i zachwyt Bogiem.

Dążenie do Boga jest celem. Początkowo jednak istnieje ono tylko w zamierzeniu, jest poszukiwane. Trzeba uczynić je czymś rzeczywistym, żywym, jakby naturalną skłonnością – słodką, chętną, niepowstrzymaną. Tylko tego rodzaju skłonność wskazuje, że osiągnęliśmy właściwy sobie stan, że Bóg przyjmuje nas i że zmierzamy do Niego. Kiedy magnes przyciąga żelazo, oznacza to, że oddziałuje na nie siła magnetyczna; to samo dzieje się w sferze duchowej: tylko wtedy widać, że Bóg nas dotyka, kiedy pojawia się owo żywe dążenie – kiedy duch, pomijając wszystko, dąży do Boga, rwie się ku Niemu. Pierwotnie tego nie ma – gorliwy człowiek jest w całości zwrócony ku sobie, choć i ze względu na Boga; jego spoglądanie na Boga ma jednak charakter wyłącznie myślowy. Pan nie daje mu jeszcze skosztować siebie, a i sam człowiek jest do tego nie­zdol­ny z powodu swej nieczystości. Służy on Bogu – że tak powiem – bez smaku. Dopiero potem, w miarę jak serce oczyszcza się i uzdra­wia, zaczyna on odczuwać słodycz życia miłego Bogu, z upodobaniem i chęcią prowadzi to życie – staje się ono dlań żywiołem przynoszącym rozkosz. Dusza zaczyna odrywać się od wszystkiego, jak od czegoś zimnego, i lgnie ku Bogu, który ją ogrzewa. Początki tej skłon­ności są dziełem łaski Bożej. Dzięki natchnieniom i kierownictwu łaski dusza dojrzewa na gruncie wspomnianego porządku jej dzia­łania, którym żywi się nawet bez wiedzy samego działającego. Zna­kami tego zrodzenia są: chętne, ciche, wolne od wewnętrznego na­pięcia przebywanie wewnątrz siebie przed Bogiem, czemu towarzy­szy uczucie pobożnej czci, bojaźni, radości itp. Przedtem duch z wy­siłkiem wchodził wewnątrz siebie, a teraz czyni to swobodniej i trwa w tym niewzruszenie. Przebywanie sam na sam z Bogiem, z da­la od innych lub bez zwracania uwagi na to, co zewnętrzne, spra­wia mu radość. Znajduje wewnątrz siebie królestwo Boże, które jest pokojem w Duchu Świętym (por. Rz 14,18). Takie zanurzenie we wnętrzu lub za­nurzenie w Bogu nazywa się wyciszeniem (milczeniem) umysłu (um­nym bezmołwiem) albo pochwyceniem (woschiszczieniem) przez Bo­ga. Stan ten bywa przejściowy, lecz powinno się uczynić go trwa­łym, albowiem taki jest nasz cel. Bóg jest w nas, gdy duch nasz pra­wdziwie jest w Bogu, nie jest to bowiem obcowanie myślowe, lecz ży­we, milczące, oderwane od wszystkiego zanurzenie w Bogu. Jak pro­mień słońca unosi kropelkę rosy, tak też Pan porywa ducha, do­ty­kając go. Pochwycił mnie duch – powiada Prorok (zob. Ez 2,2n). Wielu świętych stale przebywało w zachwyceniu Bogiem, innych zaś duch Bo­ży ogarniał wprawdzie okresowo, lecz często. W ten sposób, dzięki ła­sce Bożej, zaczyna się, dojrzewa i doskonali się takie dążenie czy też wstępowanie w Boga, w tym, kto szczerze, sumiennie i gorliwie Go szuka.

Istotnym tego warunkiem jest oczyszczenie serca dla przyjęcia Bo­ga, który pociąga ku sobie: czystego serca Boga oglądać będą (Mt 5,8). Dlatego też wszystkie dotąd przedstawione czyny, ćwiczenia i uczynki sta­nowią niezbędne do tego przygotowanie. Wszystkie je powinno się praktykować w należyty sposób, to znaczy z ukierunkowaniem na oczyszczenie serca. Czystość serca jest sprawą najważniejszą, al­bo­wiem skarbnica ducha gorliwego jest wewnątrz – czyny ascetyczne, ćwiczenia i uczynki są skuteczne, kiedy wychodzą z wnętrza, po­dobnie sukcesy w walce. Najlepszym sposobem kształtowania dą­że­nia do Boga jest właśnie sposób wewnętrzny. Działanie wewnę­trz­ne jest centralnym źródłem życia duchowego, prawdziwie chrześcijań­skiego. Stąd święci ojcowie uznają je za jedyną drogę ku doskona­łości. Bądźcie trzeźwi i baczcie, czuwajcie i módlcie się – powiada Pan (1 P 5,8; Mt 26,41). Przytomność lub – inaczej mówiąc – troska o czystość serca – to główny czyn ascetyczny. Według świętych ojców właśnie w ser­cu skupia się wszystko –co jest w nim, to i w czynach.

Decydującym krokiem we wspinaczce ku Bogu, samym przedsion­kiem obcowania z Nim, jest całkowite oddanie się Mu, po czym to On jest już tym, który działa, a nie człowiek. W czym bowiem za­wiera się cała moc albo to, czego naprawdę szukamy? W obcowa­niu z Bogiem, czyli w tym, by Bóg zamieszkał w nas, zaczął w nas prze­bywać, przyoblekł się jak gdyby w naszego ducha, kierował i ro­zumem, i wolą, i uczuciem, by sprawiał w nas i chcenie, i wykonanie (Flp 2,13), był sprawcą wszystkiego we wszystkim (zob. Kol 3,11), a my byśmy stali się Je­go narzędziami lub współdziałali z Nim w myślach i w pragnieniach, w słowach i w czynach. Tego pragnie Pan, Władca wszechrze­czy, gdyż On jeden działa w stworzeniu poprzez stworzenia. Tego też powinien szukać i świadomy siebie duch.

Warunkiem tego zamieszkania i panowania Boga w nas lub też przyj­mowania całego Jego działania, jest wyrzeczenie się własnej wol­ności. Wolne stworzenie, zgodnie ze swoją świadomością i pozna­niem, działa samodzielnie, ale tak być nie powinno. W królestwie Bożym nie powinno być nikogo, kto by działał sam, ale we wszy­stkim ma działać Bóg. Nie stanie się tak, dopóki nasza wolność po­zostaje tylko sama – wówczas neguje ona i odrzuca moc Bożą. Ten opór wobec mocy Bożej ustanie tylko wtedy, gdy nasza wolność przed nim upadnie, czyli upadnie nasze samodzielne i indywidu­alne działanie i w człowieku zabrzmi stanowcze błaganie: „Panie, czyń we mnie, co chcesz, jestem ślepy i słaby”.

W tym właśnie momencie moc Boża wstępuje w ducha ludzkie­go i rozpoczyna swoje działanie. Warunkiem zamieszkania w nas Bo­ga jest stanowcze oddanie Mu siebie.

Oddanie się Bogu jest głęboko wewnętrznym, najskrytszym ak­tem naszego ducha, który, jak i wszystkie akty, ma swój określony moment, który jednak nie następuje od razu, lecz dojrzewa sto­pnio­wo, dłużej lub krócej, zależnie od umiejętności i roztropności prak­tykującego chrześcijanina. Początek tego aktu tkwi już w pier­wszym nawróceniu, ponieważ pokutnik, składając wówczas przyrzecze­nie, z konieczności powiada: „będę unikał zła i czynił dobro; tyl­ko Ty, o Panie, nie pozostawiaj mnie bez pomocy Twojej łaski”. Z ta­kim nastawieniem wkracza on na szlak ascezy i gorliwie nim po­stępuje, w nadziei uzyskania pomocy Bożej. Widać jednak, że gor­liwość idzie tutaj jako pierwsza, a działanie Boże postępuje za nią. Dzieje się tak z konieczności, ze względu na usposobienie począt­kującego i Bożą intencję. Początkujący pragnie popracować dla Pa­na, służyć Mu – i pracuje. W ten sposób kształtuje się w nim do­bra nadzieja i coś w rodzaju ufnej odwagi, by spoglądać ku Bogu. Ale, rzecz jasna, nie powinno tak być cały czas. Konieczne jest, by czło­wiek szedł za Bożym wołaniem, które go pociąga, ugasiwszy samowolną gorliwość. A zatem człowiek nie powinien trwać bez końca w swym pierwotnym nastawieniu, lecz – nie słabnąc w gorli­wości – podporządkowywać się Bogu, poddawać się Jego kierownictwu, uczyć się postępować według Jego rad i natchnień. W ukryty spo­sób wspomina o tym Chrystus w Ewangelii, mówiąc do Piotra: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się i chodziłeś, gdzie chciałeś, lecz gdy się ze­starzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, gdzie ty nie chcesz (J 21,18). Na początku człowiek sam okazuje gor­liwość, a potem powiada: „Ty sam, Panie, według znanych Tobie wyroków, przygotuj moje zbawienie. Będę szedł jak więzień tam, gdzie rozkażesz”. To właśnie jest akt zdecydowanego oddania się Bo­gu. Pierwszy rodzaj działania jest z wyglądu piękny i wspaniały – tyle owoców! Dlatego też może przywiązać do siebie na zawsze. Na­leży się tego obawiać, gdyż nie będzie to wówczas nic innego, jak tyl­ko uprawianiem w pocie czoła niewdzięcznej ziemi: dużo piasku i ka­mieni, a brak rozwoju życia. Trzeba się starać, by od gorliwości opar­tej na własnej dobrej woli przechodzić do oddania się Bogu. Mo­że to, co prawda, w jakiś sposób wzrastać i w trakcie tej pierwszej działalności, jednakże trzeba pielęgnować tę roślinę i dbać o jej wzrost albo też raczej przyjmować to, co wzrasta i rozwija się. Bóg jest wprawdzie czynny również i wtedy, bez Niego bowiem jesteśmy niczym, ale człowiek powiada: „ja wybrałem, ja chciałem, ja pracowa­łem, a Bóg pomógł”. I chcenie, i wybór, i trudy są czynami dobry­mi, a więc Bożymi, ale człowiekowi ze względu na troski i wysiłki wy­daje się, że dokonał tego własnymi siłami. Dlatego też dokonujące się wewnątrz przejście od gorliwości do gorliwego oddania się Bo­gu nie jest niczym innym, jak ujawnieniem i ukazaniem się naszej świadomości działania Bożego w nas, czy też dzieła naszego zba­wienia i oczyszczenia. Gorliwiec poznaje to przez liczne niepowodze­­nia, które go spotkały mimo maksymalnego wysiłku, przez wielkie i niespodziewane sukcesy osiągnięte bez większego skupienia oraz przez błędy i upadki, szczególnie pouczające, bo związane z od­stąpieniem łaski. To wszystko prowadzi człowieka do refleksji i wiary, że sam jest niczym, Bóg zaś i Jego wszechmocna łaska – wszystkim. Jest to ostatnia kropka w kursie przygotowawczym do oddania się Bogu. Nie pojawi się ona jednak inaczej, jak tylko wtedy, gdy czło­wiek będzie odczuwał swoją nicość. Ze swojej strony człowiek po­winien dołożyć następujących starań: rozważyć przebieg zdarzeń i przy­padków tak, aby w nich dojrzeć moc Bożą; zgłębiać z mocną wia­­rą warunki usprawiedliwienia, aż do okrzyku: według znanych To­bie wyroków, zbaw mnie (Ps 119[118],156); widzieć niezliczoną rze­szę wrogów, być świadomym skrytości drogi, mroku przed oczyma, niezmierzonej ilości rozdroży, tajemnic wyroków Bożych. Te przy­gotowania myślowe otrzymują szczególną siłę ze strony czynnej, mia­nowicie przez rozdanie całego majątku, wydanie się na wzgardę ogó­łu (w jurodstwie – szaleństwie dla Chrystusa), zamknięcie się w ce­li, pustelnictwo. Są to takie obroty spraw w życiu, po których nie masz dokąd się zwrócić, tylko do Boga. Wszyscy tacy ludzie po­wie­rzają się wprost w ręce Boga i zostają przez Niego przyjęci. Pod tym względem nieoceniona jest pomoc kierownika duchowego, je­śli ten, niepostrzeżenie dla kierowanego, wprowadza go w takie oko­liczności, z których może go wybawić sama tylko niewidzialna po­moc Boża. Dawni ojcowie powiadali: powinno się dostarczać no­wi­cjuszom okazji do zdobywania koron. To poczucie własnej nicości i oddanie się Bogu kształtuje się najlepiej przez nieustające udrę­ki, a zwłaszcza przez nadzwyczajne krzyże zsyłane przez Boga, o któ­rych wspominaliśmy wyżej.

Ten, kto powierzył się Bogu czy raczej dostąpił tego daru, zaczy­na być czynnie kierowany przez Boga i przebywać w Nim. Wolność nie zostaje unicestwiona, lecz wciąż istnieje, ponieważ oddanie się nie jest aktem ostatecznym, trwałym, lecz ciągle ponawianym. Człowiek powierza się Bogu i Bóg przyjmuje go, i działa w nim lub jego siłami. Na tym polega prawdziwe, Boskie życie naszego du­cha. Kto oddaje się w ręce Boże, ten przyjmuje dar od Boga i działa tym, co przyjmuje. Jest to żywy związek, życie w Bogu, umocnienie się w Nim całym jestestwem: myślą, sercem, wolą. Ukazuje się to po oddaniu się Jemu. Jeśli jednak oddanie wzrasta stopniowo, a kon­kretnie zaczyna rosnąć jeszcze w czasie pierwszego działania, to wraz z nim nie może nie wzrastać również owo przyjmowanie Bo­ga i trwanie w Nim. Tak to jest – wzrasta ono samo. Lecz także i z na­szej strony powinno mieć miejsce coś, co sprzyja jego szybszemu do­jrzewaniu. Sferą obcowania z Bogiem, miejscem, gdzie ono się ro­dzi i kształtuje, jest myślna, duchowa modlitwa… Modlący się prze­bywa w Bogu i jest w wysokim stopniu przygotowany na to, by Bóg przebywał w nim. Modlitwa ta jednak nie jest tym samym, co mo­dlitwa odmawiana. Jest to szczególne działanie duchowe, nie ty­le kierowane, ile dojrzewające bezwiednie zarówno dla kierownika, jak i dla kierowanego. W niej, rzec można, znajduje się kres zasad asce­zy. Kiedy bowiem modlitwa ta zostanie podjęta i utrwali się, wte­dy Bóg zjednoczy się z naszym duchem. Zasady dotyczą tylko jej początków; natomiast to, co dzieje się w niej po udoskonaleniu, jest ukryte, niewidzialne, jak Mojżesz za obłokiem.


Św. Teofan Rekluz – fragment z książki „Droga do zbawienia”


Skorzystaj z zestawu do modlitwy Jezusowejwejdź do naszej księgarni on-line


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)