Widzenie innego świata

przez admin w dziale Filokalia

„Staraj się wejść do świątyni znajdującej się wewnątrz ciebie, a ujrzysz świątynię niebiańską” – powiada św. Izaak Syryjczyk. I rze­czy­wiście – ten, kto wstąpił do wewnątrz siebie, dostrzega pewien in­ny świat, podobny do nieogarnionej świątyni, niewidzialny i nie­wy­o­bra­żalny, lecz pozostawiający ślad w świadomości, w której czło­wiek po­strzega nie siebie i nie to, co się w nim dzieje, lecz w któ­rym przeci­wnie – wszystko to musi zamilknąć i milknie. Z pierwszym uderzeniem wołającej łaski, wraz z wstąpieniem do wewnątrz siebie, otwiera się również ten świat, niezależnie od tego, czy człowiek sobie tego ży­czy, czy też nie. To widzenie, jak również przebywanie wewnątrz sie­bie, zostaje następnie poddane próbie wolności człowieka i powin­no być uprawiane. Takie działanie, jakby wprowadzenie drugiej zmia­ny przy dojrzewaniu człowieka do decyzji i gorliwości, jest drugim środ­kiem ku zachowaniu i rozpalaniu tej ostatniej.

Działanie to polega na utrzymywaniu w świadomości i uczuciu ca­­łej struktury świata duchowego. Podobnie jak kogoś, kto wchodzi do pokoju, można nazwać widzącym go, gdyż ma go całego w świado­mości, z całym jego rozmieszczeniem, tak też wstępując do wewnątrz sie­bie, człowiek, jakby z progu, będzie oglądał inny świat, uświa­da­mia­jąc sobie całą jego budowę. Wszystko więc, co się z tym wią­że, wypełni się, gdy umysł pojmie, czym jest budowa świata ducho­wego, gdy na­kreśli ją w swojej świadomości albo – innymi słowy – zamknie w nim swoją świadomość i będzie w nim trwał nieustannie.

Całą budowę duchowego, niewidzialnego, ogarnianego jedynie umy­słem (myslennyj), lecz niemniej rzeczywistego świata można zwię­źle wyrazić w sposób następujący: Bóg jedyny, uwielbiony w Trój­cy, który stworzył wszystko i wszystko podtrzymuje w istnieniu, odnawia wszystko czy – jak mówi Apostoł – jednoczy w Panu na­szym, Jezusie Chrystusie (Ef 1,10), przez Ducha Świętego, dzia­ła­jącego w Kościele świętym. Duch Święty, doprowadziwszy wiernych do doskonałości, przeprowadza ich do innego świata, co będzie się działo aż do czasu, gdy się wszystko wypełni, czyli do końca wie­ku, kiedy to po zmartwychwstaniu i sądzie wszyscy otrzymają nagrodę według swych uczynków: jedni strąceni zostaną do piekieł, inni zaś zamieszkają w raju, i Bóg będzie wszystkim we wszystkich (1 Kor 15,28).

Takie są ramy, w których zawiera się wszystko, co istnieje napra­wdę – co jest i co będzie. Streszcza się w tym całe objawienie Bo­że. Wszystko, co potencjalnie możliwe i rzeczywiste, zawiera się w tym i istnieje. Jest to także treść Symbolu Wiary. Najważniejszymi aspektami są tutaj: wszechmoc Boża, ekonomia zbawienia oraz czte­ry rzeczy ostateczne – śmierć, sąd, raj i piekło. Święty hierarcha Chrystusowy, Tichon, o tych właśnie sprawach poleca pamiętać wszystkim chrześcijanom nieustannie – od wczesnego dzieciństwa aż po grób.

Tę budowę asceta powinien wyryć w swoim umyśle, czyli dopro­wadzić do pełnego uświadomienia jej sobie, wejść w nią tak głę­bo­ko, włączyć w siebie, aby stała się jakby w niego wpisana – powinien stopić się z nią tak, by świadomość nie mogła poruszyć się bez od­czuwania jej w sobie lub na sobie, podobnie jak nie można wyko­nać ruchu ręką bez poruszania powietrza albo otworzyć oczu unika­jąc wrażenia uderzenia światła. Najlepszym do tego środkiem jest za­istnieć w tej strukturze tak, jak ten, kto spogląda na siebie, widzi, że znajduje się w pewnym przestrzennym odniesieniu do otaczających go przedmiotów. Jest to więc zaistnienie we wszechmocy Bożej, w Jego prawicy, poczucie, że jest się przez Niego trzymanym, ob­serwowanym i przenikanym albo – jak powiada Bazyli Wielki – pa­mięć o tym, że jesteś widziany; oznacza to bycie członkiem Kościo­ła, zaistnienie w ekonomii zbawienia w poczuciu – jak mówi Zło­tousty – iż jesteś bojownikiem Chrystusa i obywatelem świętego miasta; jest to wyobrażenie sobie siebie w chwili śmierci i sądu, ze skierowaniem wzroku na przemian na raj i na piekło.

Zaistnienie takie nie powstaje szybko… Jest ono celem. Poszu­ki­wanie go, działanie w celu osiągnięcia tego stanu, jest ascetycznym czynem przemiany myślenia, obfitującym w trudy i długotrwa­łym, ale o którym nie można powiedzieć, że jest zbyt skomplikowany. Polega ono na prostym, skupionym ogarnianiu umysłem tych przed­miotów. Patrz na siebie tak, jakbyś był trzymany przez prawicę Bo­żą i oglądany Jego okiem, zbawiany w Panu, stojący w obliczu śmier­ci, przed sądem, w wyniku którego masz albo wstąpić do raju, al­bo zostać pochłonięty przez piekło. Cała praca nad sobą jest skiero­wana początkowo jedynie na to, by ujrzeć to wszystko. Gdy ktoś już raz to zobaczy, ten postrzegać będzie to łatwiej i częściej; im ktoś w sposób bardziej skupiony, staranny i nieprzerwany będzie tego dokonywał, tym prędzej osiągnie stan nieustającego oglądu albo – innymi słowy – trwania w świecie duchowym, przed Bogiem, w Kościele, w godzinie śmierci i sądu, na progu raju lub piekła.

Kresem tego działania jest trwanie w świecie duchowym lub jak gdyby odczuwanie w nim swojej obecności. Mianowicie: w odnie­sieniu do wszechmocy Bożej – bycie jakby dzieckiem na ręku mat­ki; w stosunku do Boga wszechwidzącego – poddanym przed obli­czem władcy; wobec ekonomii zbawienia – żołnierzem w szeregu al­bo synem w domu ojca, albo wytrawnym znawcą rzemiosła przy pra­cy, albo jednym z przyjaciół z kręgu znajomych, albo też członkiem swojej rodziny; wobec śmierci i sądu – przestępcą oczekującym na mający zapaść za chwilę wyrok; wobec raju i piekła – człowiekiem stojącym na wąskiej deszczułce między otchłanią ziejącą og­niem a przepięknym ogrodem z drugiej strony. O człowieku, które­mu Pan pozwolił to pojąć i odczuć, powiedzieć trzeba, że wyszedł z te­go świata i przebywa swoją świadomością i sercem w innym, że wkro­czył do Królestwa Bożego, albo przyjął je w siebie. Królestwo Bo­że w was jest (Łk 17,21). To porzucenie świata doczesnego i wstąpienie do in­nego powinno być uznane za cel i stanowić przedmiot usilnego poszukiwania.

Sama natomiast praktyka polega – jak już powiedzieliśmy – na tym, by starać się mieć te sprawy przed oczami jak najczęściej, w pra­gnieniu, by było tak stale. Od pierwszej chwili po przebudzeniu samoświadomości wejdź do swego wnętrza i w maksymalnym sku­pieniu przyjmuj ten sposób i porządek postępowania. Na począ­tku lepiej jest skoncentrować się na jednym przedmiocie i oglądać go dopóty, dopóki nie wyryje się w świadomości, a następnie przecho­dzić do innych. Kiedy przejdzie się przez wszystkie, wtedy cały układ można uświadomić sobie w jednej chwili. Jedni rozkładają to dzia­łanie na dni, inni na części dnia, na przykład o śmierci rozmyślają po obiedzie – według tego, co komu odpowiada albo co bardziej porusza jego ducha. Trzeba jednak trzymać się jednej zasady, by nie zmieniać często tego porządku, gdyż pozbawia to praktykującego wszystkich owoców. Nie powinno też uchodzić uwagi, że owo przenoszenie wzroku z przedmiotu na przedmiot jest tylko środkiem, celem zaś – nieprzerwane trwanie w całym tym porządku. Je­śli ktoś wyrobił sobie nawyk patrzenia na jeden aspekt, a nie przecho­dzi do innego, ten zatrzymał się w marszu i łudzi się w przekona­niu, że osiągnął to, do czego tylko nieco się przybliżył lub ku cze­mu zaczął dopiero podążać. Kiedy już przywykniesz do wpatrywania się w jeden przedmiot, zawsze przechodź przezeń do innego, by nie zgu­bić tego, co zdobyłeś ciężką pracą, i by drugi przedmiot mógł utrwalić się w świadomości. Pamiętać trzeba, że nie jest to rozmyśla­nie, lecz trwała dyspozycja umysłu albo wiara w ten przedmiot. Po­ruszenie zaś umysłu ku drobiazgowemu roztrząsaniu może się zdarzyć jako mimowolny przypadek, ale nie jest zalecane i pożądane, i powinno być przerywane natychmiast, gdy je sobie uświadomimy.

Jako pomoc do skuteczniejszego wykonywania tej praktyki i osią­gnięcia w niej doskonałości, można wybrać miejsca z Pisma Świętego, które odnoszą się do tego czy innego przedmiotu, i powtarzać je nie­ustannie w ciągu dnia lub dłużej, na przykład: dokąd pójdę? – po­stanowiono umrzeć raz, a potem sąd… Skarbisz sobie gniew na dzień gniewu… Nie ma innego imienia pod niebem, danego ludziom, w któ­rym mielibyśmy być zbawieni (Dz 4,12), itp.; dobrze jest posiadać jakiś obraz przedstawiający śmierć, krzyż lub sąd ostateczny i umieścić go tak, by jak najczęściej i mimowolnie rzucał się w oczy; można też do­bierać książki i artykuły, które dają wyraźne pojęcie o tych sprawach lub prowadzić rozmowy na te tematy, jeśli znajdzie się ktoś o wspól­nych poglądach, częściej wspominać przypadki śmierci, zma­­rłych krewnych oraz ich stan, wyobrażać sobie siebie na łożu śmierci, patrzeć na pogrzeby. Wszystko to wyraźniej oddziałuje na du­cha człowieka, jeśli trwa w skupieniu na tych przedmiotach podczas modlitwy. Z Bożą pomocą, utrwalenie się przedmiotu w świado­mości dokonuje się w ten sposób bardzo szybko. Należy go tylko nie porzucać od razu, lecz chodzić z nim, ile się da, choćby i kilka dni, usiłując podtrzymać wrażenie a to pisaniem, a to czytaniem, a to rozmową bądź innymi sposobami. Aby przedmioty zakorzeniły się wspólnie, dobrze jest też wysilić umysł, postrzegać je jednocześnie albo przynajmniej za jednym razem przejrzeć jeden po drugim. Naj­lepiej jest zresztą możliwie często czytać Wyznanie wiary, usiłu­jąc wszystkie zawarte w nim prawdy ogarniać wzrokiem w jednej chwi­li. Praca, skupienie i wysiłek szybko doprowadzą cię do upragnio­nego celu; tylko nie słabnij, nie przerywaj, lecz ciągle pracuj i pra­cuj, choćbyś nie widział ani owocu, ani umiejętności. Lata mo­gą minąć bezowocnie, a potem jedna chwila da wszystko wytrwałe­mu robotnikowi w winnicy królestwa Chrystusowego, ze względu na jego wytrwałość w trudach i cierpliwą gorliwość.

Takie widzenie innego świata zdolne jest utrzymywać i rozgrze­wać ducha gorliwości przez to, że daje mu właściwe pole do dzia­łania. „Nie jesteś tutejszy – mówi Chryzostom, – lecz z innego świa­ta”; a więc i działać powinieneś tak, jakbyś był w tamtym świecie, i w tym celu masz go postrzegać. Kto go widzi, ten będzie miał ciągle przed oczami jakby normę i wzorzec ostrzegający przed zejściem z drogi lub nieprawidłowym działaniem. Dobre jest to również i wtedy, gdy ktoś samym umysłem oglądał te przedmioty. Jeśli zaś ktoś dostąpi dobrodziejstwa, by wprowadzić je chociażby troszeczkę w uczucie, w tym one błyskawicznie rozpalą wielką gorliwość. Wszyscy święci ojcowie nazywają je ościeniami. Jeśli cokolwiek z tych rzeczy zostanie przyjęte przez uczucie, nie pozwoli ono zgrzeszyć temu, kto je przyjął. Pamiętaj – uczy Syrach – na ostatnie rzeczy swoje, a na wieki nie zgrzeszysz (7,36). Miałem Pana zawsze przed oczyma swymi, – świadczy Prorok Dawid – abym nie był poruszony (Ps 16[15],8). Makary Wielki był wyschnięty – jak sam powiada – wskutek pamięci o ogniu piekielnym, inni zaś nieustannie płakali, pamiętając o śmierci. Istnieje mnóstwo wypowiedzi świętych ojców o tych sprawach i o tym, jak mocno koncentrują one ducha ludzkiego i rozpalają gorliwość. Kto je realnie odczuwa, doznaje wielkiego ucisku, ale wiadomo z drugiej strony, jak mocne bywa napięcie gorliwości w sytuacjach krańcowych.


Św. Teofan Rekluz – fragment z książki „Droga do zbawienia”


Skorzystaj z zestawu do modlitwy Jezusowejwejdź do naszej księgarni on-line


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)