Sztuka umierania u Ojców Pustyni

przez admin w dziale Filokalia

Śmierć jest jednym z ważniejszych tematów, które pojawiają się nauczaniu Ojców. O śmierci się rozmyśla, wyobraża się ją sobie, pamięta się o niej. Z jej powodu się płacze: z lęku i żalu, że obraziło się dobrego Boga. Z jednej strony jest tłem każdego działania, a z drugiej przyczyną wielkiego przerażenia. Dlatego, jak przekonują nas liczne teksty, także Ojcowie bali się śmierci.

Śmierć wyćwiczona

Zacznijmy może od nieco osobliwego dla dzisiejszego czytelnika tekstu przypisywanego Ewa­griu­szowi.

Powiedział abba Ewagriusz: „Siedź w celi i skupiaj myśli. Pamiętaj o dniu śmierci: wyobraź sobie martwe ciało, zrozum to nieszczęście i przyjmij trud: pogardź światową próżnością, abyś mógł wytrwać stale w skupieniu i nie osłabnąć w tej woli. Rozpamiętuj także los tych, którzy już są w piekle: myśl, w czym tam są pogrążone dusze, w jakim okropnym milczeniu, w jakich gorzkich jękach, w jakim strachu, udręce i oczekiwaniu. Rozważ niekończącą się mękę, łzy bezcielesne i nie ustające. Ale pamiętaj także o dniu zmartwychwstania, w którym staniemy przed Bogiem. Wyobraź sobie ten straszliwy i przerażający trybunał. Rozważ, co tam przygotowano dla grzeszników: zawstydzenie przed Bogiem, przed aniołami i archaniołami, i wszystkimi ludźmi, to jest karę, ogień nieugaszony, robaka, który nie umiera, otchłań, ciemności, zgrzytanie zębów, strachy i męki. Rozważ także i dobra przygotowane dla sprawiedliwych: swobodny przystęp do Boga Ojca i Jego Chrystusa, do aniołów i archaniołów i całej wspólnoty świętych, Królestwo Niebieskie i jego dary, radość i rozkosz. O jednym i drugim pamiętaj bezustannie; i nad sądem na grzeszników płacz i przejmuj się skruchą, ze strachu, abyś i ty się pośród nich nie znalazł; a z losu sprawiedliwych ciesz się i raduj. I staraj się podzielić radość tych drugich, a losu tych pierwszych uniknąć. Bacz, abyś nigdy, czy to w celi, czy poza celą, gdziekolwiek będziesz, nie zapomniał i nie stracił z oczu tej prawdy. W ten sposób, przynajmniej przez pamięć na nią, zdołasz uciec przed nieczystymi i szkodliwymi myślami”.

Mamy tutaj wyliczone wszystkie elementy, z którymi spotkaliśmy się do tej pory. Miejscem ćwiczenia jest cela, czyli zakładamy, że miało się ono dokonywać w samotności. Nacisk położony został na wprowadzenie do serca (choć bardziej ewagriańskim terminem byłby z pewnością umysł) odpowiednich myśli, czy koncepcji, wyobrażeń na temat świata. Uwaga: jednak tym razem świata i wydarzeń, które czekają nas po śmierci. Mnich skupia myśli po to, aby od myśli, tych złych, uciec. Tekst może kojarzyć się nam z pobożnością barokową (w istocie: XVII w. to czas pierwszych wielkich edycji drukowanych apoftegmatów i tekstów przypisywanych pierwszym mnichom, ale problem wpływu tych publikacji na pobożność barokową jest osobną sprawą). Ten apoftegmat czyta się trochę jak schemat medytacji, opisane krok po kroku poszczególne akty, konkretne obrazy, które mają zostać przywołane przed oczy duszy. Dzisiaj, kiedy o śmierci myśli się niechętnie albo w sposób niezgrabny, ocierający się o kicz i groteskę, teksty takie jak te, stają się dla nas ważnym pytaniem: jakie miejsce pamięci o naszej ostatniej chwili na tej ziemi przyznajemy w naszym codziennym życiu i w rachunku sumienia?

Abba Antoni powiedział do abba Pojmena, że takie oto jest wielkie dzieło człowieka: winę swoją na siebie zawsze brać przed Bogiem, a pokusy spodziewać się aż do ostatniego oddechu.

W wielu apoftegmatach przy łóżkach umierających abba pojawiają się roje demonów. Są to diabły zapracowane, aż do ostatniej chwili próbujące ściągnąć świętego męża z drogi zbawienia. Jak widać po przytoczonych słowach Antoniego Wielkiego nie było w tym nic, co Ojców mogłoby zdziwić. Owo „wielkie dzieło”, o którym mówi nam abba Antoni, to nie żadne cuda, ekstazy ani gromienie naszych wad. Wielkim dziełem, dziełem życia, które dojrzewa w cieniu śmierci!, jest przyznawanie się do swoich słabości i oczekiwanie na kolejne chwile, kiedy nasza wierność wobec Boga będzie poddana próbie. Podobnie pisał św. Benedykt, kiedy zalecał, aby swoje grzechy codziennie ze łzami na modlitwie wyznawać Bogu. Trochę dziwnie to brzmi, kiedy czytamy, że nasze grzechy stają się miejscem intymnego dialogu z Bogiem. Może to już ostatnia chwila, kiedy mnich oddał Mu już prawie wszystko, a brak „tylko” przyznania się do tego, co obciąża w drodze i oddziela od Trójcy.

Święta śmierć

Na koniec zapytać wypada o to, jak Ojcowie uczyli umierania; więcej: zapytajmy też jak sami umierali! Przytoczmy historię o abba Agatonie.

Opowiadano o abba Agatonie, że starał się wypełniać wszystkie przykazania. Kiedy jechał promem, pierwszy chwytał za wiosło; a kiedy odwiedzali go bracia, od razu po modlitwie brał się do zastawiania dla nich stołu, był bowiem pełen miłości Bożej. Kiedy już umierał, przez trzy dni leżał z oczami otwartymi, wpatrzonymi w jeden punkt; a bracia budzili go i mówili: „Abba Agatonie, gdzie jesteś?” Odpowiedział: „Stoję przed sądem Bożym”. Mówią mu: „To i ty boisz się, ojcze?” On na to: „Wprawdzie robiłem, co mogłem, żeby zachować przykazania Boże, ale jestem człowiekiem: skąd mogę wiedzieć, czy mój trud podobał się Bogu?” Mówią mu bracia: „A to nie ufasz swoim czynom, że były w Bogu dokonane?” Odrzekł im starzec: „Nie będę miał pewności, dopóki nie spotkam Boga: bo inny jest sąd Boży, a inny ludzki”. A kiedy chcieli pytać go dalej, powiedział: „Zróbcie mi łaskę i więcej ze mną nie mówcie, bo nie mam czasu”. I umarł spokojnie, a widzieli go tak odchodzącego, jak ktoś, kto się wita z przyjaciółmi i najbliższymi. Odznaczał się on wielką czujnością i mawiał: „Bez wielkiej czujności nie dojdzie człowiek do żadnej cnoty”.

Ten apoftegmat podkreśla harmonię, która w życiu Agatona panowała i porządkowała je wedle ściśle określonych zasad dwóch przykazań miłości. Wypełnieniem jego życia jest pobożna i dobra śmierć; co więcej, śmierć na oczach uczniów, którzy są świadomi, że ich mistrz aż do końca jest z nimi i do końca jest ich ojcem, a przekazując im swoje chrześcijańskie doświadczenie przygotowuje ich na wkroczenie na tę ścieżkę, która przeznaczona jest ludziom całej ziemi, jak to powiada król Dawid. Agaton jest ojcem dla swych uczniów aż do ostatniego tchnienia: dzieli się z nimi wszystkim, co może im się przydać; dzieli się z nimi swą słabością i swą nadzieją; mówi im o swej niepewności. Ojciec w chwili śmierci nie okazuje się być duchowym supermenem, ale człowiekiem słabym jak inni ludzie, który moc swej wiary czerpie z ufności, którą pokłada, o dziwo!, w Boskim sądzie. Ten tekst stoi w sprzeczności do poprzedniego (a może jakoś go dopowiada?): choć sąd Boży budzi przerażenie, to jednak Agaton odchodzi z niego „spokojnie, a [uczniowie] widzieli go tak odchodzącego, jak ktoś, kto się wita z przyjaciółmi i najbliższymi”.


Fragment z książki Szymona Hiżyckiego OSB„Kierownictwo duchowe według Ojców Pustyni”


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)