O duchowej budowie i o harmonii cnót [cz.2]

przez admin w dziale Filokalia

Ten więc, kto pragnie dojść z pomocą Bożą do tego stanu, nie powinien mówić: „Wielką rzeczą są cnoty i nie zdołam ich zdobyć”. Tak bowiem mówi ten, kto nie ufa pomocy Bożej albo też jest zbyt leniwy, aby się zabrać do czegokolwiek dobrego. Zastanówmy się nad jakąś cnotą, którąkolwiek chcecie. Zobaczcie, że od nas zależy jej zdobycie, jeśli tylko chcemy. Oto powiedziano: Będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. Nie zastanawiaj się, jak daleko jesteś od tej cnoty, bo zacząłbyś się bać i mówić: „Jakże zdołam kochać bliźniego jak siebie? Jakże zdołam o jego cierpienia troszczyć się jak o swoje, zwłaszcza o te, które on kryje w sercu i nie widzę ich ani nie znam, jak znam swe własne?” Nie trać czasu na takie myśli i nie uważaj, że cnota jest zbyt trudna i nieosiągalna, ale przynajmniej zacznij, ufając Bogu. Pokaż mu swoją dobrą wolę i gorliwość, a zobaczysz pomoc, jakiej ci udzieli, żebyś mógł cel osiągnąć.

Powiedzmy tak. Wyobraźmy sobie dwie drabiny: jedną wznoszącą się w górę do nieba, a drugą sięgającą w dół do piekła. Ty stoisz na ziemi pomiędzy tymi dwiema drabinami. Nie powinieneś zastanawiać się i mówić: „Jakże zdołam unieść się z ziemi i znaleźć się od razu na szczycie drabiny?” Bo to niemożliwe, i Bóg tego od ciebie nie żąda, ale zadbaj przynajmniej o to, żebyś w dół nie schodził. Nie czyń złego bliźniemu, nie rań go, nie obmawiaj, nie lżyj, nie pogardzaj, a później powoli zacznij czynić coś dobrego. Wesprzyj dobrym słowem swego brata, mając dla niego współczucie, a jeśliby czegoś potrzebował, zrób to dla niego; a tak posuwając się po jednym szczeblu, z pomocą Bożą osiągniesz szczyt drabiny. Bo przez to, że powoli zaczynasz wspomagać swego brata, dochodzisz do pragnienia jego dobra jak własnego i jego korzyści jak własnej. A to właśnie oznaczają słowa Będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. Jeśli będziemy szukali, znajdziemy; a jeśli będziemy prosili Boga, On nas oświeci. Powiedziano w Ewangelii: Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a otworzą wam. Chcąc, żebyśmy Go błagali w modlitwie, mówi: „Proście”. Przez „szukanie” rozumie zastanawianie się nad sposobami zdobycia cnoty, i co ją przynosi, i co należy robić, żeby ją uzyskać. Kto nad tym co dzień się zastanawia, ten właśnie „szuka i znajduje”. „Pukać” zaś to wypełniać przykazania. Kto puka, ręką puka, a przez ręce rozumie się działanie.

Powinniśmy więc nie tylko prosić, ale także szukać i działać starając się być, jak mówi Apostoł, przysposobieni do każdego dobrego czynu. Co znaczy „przysposobieni”? Kiedy ktoś chce zbudować łódź, przygotowuje najpierw potrzebne materiały aż do najmniejszych kawałków drewna i skóry, do ostatniej garści pakuł. Podobnie kobieta, kiedy chce tkać, przygotowuje wszystko, aż do najmniejszej igiełki i nitki. To właśnie nazywa się przysposobienie. Ma się przygotowane wszystko, czego potrzeba do pracy.

Tak i my mamy być przysposobieni do pełnienia każdego dobrego czynu, całkowicie gotowi pełnić mądrze wolę Bożą, tak jak On chce i jak Mu się podoba. Cóż znaczą słowa Apostoła: Jaka jest wola Boża dobra, Bogu przyjemna i doskonała?

Wszystko to, co się dzieje, dzieje się albo z dopuszczenia Boga, albo z Jego upodobania. Tak mówi przez proroka: Ja Pan tworzę światło i stwarzam ciemności, a także: Czyż staje się w mieście zło, by Pan tego nie sprawił?. Złem nazywa te wszystkie nieszczęścia i klęski, które na nas spadają z powodu naszych grzechów, abyśmy się opamiętali; na przykład: głód, zaraza, susza, choroby, wojny. To wszystko nie dzieje się z upodobania Bożego, ale z dopustu. Bóg dopuszcza, aby to na nas przyszło, dla naszej korzyści. I nie chce Bóg, żebyśmy sami tego pragnęli albo w tym pomagali, na przykład jeśli jest wolą Bożą, dopustem Bożym, żeby zostało zburzone jakieś miasto, to nie znaczy wcale, że Bóg chce, żebyśmy i my podkładali pod nie ogień i palili je, albo chwytali za siekiery i burzyli je, pod pretekstem, że On sam zawyrokował o jego zniszczeniu. Albo jeżeli Bóg dopuścił, że ktoś cierpi albo choruje, to przez to jeszcze nie żąda, żebyśmy dodawali mu cierpienia, z tej racji, że Bóg go udręczył; albo żebyśmy mówili, że skoro to wola Boża, żeby chorował, to my nie okażemy mu litości. Tego Bóg nie chce. Nie chce, żebyśmy współpracowali z taką Jego wolą. Chce nas mieć tak dobrymi, że nie chce, abyśmy pragnęli tego, co On sam dopuszcza. Ale czego chce, żebyśmy pragnęli? Woli Jego dobrej, dziejącej się, jak powiedziałem, z Jego upodobania. Tu należy wszystko to, co się dzieje w zgodzie z Jego przykazaniami: wzajemna miłość, współczucie, szczodrość i inne podobne rzeczy. Oto jest dobra wola Boża.

A co jest „Bogu przyjemne?” Nie zawsze człowiek robiący coś dobrego, tym samym robi i rzecz Bogu przyjemną. Oto dlaczego. Zdarza się, że ktoś spotka sierotę ubogą a śliczną. Zachwyca się nią z powodu jej urody, bierze do siebie i wychowuje podkreślając, że to sierota. Spełnia więc wolę Bożą i dobrą rzecz, ale jednak nie jest to jeszcze Bogu przyjemne. Przyjemne Bogu jest, kiedy ktoś czyni dobro drugim nie dla ludzkich względów, ale dla samego dobra, dla samego współczucia. To właśnie jest Bogu przyjemne.

A doskonałe jest, jeśli ktoś pełni to dobro nie skąpo, nie opieszale, nie byle jak, ale ze wszystkich sił i z całego serca; a jeśli przy tym wierzy, że to on jest stroną biorącą i jeśli tak pełni dobro, jakby to sam go doznawał, to właśnie to jest doskonałość. W ten sposób człowiek okazuje się tym, który pełni wolę Bożą, jak mówi Apostoł, dobrą, Bogu przyjemną i doskonałą. I to właśnie znaczy działać mądrze.

Bo trzeba znać całą wartość czynnej miłości bliźniego, całą jej moc. Wielka jest bowiem i zdolna grzechy odpuszczać, jak mówi prorok: Bogactwo okupem za życie człowieka; oraz gdzie indziej: „Grzechy twoje okupuj jałmużną”; a Pan w Ewangelii: Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie powiedział: „pośćcie, jak Ojciec wasz niebieski pości”, ani: „bądźcie ubodzy, jak Ojciec wasz niebieski jest ubogi”. Ale co mówi? Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz niebieski jest miłosierny. Ta właśnie cnota jest szczególnym naśladowaniem Boga, bo to ona jest dla niego charakterystyczna, trzeba więc, jak powiedzieliśmy, żarliwie o nią zabiegać i mądrze postępować. Bardzo różnorodne bywają motywy miłosiernych uczynków. Jeden je pełni, aby uprosić błogosławieństwo dla swego pola, i Bóg błogosławi polu. Inny chce przez to wyprosić ocalenie swojego statku i Bóg ocala statek; inny w intencji swoich dzieci, i Bóg strzeże dzieci; inny dla uzyskania chwały, i Bóg otacza go chwałą. Bóg nie odpycha nikogo, ale daje każdemu to, czego on chce, jeśli to nie zaszkodzi jego duszy. Ale ci wszyscy otrzymali już swoją zapłatę, niczego nie zachowali sobie u Boga, ponieważ cel, który sobie założyli, nie dotyczył dobra ich duszy. Chciałeś uzyskać błogosławieństwo dla roli? Pobłogosławił Bóg twoją rolę. Dla dzieci to robiłeś? Ustrzegł Bóg twoje dzieci od zła. Dla chwały? Dał ci chwałę. Cóż jeszcze Bóg jest ci dłużny? Oddał ci już zapłatę, dla której pracowałeś.

Inny znów pełni miłosierdzie, aby uniknąć wiecznej kary. Ten więc pełni je dla dobra duszy, pełni je ze względu na Boga, ale jeszcze nie tak, jak tego Bóg chce. Bo jeszcze pozostaje w stanie niewolniczym. Niewolnik bowiem pełni wolę swego pana nie z chęci, ale bojąc się kary. Podobnie i on pełni miłosierdzie, aby uniknąć piekła, i Bóg wybawia go od piekła. Inny pełni miłosierdzie dla nagrody, To już jest motyw wyższy od tamtego, ale jeszcze nie taki, jakiego chce Bóg. Bo to jeszcze nie jest postawa synowska; ale jak najemnik tylko po to pełni wolę pana, aby dostać od niego zapłatę i mieć z tego zysk, tak ten człowiek działa dla zapłaty.

Bo są trzy postawy u ludzi czyniących dobrze, jak mówi święty Bazyli, zresztą wiem, że wam już o tym mówiłem kiedy indziej. Albo działamy z bojaźni kary i jesteśmy w stanie niewolników, albo dla zapłaty, a to jest postawa najemników, albo dla samego dobra i to jest postawa synów. Syn bowiem pełni wolę ojca nie ze strachu, ani dla nagrody, ale ponieważ chce mu służyć, chce go uczcić i zadowolić. I my więc tak powinniśmy pełnić miłosierdzie dla samego dobra, współczując jedni drugim jak własnym członkom, tak usługując bliźniemu, jakby to on nam usługiwał, tak dając, jakbyśmy to my otrzymali. To jest miłosierdzie pełnione mądrze, przez to okazujemy się, jak powiedzieliśmy, synami.

A nikt nie może powiedzieć: „Jestem ubogi i nie mam z czego dawać”. Bo jeśli nawet nie możesz dawać tak, jak ci bogacze, którzy wrzucali swoje datki do skarbony, to daj dwa szelążki, jak ta uboga wdowa, a Bóg przyjmie to od ciebie milej niż dary bogaczy. A nie masz i tyle? Ale masz siły i możesz dać choremu jałmużnę posługi. I tego także nie możesz? Ale możesz pocieszyć słowem twego brata. Okaż mu miłosierdzie słowem i słuchaj, co powiedziano: Lepsze jest dobre słowo niż podarunek. A załóżmy, że nawet słowem nie potrafisz wesprzeć. Ale możesz, kiedy brat twój rozgniewa się na ciebie, zmiłować się nad nim i znieść go podczas jego wybuchu, pamiętając, że dręczy go wasz wspólny nieprzyjaciel. I zamiast coś mu odpowiedzieć i bardziej jeszcze go rozdrażnić, możesz zamilczeć i ulitować się nad jego duszą, a tak wyrwać go nieprzyjacielowi. Możesz także, jeśli brat zgrzeszy przeciw tobie, ulitować się nad nim i przebaczyć mu jego winę, abyś i ty otrzymał przebaczenie od Pana. Powiedziano bowiem: Odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. A tak okażesz miłosierdzie duszy swego brata, przebaczając mu jego grzech przeciw tobie. Bo dał nam Bóg władzę przebaczania sobie win wzajemnie, jeśli chcemy. Jeżeli nie masz jak pomóc ciału bliźniego, pomóż jego duszy. A jaka przysługa może dorównać przysłudze okazanej duszy? Bo jak dusza cenniejsza jest do ciała, tak miłosierdzie wyświadczone duszy większe jest od wyświadczonego ciału. Nikt więc nie może powiedzieć: „Nie mogę nic dawać”. Każdy może, według swoich możliwości i według swojego stanu, byleby tylko każdy się starał o to, aby co robię dobrego, robić mądrze, jakeśmy to o wszystkich cnotach powiedzieli. Bo powiedzieliśmy, że kto je pełni mądrze, ten jest mistrzem wsławionym, który swój dom buduje starannie. Mówi o nim i Ewangelia, że mianowicie mądry dom swój buduje na skale i żadne przeciwności nie mogą go zburzyć.

Bóg, który kocha ludzi, niech nam da i słyszeć, i wypełnić to, cośmy usłyszeli; aby nie stały się nam potępieniem te słowa w dniu sądu. Jemu chwała na wieki. Amen.


Fragment z książki „Pisma ascetyczne” Doroteusza z Gazy


Zobacz też inne teksty z serii Źródła monastyczne


Skomentuj

Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Podręcznik do modlitwy Jezusowej
Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)