O duchowej budowie i o harmonii cnót [cz.1]

przez admin w dziale Filokalia

Pismo mówi o owych położnych, które zachowały przy życiu chłopców izraelskich: ponieważ bały się Boga, zbudowały sobie domy. Czy mowa tu o domach widzialnych? Dlaczego w takim razie powiedziane, że te domy uzyskano dzięki bojaźni Bożej? Przecież nas pouczono o czymś przeciwnym; żebyśmy i te doczesne domy, które już mamy, porzucili dla bojaźni Bożej. A więc nie mówi tu Pismo o domu widzialnym, ale o domu duszy, który człowiek buduje sobie, przestrzegając przykazań Bożych. Uczy nas przez to Pismo, że bojaźń Boża przygotowuje duszę do pełnienia przykazań, a przez ich wypełnienie buduje się dom duchowy. I my więc, bracia zatroszczmy się o siebie. Bójmy się Boga i budujmy sobie domy, aby w nich znaleźć schronienie podczas zimy, podczas deszczu, błyskawic i grzmotów. Wielkim nieszczęściem jest zima dla bezdomnego.

A jak buduje się dom duchowy? Od widzialnego budownictwa możemy się tego dokładnie nauczyć. Bo człowiek, który taki dom chciałby zbudować, powinien zabezpieczyć go ze wszystkich stron i budować wszystkie cztery ściany, zamiast troszczyć się o jedną część, a zaniedbywać inne. W przeciwnym przypadku nie miałby żadnego pożytku, ale wszystkie jego trudy i koszty poszłyby na marne. Tak jest i z duszą. Nie powinien człowiek zaniedbywać żadnej duchowej budowy, ale równo i harmonijnie wznosić całość. To właśnie oznaczają słowa ojca Jana: „Chcę, aby człowiek wziął ze wszystkich cnót po trosze, a nie tak, jak niektórzy czynią, że się chwytają jednej tylko cnoty, trzymają się jej i w niej jednej się tylko ćwiczą, zaniedbując inne”. Może i wyróżniają się później w tej cnocie i już nie cierpią ataków tej namiętności, która jest jej przeciwna, ale pozostałe namiętności wkradają się i dręczą ich, a oni o to nie dbają. Myślą tylko, że posiedli coś wielkiego. Tacy podobni są do człowieka, który zbudował jedną ścianę i wywiódł ją tak wysoko, jak tylko mógł. A widząc wysokość tej ściany myśli, że zrobił coś wielkiego. Nie wie, że pierwszy wiatr, kiedy nadejdzie, zwali tę ścianę. Stoi bowiem sama i nie ma oparcia w innych ścianach. Ani też schronienia nie można sobie zrobić z jednej ściany, bo ze wszystkich innych stron jest się odkrytym. Nie tak więc trzeba postępować, ale raczej kto chce sobie dom zbudować i znaleźć w nim schronienie, powinien w nim zbudować wszystkie ściany i zabezpieczyć go ze wszystkich stron.

I powiem, jak to uczynić. Najpierw trzeba położyć fundament, którym jest wiara. Bez wiary, jak mówi Apostoł, nie można podobać się Bogu. A dalej na tym fundamencie trzeba budować odpowiednio do okoliczności. Trafiła się możność usłuchania rozkazu? Trzeba położyć jeden kamień posłuszeństwa. Zjawia się rozdrażniony brat? Trzeba położyć jeden kamień wielkoduszności. Jest okazja do wstrzemięźliwości? Trzeba położyć jeden kamień wstrzemięźliwości. Tak z każdej cnoty, do której mamy okazję, trzeba kłaść na budowę jeden kamień i tak ją dookoła prowadzić: kamień współczucia, kamień wyrzeczenia się własnej woli, kamień łagodności i tym podobne. Zwłaszcza zaś spośród wszystkich należy się zatroszczyć o cierpliwość i męstwo. To są bowiem kamienie węgielne, one spajają budowę i łączą ścianę ze ścianą, aby się ściany nie pochyliły ani nie rozeszły. Bez nich bowiem niemożliwe jest wyrobienie w sobie jakiejkolwiek cnoty. Bo jeśli komu w duszy brak męstwa, to cierpliwy nie będzie. Jeśli nie będzie cierpliwy, niczego zgoła nie osiągnie. Dlatego powiedziano: „W swej cierpliwości zachowacie dusze wasze”.

Powinien także budujący kłaść każdy kamień na zaprawę; bo jeśli będzie kładł kamień na kamieniu bez zaprawy, kamienie się rozpadną i dom się przewróci. Zaprawą jest pokora, bo się ją z ziemi robi i jest pod nogami wszystkich. Otóż żadna cnota bez pokory nie jest cnotą, jak powiedziano w Naukach Starców: „Jak niepodobna okręt zbudować bez grodzi, tak niemożliwe zbawić się bez pokory”. Trzeba więc, żeby człowiek czynił pokornie każde dobro, które czyni; aby pokora to dobro zachowała. Potrzeba też domowi tego, co nazywamy wiązaniem. Jest nim roztropność, która umacnia dom, jednoczy kamień z kamieniem i spaja budowlę, a także dodaje jej wielkiego piękna.

Dachem zaś jest miłość, która jest doskonałą pełnią cnót, jak dach jest ostatecznym wykończeniem domu. A po dachu pozostaje jeszcze ogrodzenie. Co jest tym ogrodzeniem? Napisano w Prawie: „Jeśli zbudujecie nowy dom, uczynicie na dachu ogrodzenie, aby nie spadły dzieci wasze z dachu”. Ogrodzeniem tym jest pokora. Ona to bowiem wieńczy wszystkie cnoty i ona ich strzeże. I tak jak każdą cnotę należy kłaść na zaprawę – tak i doskonała pełnia cnót wymaga pokory. Święci właśnie, dążąc do tej doskonałości, z natury rzeczy dochodzą do pokory. Zawsze wam to przecież mówię, że im bardziej człowiek zbliża się do Boga, tym lepiej widzi swoją grzeszność.

A co to są te dzieci, o które troszczy się Prawo, żeby nie spadły z dachu? Dzieci to myśli zrodzone w duszy, których należy strzec przez pokorę, żeby nie spadły z samego szczytu, którym nazwaliśmy doskonałą pełnię cnót.

Oto już dom wykończony: ma zwieńczenie, ma dach, ma i ogrodzenie. Jednym słowem, dom jest gotowy. Czy może jeszcze czegoś brakuje? Tak, jeszcze jedno opuściliśmy. Co mianowicie? To, żeby budowniczy był mistrzem. Bo jeśli nie jest mistrzem, i zbuduje choć trochę krzywo, dom się kiedyś nagle zawali. Mistrzem jest ten, który działa mądrze. Bo zdarza się, że ktoś pracuje nad zdobyciem cnót, ale ponieważ nie postępuje mądrze, marnuje pracę i pozostaje nieskoordynowany i niezdolny do wykończenia dzieła. To kładzie kamień, to go znów zwala. Bywa i taki, który położy jeden, a zwali dwa. Na przykład: przychodzi brat i mówi ci coś przykrego, a ty zmilczysz i upokorzysz się przed nim. Położyłeś jeden kamień. A potem idziesz i opowiadasz innemu bratu „Ten a ten mnie znieważył, to a to mi powiedział, a ja nie tylko byłem cicho, ale jeszcze uczyniłem przed nim pokutę”(albo: ale jeszcze upadłem przed nim na twarz). Otoś jeden kamień położył, a dwa zrzuciłeś. Albo ktoś pokutuje dla pokazania się, a tak jest razem próżność i pokora, to właśnie znaczy położyć kamień i zaraz go zwalić. Ale ten, który czyni pokutę mądrze, tłumaczy sobie, że niewątpliwie zawinił i wierzy mocno, że to on jest winowajcą. To właśnie oznacza czynić pokutę mądrze. Inny ćwiczy się w milczeniu, bo myśli, że spełnia przez to akty cnoty. Taki niczego nie dokonuje. Ten zachowuje milczenie mądrze, kto się uważa za niegodnego mówienia, jak nauczali Ojcowie. To właśnie milczenie zachowywane mądrze. Inny znowu nie wynosi się i myśli, że tym samym dokonuje czegoś wielkiego i że się upokarza. Nie wie, że niczego w ogóle nie dokonuje, bo nie działa mądrze. Tylko ten jest pokorny mądrze, kto ma siebie samego za nic, za niegodnego nawet zaliczyć się do ludzi. Tak mówił sam do siebie ojciec Mojżesz: „Czarny brudasie: nie jesteś człowiekiem, po co wiec szedłeś między ludzi?”

Inny znów usługuje choremu, ale służy dla nagrody. To także nie jest mądre postępowanie. Potem, gdy mu się zdarzy coś przykrego, zaraz porzuca dobre dzieło i nie potrafi w nim wytrwać, bo go nie wykonał mądrze. Kto usługuje mądrze, robi to dla nauczenia się i współczucia, i tkliwego miłosierdzia. Kto ma taki cel, ten cokolwiek by się zdarzyło, choćby i sam chory okazał się niewdzięczny, znosi to spokojnie, mając przed oczami swój cel; i wie, że to raczej chory jemu wyświadcza łaskę, niż on choremu. Bo bądźcie przekonani, że kto mądrze usługuje choremu, ten doznaje ulgi w swej walce z namiętnościami. Znałem brata, który borykał się z nieczystymi żądzami, ale został z nich wyzwolony dlatego, że usługiwał mądrze choremu na dyzenterię. Także Ewagriusz opowiada o pewnym wielkim Starcu, że wspomógł skutecznie pewnego brata męczonego po nocach przez takież widzenia. Nakazał mu mianowicie pościć i usługiwać chorym. A gdy go zapytano o przyczynę, odpowiedział: „Nic tak nie gasi namiętności jak miłosierdzie”.

Także jeśli ktoś uprawia ascezę dla chwalenia się nią, albo myśląc, że to wielka cnota, to nie uprawia jej mądrze. Zaczyna bowiem potem gardzić swoim bratem, uważając się za coś lepszego, i okazuje się ostatecznie, że nie tylko kładzie jeden kamień, a zwala dwa, ale ryzykuje nawet, że mu się cała ściana zawali, ponieważ osądza bliźniego. Ale kto mądrze pracuje nad sobą, ten nie uważa się za cnotliwego, nie pragnie mieć sławy ascety, ale ma nadzieję przez umartwienie zdobyć powściągliwość, a przez nią dojść do pokory; jak to mówili Ojcowie, że drogą do pokory jest trud cielesny wykonywany mądrze, itd. I każdą w ogóle cnotę tak człowiek powinien uprawiać, żeby ją zdobyć i przekształcić w zwyczaj. Wtedy okazuje się, jak to powiedzieliśmy, dobrym i wprawnym budowniczym, zdolnym zbudować własny dom porządnie.


Fragment z książki „Pisma ascetyczne” Doroteusza z Gazy


Zobacz też inne teksty z serii Źródła monastyczne


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)