MODLITWA SERCA [CZ.6] – moja słabość

przez admin w dziale Filokalia

Powróćmy do kilku zasadniczych punktów, które omawialiśmy. Przejrzymy je i połączymy, bo stanowią one podstawę modlitwy serca.

Lęk przed słabością jest naturalną reakcją każdego człowieka. Od dnia, kiedy pierwszy raz uświadamiamy sobie, tak czy inaczej, że nie możemy polegać na swoich siłach, zakorzenia się w nas zatroskanie, które może przerodzić się w wielki niepokój. Wszystko, co po­wiedzieliśmy dotąd, prowadzi do utraty poczucia bezpieczeństwa przez wydobycie na światło dzienne naszej bezbronności, ukrytego nie­uporządkowania i ograniczoności wynikających z faktu, że jesteśmy stworzeni. Za każdym więc razem musimy sobie powiedzieć, że jest tylko jedno rozwiązanie – uznać prawdę o sobie i oddać się w rę­ce Pana.

Przypomnijmy sobie epizod uciszenia burzy na jeziorze. Aposto­łowie byli przerażeni tym, jak fale miotały ich łodzią, i obudzili Je­zusa. Zdumiony – zwrócił się do nich z pytaniem: «Czemu bojaźli­­wi jesteście, ludzie małej wiary?» (Mt 8,26). Potem jednym gestem uspokoił fale.

Wobec tego, dlaczego mam się obawiać swoich słabości? Rzeczy­wiście istnieją, lecz przez długi czas nie chciałem ich zobaczyć. Sto­pniowo uznałem ich obecność, a obecnie muszę uznać je za część mojej osoby. Nie są mi obce, nie mogę się ich pozbyć raz na za­wsze. Co więcej – jeśli usiłuję o nich zapomnieć, Ojciec szybko zwra­ca mi na nie uwagę. Dopuszcza ten czy inny błąd, dzięki czemu mu­szę przyznać, że jestem grzesznikiem. Pozwala, aby brak zdrowia dokuczył mi i zmusił do poddania się i ofiarowania swej bezradności mi­łości Ojca. On sprawia, że bez najmniejszej wątpliwości widzę, jak moje możliwości są ograniczone.

Pojawia się nowe podejście: w przyszłości słabości zamiast być nie­bezpieczne, dają mi okazję zbliżenia się do Boga. Z tego powodu mu­szę stopniowo oswoić się z nimi, już nie uważać ich dłużej za kło­potliwą cechę mojej osobowości, lecz jako coś, czego chce i co uzna­je Ojciec. Nie traktować ich jako beznadziejny dopust, lecz ja­ko podstawowe przygotowanie do daru życia Bożego. Kiedy w przyszło­ści stanę nagle wobec dotąd nieznanej słabości, moją pierwszą re­akcją nie będzie lęk; zamiast tego zadam sobie pytanie, gdzie jest w niej ukryty Ojciec.

Nie unikniemy postawienia sobie pytania: czy ta transformacja sła­bości, która wydaje się być jedynie poddaniem się zwycięstwu mi­łości, jest efektem nie zamierzonym przez Boga, alchemią przez któ­rą zmienia zło w dobro, czy też przeciwnie – jest to fundamental­ny wymiar Bożego porządku?

Można by dużo mówić na ten temat. Niech nas zadowoli proste stwierdzenie, że nawet w porządku naturalnym każda prawdziwa miłość jest zwycięstwem słabości. Miłość nie polega na domino­wa­niu, posiadaniu kogoś lub wywieraniu na nim nacisku. Miłość to bez­bronne przyjęcie drugiego człowieka, który wychodzi mi na spotka­nie. W odpowiedzi pewni jesteśmy przyjęcia bez zastrzeżeń, bez osą­dzania czy potępiania i bez zawistnych porównań. Między dwojgiem ludzi, którzy kochają się wzajemnie, nie ma mowy o sile. Istnie­je między nimi rodzaj porozumienia, z którego rodzi się wzajemne zaufanie.

Już doświadczenie miłości, chociaż z konieczności niedoskona­łe, jest nieodparte, a przecież to tylko odbicie rzeczywistości Bożej. Z chwilą kiedy prawdziwie zaczniemy wierzyć w nieskończoną czułość Ojca, zobowiąże nas to i do bardziej radosnego zagłębienia się w rzeczywistość, w której niczego nie posiadamy ani nie rozumiemy, ani nie kontrolujemy.

W ten sposób, prawie nieświadomie, wchodzimy w komunię z życiem Bożym. Relacja między Ojcem i Synem w Duchu Świętym jest na poziomie, który wykracza zupełnie poza nasze zrozumienie, do­skonałe ucieleśnienie słabości przemienione w komunię.

Ta intymna czułość Boga Trzykroć-świętego objawia się w spo­sób nam bliższy, w obcowaniu między wcielonym Synem a Ojcem. Nie możemy oprzeć się podziwowi wobec łagodności i poczucia abso­lutnego bezpieczeństwa, z jakim Jezus oświadcza spokojnie, że nie ma niczego na własność i że nie może robić niczego, co nie było­by naśladowaniem Ojca. Jak człowiek może zgodzić się na takie pod­danie? Jednak taką drogą mamy iść, jeśli w głębi serca pragniemy żyć zgodnie z wolą Bożą i z tym, jak przemienił On nasze życie przez śmierć i zmartwychwstanie Syna.

Maryja pokazuje nam tę samą drogę. Magnificat jest równocze­śnie pieśnią tryumfalną i uznaniem całkowitego poddania się. Oba te uczucia idą ręka w rękę. Od początku dostrzegła i przyjęła swą wymowną słabość, dzięki czemu była gotowa przyjąć Syna, któ­re­go dał Jej Ojciec. Stała się Matką Boga, bo jest najbliższa Jego ubó­stwu.


Mnich kartuski – fragment z książki „Rana miłości”


Publikacje pomocnicze na temat modlitwy Jezusowejwejdź do naszej księgarni on-line


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)