MODLITWA SERCA [CZ.3] Oczyszczenie osobowości przez serce

przez admin w dziale Filokalia

Nie potrzeba dużego doświadczenia życiowego, a jeszcze mniej w życiu duchowym, żeby stwierdzić, że jesteśmy więźniami tego świa­ta, prawie nieograniczonego w swym chaosie – grzechu, niezrów­noważenia emocjonalnego, otwartych ran, niezdrowych zwycza­jów itd. Wszystko to sprawia, że nasze serce jest zbrukane.

Ponadto widzimy, że język naszego serca jest językiem emocji. Ca­łe zamieszanie, o którym mówię, prowadzi do niekontrolowanych emocji, dajemy im upust nawet podświadomie, rządzą naszym po­stępowaniem i powodują, że powstają w nas napięcia, że odwracamy się od Boga, skierowują nas machinalnie ku złemu życiu. Wszy­stko to bierze się z serca!

To, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to właśnie czyni człowieka nieczystym. Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa (…) To wła­śnie czyni człowieka nieczystym (Mt 15,18–20). Jeśli pragnę usunąć skażenie mojego serca, przede wszystkim muszę je oczyścić.

Kiedy stajemy wobec palącej potrzeby uleczenia tej sytuacji, ja­ko pomoc zazwyczaj służy nam praktyka tradycyjnie nazywana asce­zą. Jest to metoda wypróbowana przez wiele pokoleń mnichów, chrze­ścijan, ludzi dobrej woli zdecydowanych na wyzwolenie się z ogra­niczeń, które sprawiają, że są więźniami. To metoda angażują­ca wszystkie zapasy naszej siły woli, energii i wytrwałości wspartych przez wiarę i miłość. Asceza ma swą wartość i nie powinniśmy nig­dy rezygnować ze stosowania jej. Ma jednak również ograniczenia.

W szczególności, o ile chodzi o prawdziwe oczyszczenie serca, mu­simy wznieść się ponad czysto ludzkie praktyki. Jeszcze raz przeczy­tajmy, co św. Brunon powiedział swemu przyjacielowi Radulfowi na ten temat:

Cóż zatem czynić zamierzasz, umiłowany? Cóż, jeśli nie zawie­rzyć radom Bożym, zawierzyć prawdzie, która mylić nie może? Radził przecież wszystkim, mówiąc: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utru­dzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11,28). Czyż nie jest trudem najgorszym i bezużytecznym męczyć się bez przerwy po­żą­daniem, troskami i niepokojami, strachem i bólem dla rzeczy upra­gnionych? Jakież więc brzemię cięższe jest od tego, które spycha myśl ze szczytu jej godności na dno, które jest całą niesprawiedli­wością?

Istnieje więc rodzaj oczyszczenia, w którym przede wszystkim czło­wiek musi zwrócić się do Jezusa i przyjść do Niego, aby „znaleźć po­krzepienie”.

Po poproszeniu nas, abyśmy wyrzekli się bycia „mądrymi i rozu­miejącymi”, Jezus zaprasza, abyśmy stali się jak dzieci. Wejść na dro­gę serca – to zrozumieć, że jedyna prawdziwa czystość jest darem Jezusa. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo je­stem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych (Mt 11,29).

Podstawowe oczyszczenie zaczyna się w chwili, kiedy wszystkie tro­ski i nieporozumienia, jakich doświadczam, zanoszę Jezusowi. Nie jest to zadanie łatwiejsze od tradycyjnej ascezy, ale jest bardziej sku­teczne. Zobowiązuje nas ono do życia opartego na prawdzie – pra­wdzie o sobie, ponieważ zmusza nas ona do otwarcia oczu na rze­czywistość naszej grzeszności, na prawdzie o Jezusie, który rzeczy­wiście jest Zbawicielem naszych dusz, nie tylko w ogólnym, odle­głym sensie, ale na podstawie bezpośredniego kontaktu z każdym, we wszystkich niedostatkach, jakich doświadczamy. Dlatego muszę na­uczyć się oddać Mu bez reszty i zahamowań wszystkie nieczystości serca, które wychodzą na jaw, czy to dzięki okolicznościom życio­wym, czy też przez poruszenia mojego serca, kiedy poszukuje pra­wdziwej wolności.

Ilekroć odkrywam jedno z paraliżujących mnie ograniczeń, naj­ważniejsze jest wtedy nie podejmować bezpośredniej walki z nim, bo przeważnie zadowoli mnie odcięcie gałęzi i nie sięgnę do ko­rzeni. To, co się liczy, to odkrycie korzeni i wyrwanie ich, niezależ­nie od ich brzydoty i przykrości, jaka temu towarzyszy. Problemem jest przyjęcie ich takich, jakie są, i oddanie ich świadomie i do­browolnie Zbawicielowi. W ten sposób nie ma obawy, żeby kla­sy­czna modlitwa: „Jezusie, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną grze­sznym!” była bezmyślnie powtarzana. Jest to nieustanne potwier­dzenie, że odbywa się kolejne spotkanie między oczyszczającym sercem Jezusa i moim własnym, skażonym sercem.

Oczywiście, w tym procesie występuje również element czysto na­turalnej, ludzkiej psychologii, ale dlaczego miałoby to dziwić? Czy łaska nie działa zawsze w oparciu o naturę? W tym przypadku przy­gotowuje grunt pod odkupienie, które powoduje przemianę ser­ca, leczy rany przez osobiste spotkanie ze zmartwychwstałym Jezusem. W ten sposób rodzi się w nas nawyk nieustannego zwracania się do Niego, zwłaszcza ze wszystkimi trudnościami, z tym, co ciemne, co nas niepokoi.

Jest to postawa, która początkowo budzi obawę w sercu. Tak czę­sto słyszymy, że mamy ofiarować Panu tylko to, co dobre i piękne, że nie możemy przynieść do Niego niczego, co nie jest szlachetne. Czy nie jest to sprzeczne z tym, co mówi Ewangelia? Sam Jezus stwier­dził, że nie przyszedł do tych, co się dobrze mają, ale do chorych. Musimy się nauczyć, bez fałszywego wstydu, stawać wobec Bo­skiego lekarza w całej naszej nędzy, uczciwie przyznając się do wszy­stkiego, co w nas złe, nieprawdziwe i sprzeciwiające się Bogu. Tyl­ko On może nas wyleczyć.


Mnich kartuski – fragment z książki „Rana miłości”


Publikacje pomocnicze na temat modlitwy Jezusowejwejdź do naszej księgarni on-line


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)