„MÓDLCIE SIĘ NIEUSTANNIE” [CZ.4]

przez admin w dziale Filokalia

Spójrzmy jeszcze raz wstecz, a okaże się, że różnorodne elementy stapiają się w jeden jedyny strumień płynący ku Bogu:

Psalmodia obydwu małych oficjów, nieszporów i wigilii, z odpowiadającymi im każdorazowo dwunastoma psalmami, przynależące do nich modlitwy oraz gesty uwielbienia. Bez tej osobistej modlitwy, w któ­rej mnich przyjmuje konkretny psalm, chrystianizuje go i przyswaja we właściwy dla siebie sposób, recytacja psalmów straciłaby wiele ze swojego sensu. Krótkość psalmicznych oficjów i ogra­ni­­czenie ich liczby do dwóch ma swoje uzasadnienie w pragnieniu, aby pozostawić jak najwięcej miejsca „modli­twie”.

− Osobista reguła mnicha, w całości dopasowana do rodzaju i rytmu jego pracy ręcznej, składająca się z krót­kich, odmawianych na stojąco modlitw. Sens tych ćwiczeń jest oczywisty: praca nie jest celem samym w sobie, służy własnemu utrzymaniu i miłości bliźniego. Wiadomo jednak, że każdy czyn posiada swą wewnętrzną dynamikę, która cechuje się wyraźną tendencją do usamodzielnienia się. Poprzez regularną modlitwę mnich uwalnia się od tego nacisku i zwraca się ku Temu, któremu ostatecznie wszystko zawdzięcza.

Nieustanna „medytacja” Słowa Bożego, która nie tylko nie przerywa pracy ręcznej, lecz stale jej towarzyszy i ciągle na nowo znajduje swe ujście w „mo­dlitwie”. Także tutaj sens jest łatwy do uchwycenia. Jednak również „medytacja”, rozważanie ukrytych treści świętych tekstów, aż nazbyt łatwo może się usamodzielnić. Staje się wtedy wścibskim i niespokojnym poszukiwaniem rzeczy, których nie sposób uzyskać pod presją, które otrzymać można jedynie w darze. W „modlitwie” więc mnich zwraca się ciągle na nowo do Tego, którego ostatecznie szuka. Bowiem również w medytacji nie chodzi o zdobycie nowej wiedzy, lecz o spotkanie z Bo­giem.

Charakterystyczne jest to, że nawet intelektualna praca, jak poucza przykład Ewagriusza, zdaje się nie zakłócać żadnej z tych trzech form modlitwy. Założeniem jest jednak, że ta umysłowa praca stanowi w swojej orientacji szczególną formę medytowania i w swej wewnętrznej dynamice jest ukierunkowana na modlitwę jako „kontem­plację”, czyli na to ponadracjonalne, bezpośrednie i osobowe poznanie Boga.

Dyscyplina, którą przepisuje Jan z Gazy i która najwidoczniej od dawien dawna była praktykowana na pustyni Sketis, na pierwszy rzut oka wydaje się być możliwa do zrealizowania jedynie w całkowitym odosobnieniu. Faktycznie jest bowiem przeznaczona dla mnicha, który żyje samotnie. Jednakże Jan najwidoczniej przewiduje na końcu swojego listu – nawet jeśli nie regularną, to przecież możliwą – obecność innych braci. Również Ewa­griusz, który podobnie pisze dla anachoretów, nie wy­klu­cza towarzystwa braci w czasie modlitwy.

Rodzi się jednak pytanie: jak w obecności innych można uchronić wybitnie osobisty charakter modlitwy przed wystawieniem na widowisko, które jak ogólnie wiadomo, tak bardzo znienawidzone było przez Ojców Pustyni? Przecież, co dobitnie stwierdza Jan na końcu swego listu, zarówno recytacja psalmodii, „medytacja” i uczenie się na pamięć, odbywa się głośno. Jego napomnienie, aby w obecności innych mieć się na baczności, by nikt nie spostrzegł tego, co się czyni, odnosi się, jak pouczają Ewagriusz i Kasjan, do osobistej modlitwy. Psalmodię odmawia się wprawdzie głośno, lecz modli się w ciszy.

Nocą ze łzami błagaj Pana
i niech nikt nie spostrzeże cię,
gdy się modlisz, a znajdziesz łaskę.

Trzy teksty wywodzące się z etiopskiej tradycji umożli­wiają nam interesujący wgląd w to ukryte ćwiczenie cichej modlitwy.

Opowiadał abba Jakub: „Poszedłem do Baleos, do abba Izydora (tego z Nesare) i znalazłem go siedzącego w celi i piszącego. Pozostałem u niego jakiś czas, obserwując go; otóż widziałem, jak on często podnosił oczy ku niebu, ale wargami nie poruszał ani nie było słychać jego głosu. Zapytałem go: «Co robisz, ojcze?» Odpowiedział mi: «Czyż nie wiesz, co robię?» Ja na to: «Zupełnie nie wiem, abba». Odrzekł: «Jeżeli tego nie wiesz, Jakubie, to nie byłeś jeszcze mnichem nawet przez jeden dzień. Oto, co mówię: ‘Jezu, zmiłuj się nade mną; Jezu, wspomóż mnie; błogosławię Cię, Panie’»”.

Nie jest łatwo zlokalizować w czasie powstanie tego tekstu, który jak dwa pozostałe zakłada już istnienie jednej, pięknej zresztą i bogatej formuły „modlitwy Jezusowej”. Ćwiczenie cichej „modlitwy serca” jest jed­nak dobrze poświadczone.

Opowiadali bracia: „Odwiedziliśmy kiedyś starców i według zwyczaju po modlitwie powitaliśmy się wzajemnie i usied­liśmy. A po rozmowie, chcąc już odejść, poprosiliśmy ich o modlitwę. Wtedy jeden ze starców zapytał: «Jak to, więc to nie była modlitwa?» Odpowiedzieliśmy: «Kiedyśmy przy­szli, abba, pomodliliśmy się, a potem rozmawialiśmy aż dotąd». Rzekł starzec: «Wybaczcie, bracia: siedzi między wami pewien brat, który rozmawiając odmówił już sto trzy modlitwy». A gdy on to powiedział, starcy pomodlili się i pożegnali nas”.

Nietrudno odkryć za tymi tekstami „metodę”, która jest wszędzie obecna, mimo że nie jest wyraźnie sformułowana. Jej oczywistym celem jest skierowanie umysłu na myśl o Bogu. „Metoda” ta jest w ogóle do pomyślenia, chciałoby się powiedzieć: do zniesienia, jedynie w duchowym klimacie, w którym, jak mówi Jan Kasjan w cytowanym tekście, modlitwa stanowi najwyższy cel mniszego życia. Jednakże modlitwa już nie w sensie ludzkiego ćwiczenia, choćby nawet było ono „ustawiczne”, lecz „stanu umysłu”, jak wyraża się mnich z Pontu. Myśl ta widoczna jest również u Jana z Gazy, gdy odpowiada on: żadnej ścisłej miary, „gdyż umysł ma trwać na mo­dli­twie przez cały dzień”.

Celem „aktywnego sposobu modlitwy” jest według Ewagriusza ogląd w nieskończenie poufnym i zażyłym dialogu z Bogiem „bez żadnego pośrednika”, nawet bez pośrednictwa myślowych wyobrażeń, choćby były niezwykle wzniosłe.

Jedynym „pośrednikiem” pomiędzy Bogiem a czło­wiekiem jest sam Bóg, to znaczy Syn i Duch Święty, którzy otwierają nam dostęp do Ojca, źródła i celu wszystkiego. Żaden człowiek nie potrafi uzyskać go sam. „Kontem­plac­ja” jest czystą łaską Boga.

Mnich z pustyni Sketis powiedział: „(…) Tak jak teraz mnie widzisz, tak żyłem cały czas mojego życia: trochę pracy ręcznej, trochę medytacji, trochę modlitwy i na ile byłem w stanie utrzymywałem czystość od myśli i stawiałem im opór, gdy na mnie naciskały. I tak przyszedł do mnie duch kontemplacji, bez mojej zasługi i bez mojej wiedzy o tym, że inni praktykują to samo ćwiczenie”.

Modlitwa jako ostatecznie bezsłowny „ogląd Boga” nie jest w żadnym wypadku czystą utopią intelektualnej spekulacji, o czym poucza ów prosty rolnik, który odpo­wie­dział świętemu proboszczowi z Ars:

Ja patrzę na dobrego Boga, a dobry Bóg patrzy na mnie.

To ciche, intensywne „oglądanie” jest możliwe, gdyż umysł, który w naturalny sposób stworzony został do modlitwy, w modlitwie podejmuje „właściwe sobie działanie”, bowiem „Modlitwa jest działaniem, które odpowiada godności umysłu (jako obrazu Bożego) albo jest wprost jego najwyższą i najczystszą aktywnością”.

Człowiek pozostaje w pełni sobą tylko wtedy, gdy się modli, innymi słowy: kiedy obraz tworzy doskonałą harmonię ze swoim Prawzorem. Wyruszyć w kierunku tego celu i ze wszystkich sił do niego dążyć, to coś „natural­nego” dla człowieka, gdyż odpowiada jego prawdziwej naturze. „Modlitwa nieustanna” jest stopniem na tej drodze. Jest kwintesencją „aktywnego sposobu modlitwy”.


Gabriel Bunge – fragment z książki „Modlitwa ducha”


Publikacje pomocnicze na temat modlitwy Jezusowejwejdź do naszej księgarni on-line


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)