„Módlcie się nieustannie” [cz.1]

przez admin w dziale Filokalia

Wszelki wysiłek mnicha mający na uwadze doskonałość serca zmierza zawsze do tego, aby osiągnąć stan trwałej i nieprzerwanej modlitwy.

Skoro mnich nie pozostaje nikim innym jak chrześcijaninem, to powyższe zdanie dotyczy również każdego, kto nosi miano chrześcijanina, niezależnie od tego, czy żyje on w „świecie”, czy też w samotności pustyni. Wszak Apostoł poleca wszystkim chrześcijanom: nieustannie się módlcie (1 Tes 5,17).

Jak jest to jednak możliwe? Wszystko zależy od tego, co rozumie się pod terminem „modlitwa”. Pojęcie to bowiem, jak każde inne, może przybierać różne znaczenia. W prologu do swojego traktatu O modlitwie Ewagriusz dokonuje zasadniczego rozróżnienia pomiędzy dwoma sposobami modlitwy. „Prak­­tycznemu”, aktywnemu sposobowi, związanemu z porządkiem ilościowym, przeciwstawia sposób kontemplatywny, związany z jakością. Oto więc dwa sposoby modlitwy, nierozdzielnie złączone ze sobą jak duch i litera, choć przecież o różnej wartości. Pierwszy mianowicie nie ma żadnego sensu bez drugiego.

Nie będziemy tutaj mówić o modlitwie jako kontemplacji, którą Ewagriusz określa najczęściej jako „stan umysłu”. Modlić się nieustannie dotyczy bowiem najpierw ilości i w związku z tym należy do obszaru „praktycznego sposobu modlitwy”. Ponieważ praktike jest niezbędnym stopniem na drodze do theoretike lub gnostike, czyli kontemplatywnego poznania Boga, warto dowiedzieć się, jak „praktycznie” radzili sobie Ojcowie z ciągle trwającą modlitwą, zanim zostali obdarowani Bożym darem oglądu.

Ojcowie Pustyni byli w swoim postępowaniu biblijnymi „literalistami” w najlepszym znaczeniu tego słowa. Stąd też również tekst z 1 Tes 5,17 przyjęli dosłownie, a nie jako niezobowiązującą wskazówkę.

Nie zalecono nam ciągle pracować, czuwać i pościć, ale nakazano modlić się nieustannie (1 Tes 5,17).

Choć usprawiedliwienie tego nakazu, że mianowicie „umysł z natury stworzony został do tego, aby się modlić”, może się wydawać typowo ewagriańskie, to prawdą pozostaje fakt, że pontyjski mnich odzwierciedla tutaj jedynie communis opinio, jaka utrwaliła się od czasów Antoniego Wielkiego, którego osoba zresztą zakłada jeszcze wcześniejsze praktyki. W jego życiorysie czytamy mianowicie:

Modlił się ciągle, ponieważ dowiedział się, że modlić się należy nieustannie.

Jak jednak konkretnie można wypełnić ten nakaz? Powszechnie wiadomo, że ojcowie zazdrośnie kryli swój styl życia przed każdym niedyskretnym spojrzeniem, by nie utracić swych owoców, które dojrzewać mogą jedynie w ukryciu, chronione przed wszystko niszczącą „próżną sławą”.

Opieczętuj milczeniem uprawy swych trudów, aby ich owoce nie zostały niepostrzeżenie ukradzione przez sławę, kiedy trudy przez język zostaną osłabione.

Modlitwa, i to nie tylko jako kontemplacja, lecz również jako ćwiczenie, z pewnością należy do owych wysiłków, a nawet stanowi wręcz ich witalne centrum. Daremnie byłoby więc poszukiwać w najstarszych pismach mnichów przepisów na proste i niezawodne „metody”, jakie można odnaleźć później u bizantyjskich hezychastów średniowiecza. Wystarczy choćby przypomnieć rozwagę, prawie atmosferę misterium, jaką Jan Kasjan otacza przekaz o ciągłej myśli o Bogu! Najczęściej więc jedynie ubocznie będziemy mogli uzyskać wgląd w żywą praktykę „ustawicznej modlitwy”.

Kiedy Ewagriusz przybył ok. roku 383 do Egiptu i po dwuletnim pobycie na Pustyni Nitryjskiej osiedlił się w Celach, aby spędzić resztę swego życia, zastał tam liczącą sobie więcej niż 100 lat bogatą w doświadczenia tradycję, którą nie tylko sobie przyswoił jako pojętny uczeń, lecz stał się również jej najzdolniejszym przedstawicielem i orę­downikiem. Pontyjczyk chętnie cytuje Antoniego, „pier­worodnego spośród anachoretów”. Jego spisany przez Atanazego życiorys jest mu doskonale znany, a tym sa­mym zna on również ćwiczenie nieustannej modlitwy. Obok innych, przede wszystkim dwaj wybitni ojcowie bezpośrednio przekazali Ewagriuszowi istotę tej ascetycznej i duchowej tradycji: Makary Wielki i jego imiennik, Aleksandryjczyk.

Pewne informacje o Makarym Wielkim podaje Palladiusz, który przez dziewięć lat był uczniem i powiernikiem Ewagriusza, pozostając na wskroś przesiąknięty jego duchowością. Donosi mianowicie, że „mówiono, że trwał w ciągłej ekstazie i więcej czasu spędzał na obcowaniu z Bogiem, niż na uczestnictwie w sprawach, które dzieją się na ziemi”. Makary był więc bez wątpienia mężem modlitwy w najgłębszym znaczeniu tego słowa, kontemp­la­ty­kiem, w ewagriańskim sensie. Stąd też nie bez znaczenia jest fakt, że właśnie jemu zawdzięcza Ewagriusz zrozumienie istotnych rysów duchowego życia.

Makary Aleksandryjski stał się znany przede wszyst­kim dzięki surowej ascezie. Był kapłanem w Celach i tym samym bezpośrednim przełożonym Ewagriusza, który zawdzięcza mu lwią część swej praktycznej wiedzy o mniszym życiu. Palladiusz podaje, że Makary odmawiał dziennie 100 modlitw i z pewnością nie jest przypadkiem, że to samo czynił Ewagriusz.

Jak to jest jednak możliwe? Przecież mnisi – pominąwszy euchitów i niektórych braci, którzy zbliżyli się do ich błędu – nieustannie pracowali swoimi rękoma, aby zarobić na własne utrzymanie i móc udzielić jeszcze jałmużny. W rzeczywistości wystarczy prosty rachunek, aby uświadomić sobie, co oznacza te 100 modlitw dziennie. Jeśli przyjmiemy, że asceci owi spali cztery godziny, to okaże się, że mnisi jak Makary czy Ewagriusz odmawiali w ciągu dwudziestu godzin dnia (i nocy) jedną modlitwę co dziesięć minut, pominąwszy obydwa małe oficja (niesz­pory i wigilie) z ich każdorazowymi dwunastu psalmami oraz odpowiednimi modlitwami! O tym, że faktycznie było to stosowaną praktyką, świadczy pierwszy apoftegmat Antoniego.

Święty abba Antoni, kiedy mieszkał na pustyni, popadł raz w zniechęcenie i wielką ciemność wewnętrzną. I powiedział do Boga: „Panie, chcę się zbawić, ale mi myśli nie pozwalają: co mam robić w tym utrapieniu? Jak się zbawić?” I chwilę potem, wyszedłszy na zewnątrz, zobaczył Antoni kogoś podobnego do siebie, kto siedział i pracował, potem wstawał od pracy i modlił się, a potem znowu siadał i plótł linę, i znów wstawał do modlitwy. A był to anioł Pański, wysłany po to, by go pouczyć i umocnić. I usłyszał Antoni głos anioła: „Tak rób, a będziesz zbawiony”. Gdy to usłyszał, odczuł wielką radość i ufność; a robiąc tak, osiągnął zbawienie.


Gabriel Bunge – fragment z książki „Modlitwa ducha”


Publikacje pomocnicze na temat modlitwy Jezusowejwejdź do naszej księgarni on-line


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)