LIST O MODLITWIE [CZ.4]

przez admin w dziale Filokalia

Przyjmuj więc za regułę przykład, który ci skomentowałem i staraj się mieć takie wewnętrzne usposobienie, by oderwać owoc od drzewa i ofiarować go Królowi Nieba takim, jakim jest sam w sobie. W ten sposób miłość twoja będzie czysta. Przeciwnie, dopóki będziesz Mu ofiarował owoc jeszcze zielony i wiszący na gałęzi drzewa, będziesz zasługiwał na to, by cię porównano do kobiety, której miłość nie jest czysta i która kocha swego małżonka dla dobra, które otrzymuje od niego, bardziej niż dla niego samego. Rozważ dobrze, dlaczego robię to porównanie i zastanów się, czy lęk przed śmiercią, myśl o krótkości twego czasu i nadzieja otrzymania przebaczenia twojej oziębłości nie są motywami gorliwości, jaką okazujesz w służbie Bogu? Jeżeli tak jest, twój owoc jest jeszcze zielony i zachowuje w sobie jeszcze coś z cierpkości drzewa. Jest częściowo miły Bogu ale nie podoba Mu się w sposób doskonały, ponieważ twoja miłość nie jest jeszcze czysta.

Twoja miłość jest prawdziwie czysta, jeżeli nie prosisz Boga w tym życiu ani o ulgi w cierpieniu, ani o powiększenie nagrody, ani o słodycz w miłości. Zapewne, nie jest zakazane w pewnych momentach pragnąć jakiejś pociechy jako ochłody władz duchowych, z obawy, by nie ustały w drodze. Ale poza tymi okolicznościami nie będziesz prosił Boga o nic poza Nim samym, nie zwracając uwagi na to, czy jesteś w stanie radości czy cierpienia. Nie będziesz w ogóle na to zważał, bylebyś posiadał Boga, którego miłujesz. Oto miłość czysta i doskonała.

Staraj się więc odłączyć owoc od drzewa, innymi słowami: oderwać tę adorującą miłość od myśli wynikających z bojaźni i nadziei, które ją poprzedziły. Tym sposobem będziesz mógł ją ofiarować Bogu dojrzałą i czystą, taką jaka jest sama w sobie, bez żadnej motywacji niższej ani rozszerzonej, choćby z tytułu drugorzędnego, do myśli o Bogu. Wówczas będzie ona tylko z Boga i z powodu Boga i będzie miała całą zasługę, o której mówiłem.

Jest to w rzeczy samej prawda dobrze znana dla tych wszystkich, którzy są ekspertami w teologii i w wiedzy o miłości Bożej; ilekroć dążenie woli człowieka wznosi się do Boga bez żadnego pośredniego przedmiotu, gdy dążenie to nie zostało wzbudzone przez żadną określoną myśl, wówczas zasługuje na życie wieczne. Ponieważ zaś dusza o takim usposobieniu może się wznosić do Boga nagłymi wzlotami, niezliczoną ilość razy w ciągu jednej godziny, zasługuje na to więcej, niż to zdołam wyrazić, aby została podniesiona do radości przez łaskę Boga, który jest głównym twórcą jej aktu.

Bądź więc taki, abyś był zdolny ofiarować owoc dojrzały i od­łą­czony od drzewa. Chociaż owoc, zawieszony jeszcze na gałęzi, zasługuje na zbawienie, gdy jest ofiarowany Bogu z tą wytrwałością, na jaką pozwala ludzka słabość, to jednak doskonałość polega na spontanicznej i bezpośredniej ofierze tego owocu dojrzałego i odłączonego.

Wszystko, co powiedzieliśmy wyżej ostatecznie dowodzi, że drzewo jest dobre. Jeżeli mimo to polecam ci odłączyć od niego owoc, to tylko po to, aby dążyć do większej doskonałości. A więc sadzę je w twoim ogrodzie i chciałbym, abyś mógł zebrać zeń owoc i zachować go dla twego Pana.

Chciałbym bowiem, abyś się nauczył tego ćwiczenia, które przywiązuje duszę do Boga i czyni ją jedno z Nim w miłości i zgodności woli, według tych słów św. Pawła: Qui adhaeret Deo, unus spiritus est cum illo – kto łączy się z Bogiem, staje się z Nim jednym duchem (1 Kor 6,17). Kto może się tak zbliżyć do Boga, jak to ma miejsce w adorującej miłości, o której mówimy, staje się z Nim jednym duchem. Pod względem natury Bóg i on stanowią dwa różne byty; wszakże tak są ściśle zjednoczeni w łasce, że są jednym duchem, zjednoczeni w miłości i zgodności woli. To na tej jedności polega wspólnota między Bogiem a duszą, wspólnota, której nic poza grzechem śmiertelnym nie może rozerwać, chociaż żar i gorącość aktu ustaje na jakiś czas.

Gdy dusza miłująca zakosztuje duchowo tego zjednoczenia, może powiedzieć i wyśpiewać, jeżeli jest do tego skłonna, te święte słowa Pieśni nad pieśniami: Dilectus meus mihi et ego illi – Miły mój jest mój, a ja jestem Jego (Pnp 2,16). To należy rozumieć w ten sposób, że Bóg ze swej strony jednoczy się z duszą więzią duchową łaski, a z twojej strony zjednoczenie powstaje przez pełne miłości przyzwolenie w rozradowaniu ducha.

Uczyń więc to, co ci poleciłem od początku i wspinaj się na to drzewo tak, abyś dosięgnął owocu, to znaczy, abyś osiągnął adorującą miłość. Możesz być pewien, że do tego dojdziesz, jeżeli będziesz się z gorliwością trzymał dwóch poprzednich myśli i jeżeli nie będziesz się łudził żadnym kłamstwem. Skoncentruj całą uwagę na dziele, któremu oddaje się twoja dusza. W miarę daru łaski, jaki otrzymasz, staraj się wewnętrznie unicestwiać wobec wielkości twojego Boga. Stopniowo osiągniesz taki stan, że będziesz mógł ten akt adoracji przeżywać bezpośrednio i bez pomocy innych myśli.

Do takiego rodzaju aktu należy z pewnością pełnia zasługi. Im dłużej twój owoc będzie odłączony od drzewa, to znaczy oderwany od wszelkich rozważań i motywacji, tym częściej również będziesz mógł go ofiarować Bogu z radosną skwapliwością, w spontanicznym porywie, tym wyborniejszy będzie zapach i milszy wielkiemu Królowi Nieba.

Jeżeli w chwili, gdy składasz twą ofiarę, zdarzy się, że odczujesz słodycz i pociechę, to znak, że Król dzieli owoc i daje ci cząstkę twego własnego daru. Przeciwnie, jeżeli na początku dzieło to wydaje ci się przykre i jeżeli musisz jakby natężać twe serce w oschłości, to dowód, że owoc jeszcze niedojrzały trzyma się drzewa, albo dopiero co się odeń oderwał. Tłumaczy to, dlaczego ci cierpną zęby. Pomimo to dzieło jest jednak dla ciebie pożyteczne i nie byłoby rozumne kosztować słodyczy migdału, jeśli się wprzód łupiny nie rozgryzie i nie odczuje jej goryczy.

Jest zresztą możliwe, że twoje zęby – to znaczy twoje władze duchowe – są zbyt słabe. Jeżeli tak jest, to radzę ci użyć fortelu, bo zręczność jest więcej warta od siły.

Jest jeszcze inny powód, dla którego zasadziłem to drzewo w twoim ogrodzie i polecam ci, abyś się na nie wspiął. To wielka prawda, że Bóg może uczynić wszystko, co chce; jednakowoż, jeśli dobrze rozumiem, doskonałości dzieła nie da się osiągnąć bez użycia dwóch środków, o których mówiłem, albo przynajmniej innych, podobnych, co zresztą nie zaprzecza temu, że to dzieło może się dokonać nagle i bez pomocy jakichkolwiek środków. Dlatego radzę ci, abyś przyswoił sobie te dwie myśli, o których mówiłem, nie w tym celu, abyś miał je uważać za swoją własność – bo na własność masz tylko grzech – ale że są one twoje, gdyż Bóg ci je dał, posługując się mną, pomimo mej niegodności, jako pośrednikiem, abym ci je przekazał. Nigdy o tym nie zapominaj: każda myśl, która cię skłania ku dobremu, obojętnie czy podsuwa ci ją twój anioł stróż działający przez człowieka, jako pośrednika, jest tylko narzędziem łaski danym ci przez samego Boga, wybranym i posła­nym przez Niego, aby działać w twojej duszy. Wytłumaczę ci dlaczego polecam ci szczególnie te dwie myśli, bardziej niż wszystkie inne.

Człowiek jest istotą złożoną z dwóch substancji: ciała i duszy. To jest powodem, że musi używać dwóch różnych sposobów, by osiągnąć doskonałość. W zmartwychwstaniu, na końcu dziejów, obydwa te elementy będą złączone w nieśmiertelności. Trzeba więc, aby w tym życiu każdy z nich doszedł do doskonałości, używając środka odpowiedniego dla siebie. Bojaźń spełnia tę rolę dla substancji cielesnej, a nadzieja dla substancji duchowej. Tym sposobem wszystko jest uporządkowane i skierowane do celu. Zaiste, nic nie może tak szybko wyzwolić ciała od wszystkich przywiązań do rzeczy ziemskich, jak odczucie bojaźni śmierci; nic również nie może tak łatwo pobudzić duszy grzesznika do gorliwości i do miłowania Boga, jak niezachwiana nadzieja przebaczenia.

Oto dlaczego poleciłem ci wspinać się na drzewo przy pomocy tych dwóch myśli. Ale jeżeli twój dobry anioł, mówiąc do twojego serca, albo ktoś inny podda ci myśli, które zdawać ci się będą odpowiedniejsze i bardziej dostosowane do twego usposobienia, możesz całkiem bezpiecznie się nimi posługiwać, nie wywołując przez to nic godnego nagany i możesz zostawić te, które ja ci proponuję. Wszakże, jeśli dobrze rozumiem, te myśli będą dla ciebie bardzo pożyteczne i nie są w sprzeczności z tym, co wiem o twoim stanie wewnętrznym. Jeśli stwierdzisz, że przynoszą ci pożytek, dziękuj Bogu z głębi serca – i dla Jego miłości módl się za mnie. Nie zaniedbuj tej modlitwy, bo jestem nędzny w stopniu takim, że trudno by ci było w to uwierzyć.

Na tym kończę, Niech Bóg raczy nam obu udzielić swego błogosławieństwa. Odczytuj często te rady i nie zapomnij ich. Doświadczaj ich z odwagą i uciekaj od wszystkiego, co byłoby dla ciebie przeszkodą lub hamulcem na drodze do doskonałości. W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.


Autor anonimowy – fragment z książki „Chmura niewiedzy”


Publikacje pomocnicze na temat modlitwy Jezusowejwejdź do naszej księgarni on-line


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)