Kultura Ojców Pustyni

przez admin w dziale Filokalia

Zazwyczaj ocenia się surowo poziom kulturalny anachoretów. Współcześni badacze zajmujący się ich dziejami, z góry akceptują pogląd wyrażony przez Sokratesa w jego „Historii Kościoła” przy okazji przedstawienia działań Teofila przeciwko orygenistom: „porwał za sobą mnichów, ludzi prostodusznych, bez żadnego wykształcenia, często nie umiejących czytać i pisać” (HE 6, 7, PG 67, 687). Jest to stanowisko stronnicze, gdyż Sokrates był niechętny Teofilowi z racji jego udziału w prześladowaniu św. Jana Chryzostoma, pogardliwa ocena mnichów stanowiących oparcie dla patriarchy Aleksandrii jest w tej perspektywie zrozumiała.

Autorzy późnoantyczni opisujący ascetów podkreślają chętnie, iż Święci Mężowie byli analfabetami. Zastanowić się wypada, czy należy im wierzyć bez zastrzeżeń, gdyż niepiśmienność bohaterów jest dla ich wykładu nieobojętna. Analfabetyzm Męża Bożego pozwala im łatwiej wykazać nicość kultury świata, w którym żyją ich czytelnicy i potrzebę odrzucenia skali wartości przyjętej przez ludzi świeckich, w której piśmienność zajmowała tak ważne miejsce. Dla pobożnych chwalców ascezy najważniejsze było wykazanie, iż prawdziwą mądrość i pobożność pokornych i maluczkich należy stawiać wyżej, niż wiarę ludzi wykształconych.

Warto zacytować wypowiedź autora Napomnień Świętych Ojców zawierającą taki sąd w szczególnie czystej postaci. Jeden z przyjaciół Arseniusza, wspomnianego już wyżej, miał mu powiedzieć: „Podziwiam cię wielce, ojcze! Dlaczego ty, który jesteś tak bardzo wykształcony w nauce greckiej i łacińskiej wypytujesz tego niewykształconego i głupiego człowieka o spra­wy dotyczące zbawienia duszy?”. Odpowiedział błogosławiony Arseniusz: „Chociaż jestem, jak powiadasz, wykształcony tak w grece jak i ła­cinie, to jednak alfabetu prawdziwej wiary, którą ma ten Egipcjanin jeszcze się nie nauczyłem” 〈VI, 3a(44)〉.

Zwróćmy uwagę na literacki motyw niepiśmiennego mnicha, któremu szczególna łaska Pańska umożliwiła poznanie Biblii. Autor Historia Monachorum in Aegypto (30) pisze o pustelniku Horze, że był najpierw niepiśmienny, ale „gdy przybył ze świata zamieszkałego na pustynię, łaska została mu dana z niebios, tak że recytował Pismo Święte z pamięci. Pewnego dnia bracia podali mu księgę a ten zaczął czytać, jakby znał poprzednio pismo”. Mnisi realni musieli rzecz prosta Biblię czytać. Na pewno znaczna część adeptów pustelniczego żywota nie posiadała wcześniej tej umiejętności, uczyła się jej jednakże na pustyni lub w klasztorze, od braci. W kongregacji Pachomiusza obowiązek opanowania pisma był przewidziany regułą. Wynikało to z głębokiego przekonania, że dla zdobycia prawdziwej pobożności lektury są niezbędne.

Wśród prac, którymi asceci się zajmowali, nie brak przepisywania rękopisów. Mówią o tym rozmaite apoftegmaty. Godna uwagi jest historyjka o człowieku, który był „za stary, żeby nauczyć się jakiegoś rzemiosła lub umiejętności kopiowania ksiąg”, zajmował się wobec tego dostarczaniem żywności i lekarstw do cel. Wzmianka ta jest cenna, gdyż świadczy wymownie, że ewentualność zarabiania na życie przepisywaniem była brana na równi pod uwagę z pleceniem lin, koszy czy tka­ctwem.

Współcześni badacze, spotykający w tekstach opisujących środowiska ascetyczne zwyczaj recytowania długich ustępów Biblii z pamięci, doszli do wniosku, że wynikał on z niepiśmienności braci. Jest to oczywista nieprawda, gdyż głośne powtarzanie wersetów było powszechną praktyką o rozlicznych celach, zakładała ona normalnie zdolność czytania (co nie ozna­­cza, że nie można się było nauczyć świętych tekstów słuchając, ale takie wypadki musiały być rzadkie).

Stosunek ascetów do kultury (myślę tu o kulturze chrześcijańskiej ich czasów, a nie o kulturze odchodzącego pogańskiego świata, która ich w ogóle nie interesowała) oscylował między respektem dla pobożnych lektur i teologicznej mądrości a uzna­­niem wszystkich tych spraw za zbędne. Znajdziemy w apo­­­ftegmatach objawy postaw rozmaitych, zapewne sprzeczne ze sobą tendencje mogły się pojawiać u tych samych Ojców w różnych sytuacjach. Posiadanie ksiąg i ich studiowanie, rzecz najczęściej godna pochwały, mogła być wśród części mnichów źle widziana. Takie poglądy wyraża najlepiej „słowo” Serapiona 2(876). Widząc u pewnego brata wnękę pełną kodeksów rzekł: „Cóż ci mam powiedzieć? Chyba to, że zabrałeś własność wdów i sierot i umieściłeś w tej wnęce”. Podobnie zareagował Makary Egipski na postępek Teodora z Ferme 1(268), który, kupiwszy piękne książki, chwalił się ich posiadaniem i czytaniem. Nie sądzę, aby taka tendencja, choć ważna i znamienna dla stanu ducha Ojców, była w stanie zwyciężyć niezmiernie silną skłonność do wzbogacania przeżyć duchowych i umacniania w wierze poprzez pobożne lektury. W każdym razie archeolodzy znajdują wnęki na książki w większości pustynnych cel.

Większość ascetów mówiła wyłącznie po koptyjsku. Pobożni podróżnicy czy po prostu ciekawscy, o których wspominają teksty, musieli posługiwać się tłumaczami (o czym nam czasami mówią, a jeśli na ten temat milczą, nie należy z tego faktu wyciągać wniosków, potrzeba pośrednika była dla nich oczywista). Nic nie wskazuje na to, aby w środowiskach anachoretycznych, czy w klasztorach różnice narodowościowe były źródłem jakichś napięć (raczej mogły je powodować różnice wykształcenia i przyzwyczajeń, ale i te w wyniku świadomego wysiłku ascetów przychodzących z „lepszego” świata były przezwyciężane). W ogóle identyfikacja mówiących po koptyjsku chrześcijan z gre­cko­ję­zy­czną najczęściej hierarchią Kościoła była daleko posunięta. Zwłaszcza patriarcha Aleksandrii, przez długie jeszcze lata zawsze Grek, był przedmiotem powszechnej weneracji, której odrębność narodowa nie zakłócała.

Nieznajomość greki miała dla mniszej masy istotne konsekwencje kulturowe. W IV w. poza Biblią dzieł do czytania w języku koptyjskim było jeszcze niewiele. Wielka fala przekładów, umożliwiających zdobycie autentycznego wykształcenia bez odwoływania się do oryginałów, zacznie się dopiero w V w. (a nawet jeszcze później). Jednak nie umiejący czytać po grecku bracia mogli mieć kontakt z grecką myślą teologiczną za pośrednictwem tych, którzy ową umiejętność posiadali. Mogli oni opowiadać swym mniej uczonym towarzyszom treść swych pobożnych lektur, wdawać się w rozważania na temat znaczenia określonych wersetów Pisma Świętego, szerząc w ten sposób wyniki greckiej egzegezy biblijnej. Wiedza teologiczna monastycznego środowiska była zawsze szersza niż to by wynikało z lektur przeciętnego ascety, ustny przekaz w tej dziedzinie odgrywał niezwykle ważną rolę. Pamięć o ustnych „ścieżkach” wiedzy pozwala nam odrzucić bardzo niegdyś popularną tezę o religijnym prymitywizmie mnichów.


Prof. Ewa Wipszycka, wstęp do pierwszego tomu „Apoftegmatów Ojców Pustyni”


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)