Kształtowanie serca

przez admin w dziale Filokalia

Ukształtowanie serca oznacza wyrobienie w nim smaku do rze­czy świętych, Boskich, duchowych, aby obcując z nimi, czuło się jak­by w swoim żywiole, znajdowało w tym słodycz, szczęście, a wobec pozostałych spraw zachowywało obojętność, nie gustowało w nich, a nawet więcej – żywiło do nich odrazę. W sercu skupia się cała duchowa aktywność człowieka: w sercu wypisane są prawdy, sercu wpaja się dobre skłonności, ale głównym, własnym jego dziełem jest wyżej wspomniany smak. Kiedy umysł ogląda całą budowę świata duchowego oraz rozmaite jego przedmioty albo gdy w woli dojrzewają różne dobre przedsięwzięcia – wtedy serce powinno w tym wszystkim odczuwać słodycz i obdarzać ciepłem. To rozkoszowanie się rzeczami duchowymi jest pierwszą oznaką ożywienia się duszy umarłej z powodu grzechu. Dlatego kształtowanie serca jest momentem nader ważnym, nawet na początku.

Działaniem, które do tego zmierza, jest cała nasza pobożność, we wszystkich swych postaciach – nabożeństwa wspólne i prywatne, domowe i cerkiewne, a przede wszystkim – obecny w nim duch modlitwy.

Nabożeństwo, czyli wszystkie służby cyklu dobowego, wraz z ca­łym wyposażeniem świątyni, ikonami, świecami, kadzeniem, śpiewem, czytaniem, ruchem oraz służby na różne potrzeby, następnie nabożeństwo domowe, też z użyciem przedmiotów cerkiewnych – poświęconych ikon, oliwy, świec, wody święconej, krzyża, kadzidła – te wszystkie rzeczy sakralne razem, oddziałując na wszystkie zmysły – wzrok, słuch, powonienie, dotyk, smak – reanimują zmysły obumarłej duszy mocno i zaprawdę niezawodnie. Dusza jest obu­ma­rła wskutek oddziaływania ducha świata, który ogarnia ją przez żyjący w niej grzech. Cała jednak struktura nabożeństw cerkiewnych, zarówno przez swoją formę, jak treść oraz siłę wiary, a zwłaszcza przez ukrytą w nich łaskę – posiada niezwyciężoną moc odpędza­nia ducha świata, i wyzwalając od jego przytłaczającego wpływu, daje możliwość, by niejako odetchnąć swobodnie i zakosztować słodyczy tej duchowej wolności. Kto wchodzi do świątyni, ten wkracza do świata zgoła innego, znajduje się pod jego wpływem i od­powiednio się zmienia. To samo dzieje się z człowiekiem, który otacza się przedmiotami sakralnymi. Częstość doznawania wrażeń duchowych łatwiej przenika do wewnątrz i szybciej dokonuje przeobrażenia serca. A więc:

1. Należy zaplanować możliwie częste przebywanie w świątyniach na nabożeństwach cerkiewnych, zazwyczaj na jutrzni, liturgii eu­charystycznej, nieszporach. Trzeba dążyć do tego i – jeśli tylko mo­żliwe – bywać tam codziennie choćby raz albo i częściej. Świątynia nasza jest rajem na ziemi. Spiesz do świątyni z wiarą, że jest mieszkaniem Bożym, w którym obiecał On prędzej nas wysłuchać; przebywając w świątyni, trwaj jak przed Bogiem, w bojaźni i czci, które wyrażaj przez cierpliwe stanie, pokłony, z uwagą skupioną na odbywającym się nabożeństwie, bez błądzenia myśli, chwiejności i nie­dbalstwa.

2. Nie należy zapominać także o innych nabożeństwach, prywa­tnych, odprawianych czy to w chramie, czy też w domu, a także swej domowej modlitwy, z całą cerkiewną oprawą. Trzeba pamiętać, że jest to tylko swego rodzaju uzupełnienie służby cerkiewnej, a nie jej zastąpienie. Apostoł, przykazując, by nie pozbawiać się udzia­łu w zebraniach, daje do zrozumienia, że pełnia mocy służby przynależy nabożeństwu wspólnoty.

3. Należy obchodzić wszystkie uroczystości kościelne, obrzędy i zachowywać zwyczaje – całą w ogóle regułę. Trzeba obwarować nią wszystkie swoje bramy, tak by ciągle przebywać w pewnej szczególnej atmosferze. Łatwo jest to uczynić, tak bowiem urządzona jest nasza cerkiew. Przyjmij to tylko z wiarą.

Tym jednak, co daje moc nabożeństwu cerkiewnemu, jest duch modlitwy. Modlitwa jest zarówno obowiązkiem, który obejmu­je wszystko, jak i środkiem zawsze i we wszystkim skutecznym. Utwier­dza ona w umyśle prawdy wiary, a w woli dobre skłonności, ale przede wszystkim ożywia uczucia serca. Tylko wtedy te dwa pier­wsze elementy sprawnie posuwają się do przodu. Stąd też powinno się zacząć przede wszystkim od kształtowania modlitwy i kon­tynuować je stale, niezmordowanie, dopóki Pan sam nie udzie­li tego daru.

Początki modlitwy kształtują się już przy nawróceniu, gdyż mo­dli­twa jest dążeniem umysłu i serca ku Bogu, co zawsze przy nawróceniu ma miejsce. Można jednak zgasić w sobie tę iskrę przez nieu­wa­gę i nieumiejętność. Powinno się zatem natychmiast rozpocząć pewne zabiegi, których celem jest rozgrzewanie ducha modlitwy. Po­za odprawianiem nabożeństw, o których już była mowa, i udziałem w nich dotyczy to szczególnie modlitwy osobistej, bez względu na miejsce i sposób jej odmawiania. Istnieje tu jedna zasada: osiągnij wprawę w modlitwie. W tym celu:

1. Dobierz zasadę modlitwy – wieczornej, porannej i dziennej.

2. Zasada nie powinna być na początku zbyt trudna, aby nie znie­chęcić ducha, który nie jest przyzwyczajony do takiego działania i pracy.

3. Należy modlić się zawsze z bojaźnią, pilnością i z wielką uwagą.

4. Potrzebne są postawy: stojąca, klęcząca, a także pokłony, znak krzyża, czytanie, czasem śpiew.

5. Im częściej stajesz do takiej modlitwy, tym lepiej. Niektórzy czynią to co godzinę – krótko, lecz częściej.

6. Jakie modlitwy czytać – określa modlitewnik. Dobrze jest jed­nak nauczyć się jakiejś jednej modlitwy, aby, duch zapalał się na­tychmiast, jak tylko ją rozpoczniesz.

7. Porządek modlitwy jest prosty: kiedy staniesz do niej z boja­źnią i drżeniem, odmawiaj ją jakby wprost do uszu Boga. Niech to­wa­rzyszy jej znak krzyża, pokłony i padanie na twarz, stosownie do po­ruszeń ducha.

8. Zasady raz przyjętej trzeba koniecznie zawsze przestrzegać; nie przeszkadza to jednak temu, by coś dodać zgodnie z potrzebą serca.

9. Wszystko jedno, czy czytanie i śpiewanie odbywa się na głos, czy też szeptem albo w milczeniu, – gdyż blisko jest Pan. Dobrze jest jednak niekiedy w jeden określony sposób odprawić całą modlitwę.

10. Dobrze jest mieć na uwadze koniec modlitwy. Modlitwa jest dobra, gdy na końcu przypadamy do Boga z uczuciem: według zna­nych Tobie wyroków, zbaw mnie.

11. Są różne stopnie modlitwy. Pierwszy stopień – to modlitwa cielesna, polegająca bardziej na czytaniu, staniu, pokłonach. Uwaga się rozprasza, serce niczego nie odczuwa, chęci brak, a więc: cierpliwość, trud, pot. Mimo to określ granice i módl się. Jest to modlitwa czynna. Drugi stopień – to modlitwa uważna: umysł przyzwyczaja się podczas modlitwy do skupionego i świadomego odmawiania jej, bez trwonienia myśli. Uwaga stapia się ze sło­wem pisanym i wypowiada je jak swoje. Trzeci stopień – modlitwa uczucia: uwaga rozgrzewa serce – to, co jest w myśli, staje się uczuciem. Tam słowo skruchy – tu zaś sama skrucha; tam błaganie – tu poczucie swojej nędzy i potrzeb. Kto przeszedł do uczucia, ten mo­dli się bez słów, gdyż Bóg jest Bogiem serca. Dlatego też szczytem wychowania do modlitwy jest to, by stając do niej, przechodzić od uczucia do uczucia. Wówczas czytanie można przerwać, podobnie i rozmyślanie – niech zostanie tylko trwanie w określonym uczu­ciu, połączone z pewnymi modlitewnymi znakami. Modlitwa ta­ka przychodzi stopniowo. W cerkwi lub w domu nagle nawiedza nas uczucie modlitewne… I oto wspólna rada świętych: nie przepuszczać tego bez uwagi – kiedy pojawi się uczucie, zaprzestań wszelkiego innego działania i trwaj w nim. Święty Jan Klimak mówi: „Anioł modli się wraz z tobą”. Uwaga na te przejawy modlitwy przy­spiesza jej rozwój, nieuwaga zaś niszczy go, a przecież chodzi wła­śnie o rozwój.

12. Niezależnie od wyobrażeń o własnej doskonałości w modlitwie, nigdy nie należy zarzucać zasady modlitewnej, lecz wypełniać ją we wskazany sposób, zawsze zaczynając od modlitwy czynnej. To­warzyszyć jej powinna modlitwa umysłu, a w ślad za nimi przyjdzie także modlitwa serca. Jeśli zabraknie modlitwy czynnej, człowiek zgubi te dwie ostatnie i będzie tylko mniemał, że się modli, ale w rzeczywistości modlitwy nie będzie.

13. Kiedy uczucie modlitewne stanie się trwałe, wówczas zaczyna się modlitwa duchowa, która jest darem Ducha Bożego, modlącego się za nas. Jest to ostatni stopień modlitwy, który jeszcze można pojąć. Powiadają jednak, że istnieje jeszcze modlitwa nieosiągalna dla rozumu, lub inaczej modlitwa wychodząca poza granice świadomości (tak to ujmuje św. Izaak Syryjczyk).

14. Najłatwiejszym sposobem wstępowania ku modlitwie nieustannej jest nawyk modlitwy Jezusowej i zakorzenienie jej w sobie. Mężowie wypróbowani w życiu duchowym, oświeceni przez Boga, znaleźli ten prosty a zarazem bardzo skuteczny środek do umocnienia ducha we wszystkich duchowych poczynaniach, jak również w całym życiu ascetycznym, i w swoich pouczeniach pozostawili szcze­gółowe zasady dotyczące tej modlitwy.

Pracując i praktykując ascezę, szukamy oczyszczenia serca i od­nowy ducha. Prowadzą do tego dwie drogi: aktywna – piel­grzy­mo­wanie (chożdienije), czyli praktykowanie wyżej wspomnianych czy­nów ascetycznych, oraz kontemplacyjna (umozritelnyj) – zwróce­nie umysłu ku Bogu. Na pierwszej dusza oczyszcza się i przyjmuje Bo­ga, na drugiej Bóg wypala wszelką nieczystość i przychodzi, by za­mieszkać w oczyszczonej duszy. Grzegorz z Synaju, sprowadzając ostatnią drogę do samej modlitwy Jezusowej, powiada: „Boga zdoby­wamy albo przez działanie i pracę, albo przez kunsztowne wzywa­nie imienia Jezusowego”. Dodaje następnie, że pierwsza droga jest dłuższa od ostatniej, natomiast ostatnia jest krótsza i skuteczniej­sza. Dlatego też niektórzy ojcowie pierwsze miejsce wśród praktyk ascetycznych dawali modlitwie Jezusowej. Ona to oświeca, uma­cnia, ożywia, zwycięża wszystkich widzialnych i niewidzialnych wrogów i doprowadza do Boga. Potężna i skuteczna! Imię Pana Jezusa – to skarb dobrodziejstw, sił i życia w duchu.

Wynika stąd, że każdemu nawróconemu człowiekowi, który już zaczął szukać Pana, można i trzeba za pierwszym razem udzielić peł­nych wskazówek dotyczących praktykowania modlitwy Jezusowej, a wraz z nią wprowadzać również inne praktyki, gdyż w ten spo­sób prędzej można się umocnić, szybciej przejrzeć duchowo i wejść w świat wewnętrzny. Nie wiedząc o tym, niektórzy, albo na­wet większość, zatrzymuje się na cielesnych i duszewnych praktykach, w rezultacie prawie daremnie tracąc siły i czas.

Praktyka ta nazwana została „kunsztem”. Jest ona bardzo prosta. Skupiając świadomość i uwagę w sercu, mów: Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, bez żadnego obrazu i twarzy, z wia­rą, że Pan widzi i słucha cię.

Żeby umocnić się w tym, należy wyznaczyć sobie pewien czas ra­no lub wieczorem, kwadrans, pół godziny i więcej, kto ile potrafi, tylko po to, by modlić się w ten sposób. Najpierw po modlitwach po­rannych i wieczornych, stojąc lub siedząc. W ten sposób zostanie zapoczątkowany odpowiedni nawyk.

Potem co chwila usiłuj modlić się tak w dzień, niezależnie od te­go, co robisz.

Nawyk będzie się wyrabiał w coraz większym stopniu, i modlitwa będzie płynęła jakby sama, towarzysząc każdemu działaniu i za­jęciu człowieka. Im człowiek bardziej zdecydowanie się do tego za­bie­rze, tym szybciej osiąga postęp.

Koniecznie trzeba utrzymywać świadomość przy sercu, a podczas wypowiadania modlitwy powinno się wstrzymywać nieco oddech, by wyrazić napięcie, z jakim modlitwę się zanosi.

Najważniejszym jednak warunkiem jest wiara, że Bóg jest blisko i że nas słyszy. Wypowiadaj modlitwę jakby „do ucha Bożego”.

Taki nawyk sprowadza ciepło do ducha, następnie oświecenie, a potem i zachwyt. Ale to wszystko osiąga się niekiedy po latach.

Początkowo modlitwa ta długo pozostaje tylko aktywnym dzia­łaniem, jak każde inne, dopiero potem przechodzi w sferę umysłu, aż wreszcie wszczepia się w serce.

Zdarzają się w tej modlitwie zejścia z właściwej drogi. Dlatego też należy uczyć się jej od tego, kto się na niej zna. Błędy mają miej­sce przede wszystkim z powodu tego, że uwaga człowieka przeby­wa w głowie, a nie w piersi.

Kto trwa w sercu, ten jest bezpieczny. A jeszcze większe bezpie­czeństwo osiągnął ten, który przypada do Boga ze skruchą w każ­dej godzinie, modląc się o wybawienie od złudzeń.

Święci ojcowie szczegółowo wyłożyli naukę o tym rodzaju dzia­ła­nia. Dlatego też ten, kto się do tego zabiera, powinien czytać ich dzie­ła, a resztę porzucić. Najlepsze pouczenia znajdziesz u Hezychiusza, w przedmowach starca Bazylego, w żywocie Paisjusza, u Grzegorza i Fi­loteusza z Synaju, Teoleptosa, Symeona nowego Te­ologa, Nila Sor­skiego, u mnicha – kapłana Doroteusza (ro­syj­skie­go).

Kto wyrobi sobie ten nawyk, przechodząc wszystko, o czym wy­żej powiedzieliśmy, ten jest mężem czynnie żyjącym życiem chrze­­ścijańskim. Będzie on szybko dojrzewał w oczyszczaniu siebie i do­skonałości chrześcijańskiej i osiągnie upragniony pokój w obcowaniu z Bogiem.

Oto działania przeznaczone dla władz duszy, i przystosowanie ich zarazem do poruszeń ducha. Widzimy, że każde z nich jest dosto­sowane do życia ducha lub uczuć duchowych. Te same praktyki pro­wadzą również do umocnienia zasadniczych warunków przebywa­nia wewnątrz siebie, a mianowicie: kierują aktywność umysłu ku sku­pieniu uwagi, działania woli – ku dynamice, a akty serca – ku roz­tropności. Modlitwa zaś otacza i łączy je wszystkie, tak że nawet sa­ma nie jest niczym innym, jak tylko wewnętrzną działalnością, omówioną wyżej.

Wszystkie te praktyki przeznaczone są do tego, by kształtować wła­dze duszy zgodnie z duchem nowego życia. Oznacza to uduchowie­nie duszy albo – innymi słowy – podniesieniem jej do ducha i sto­pienie z nim. Upadek spowodował, że władze duszy zostały od­wro­­tnie połączone. Nawrócenie odnowiło ducha, lecz dusza pozosta­ła przy swym twardym karku krnąbrności oraz niechęci wobec du­cha i wszystkiego, co duchowe. Te zaś działania, przesiąknięte du­chowym żywiołem, czynią duszę pokrewną duchowi i stapiają ją z nim. Widzimy stąd, jak istotna jest ich potrzeba, i jak źle postępu­ją ci, którzy się od nich uwalniają. Sami są przyczyną bezowocności swo­jej pracy – trudzą się, lecz nie widzą skutku, następnie szybko stygną i na tym wszystko się kończy.

Należy wszak pamiętać, że cały owoc zależy od ducha gorliwości i poszukiwania. Dzięki niemu odnawiająca moc łaski towarzyszy tym działaniom i wywołuje w duszy ożywienie. Gdy go brakuje, wszy­stkie te praktyki są próżne, zimne, oschłe, pozbawione życia. Bez ducha wewnętrznego mało owocu przynoszą lektury, pokłony, na­bożeństwa i cała reszta. Praktyki takie mogą nauczyć próżności i fa­ryzeizmu i przez nie się podtrzymywać. Dlatego też temu, kto nie po­siada ducha, wszystko się rozpada, jak tylko napotka jakieś przeci­wności. Właściwie owe praktyki same w sobie są uciążliwe. Duch przekazuje duszy moc, która powoduje, że dusza nie może nasycić się działaniami i pragnęłaby zawsze w nich tylko się obracać.

Jest zatem konieczne, by uprawiając te praktyki, zawsze mieć na uwadze, by płonął duch życia, z pokorą i bólem przypadający do Bo­ga, Zbawiciela naszego. Ten zaś ogień najlepiej karmi się i chroni przez modlitwę i praktyki modlitewne. Trzeba zwracać uwagę i pil­no­wać się, by nie zatrzymać się na nich samych, ponieważ one mają tak­że żywić duszę. Można zatem pozostać człowiekiem duszewnym przy ich uprawianiu, z uszczerbkiem dla ducha. Najprędzej może się to zdarzyć przy czytaniu, i w ogóle w poznawaniu i przyswajaniu prawdy.


Św. Teofan Rekluz – fragment z książki „Droga do zbawienia”


Skorzystaj z zestawu do modlitwy Jezusowejwejdź do naszej księgarni on-line


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)