Kim są Ojcowie Pustyni?

przez admin w dziale Filokalia

Niemal każdy z nas chciałby żyć jak najdłużej. Ale o starości staramy się nie myśleć, a jeśli już myślimy, to z niepokojem. Obiegowe powiedzenie, że „lepiej być młodym, pięknym i bogatym”, przyjmujemy jako oczywistość i tylko czasem – z wiekiem coraz częściej – towarzyszy mu westchnienie bezradności. Bo czy starości można pragnąć? Pytanie to skłonni jesteśmy potraktować jako zwrot retoryczny. Rzadko przy tym zastanawiamy się, jak bardzo takie podejście uzależnione jest od panujących w naszym społeczeństwie opinii, a tym samym, że możliwe jest spojrzenie zupełnie odmienne.

Tymczasem, jak pisze Olivier Clément, „na chrześcijańskim Wschodzie – i ogólnie na Wschodzie – kocha się starość, ponieważ uważa się, że jest ona dana po to, aby się modlić”. Temu stwierdzeniu wybitnego współczesnego teologa prawosławnego towarzyszą gorzkie słowa o cywilizacji zachodniej: „Cywilizacja, w której ludzie już się nie modlą, jest cywilizacją, w której starość nie ma sensu. Ludzie idą tyłem ku śmierci, udając młodość; jest to bolesny spektakl, ponieważ zostaje dana możliwość ostatecznego wyrzeczenia się i ofiarowania siebie, ale nie jest wykorzystana”. Clément zauważa, że „w starości odczuwa się Boga poprzez coraz cieńszą ściankę życia biologicznego i człowiek staje się jak świadome dziecko, które powierza się Ojcu, ukojone bliskością śmierci, przenikliwe na inny rodzaj światła”, a taka starość może być darem dla innych. Dodaje więc: „Potrzebujemy starców, którzy modlą się, uśmiechają się, kochają bezinteresowną miłością, którzy potrafią się dziwić. Tylko oni mogą pokazać młodym, że warto żyć i że nicość nie jest ostatnim słowem”.

Wskazany przez Clémenta związek starości z modlitwą ma na chrześcijańskim Wschodzie pewien rys specyficzny. Otóż mianem „starzec” określa się tam człowieka o ogromnym doświadczeniu w życiu wewnętrznym, który może być dla innych przewodnikiem duchowym. Stąd często pojawiający się w tym kontekście słowiański wyraz starczestwo, co na język polski można by przetłumaczyć jako „starcowanie”, czyli pełnienie roli starca. W tym znaczeniu termin „starzec” jest równoznaczny z określeniem „ojciec duchowy”. Takie ujęcie ma długą tradycję, sięga bowiem początków monastycyzmu chrześcijańskiego w IV wieku. Wśród pierwszych mnichów, którzy wówczas wyruszyli na pustynię w Egipcie, by tam wieść życie całkowicie oddane Bogu, starcami nazywano osoby, które osiągnęły w tym dziele wyżyny. Dlatego też dokument zawierający spisane opowieści o czynach i słowach najsławniejszych spośród nich nazywał się Gerontikon, czyli Księga starców (od greckiego geron – starzec).

Tak więc, jeśli w kręgu tradycji wschodniej natkniemy się na słowo „starzec”, to niekoniecznie musi się ono odnosić do kogoś w podeszłym wieku. Dzieje monastycyzmu znają przecież starców stosunkowo młodych, by wspomnieć choćby abba Zachariasza spośród Ojców Pustyni. Warto przywołać tu dwa z poświęconych mu apoftegmatów w Księdze starców. Jeden z nich opisuje, jak do Zachariasza przyszedł abba Mojżesz z prośbą:

„Powiedz mi, co mam czynić?”. On, gdy usłyszał, rzucił się na ziemię do stóp starca, mówiąc: „Ty mnie o to pytasz, ojcze?”. Starzec mu odpowiedział: „Wierz mi, synu mój, Zachariaszu: widziałem Ducha Świętego zstępującego na ciebie i odtąd czuję, że koniecznie muszę cię zapytać”.

Drugi apoftegmat ma strukturę podobną:

Abba Makary prosił abba Zachariasza: „Powiedz mi, na czym polega praca mnicha”. On zaś odrzekł: „Mnie o to pytasz, ojcze?”. A na to abba Makary: „Mam wielkie zaufanie do ciebie, Zachariaszu, synu mój; bo jest Ktoś, kto mnie nakłania, abym ciebie pytał”.

W obu apoftegmatach pomijam odpowiedź Zachariasza. Zainteresowani z łatwością do niej dotrą – Księga starców, przełożona na język polski przez s. Małgorzatę Borkowską, ukazała się w Polsce nakładem kilku wydawnictw. Ważniejsza jest dla mnie tutaj odpowiedź na pytanie: kto dla pierwszych mnichów był starcem? Kogo sami starcy uważali za starca?

Trzeba najpierw zauważyć, że do starca przychodzi się po „słowo”. W Księdze starców można spotkać charakterystyczny zwrot: „Abba, powiedz mi słowo”. Bynajmniej nie chodzi tu o zwyczajowe zagajenie rozmowy w rodzaju: „może byś się odezwał?”. Temu, który przychodzi, nie zależy bowiem na pogawędce, ale na pouczeniu, na „słowie życia”, nauce, którą winien się kierować, aby osiągnąć zbawienie i ocalić swoje życie. Przychodzący nie pyta: „co sądzisz o…?”, „jakie jest twoje zdanie na temat…?”, tylko prosi: „powiedz mi”. Przychodzi nie po wiedzę, jakąś naukę ogólną, ale po życiową mądrość konkretnie dla niego i na ten konkretny czas. „Słowo” otrzymane od starca traktuje więc jak największy skarb, będzie się starał nieustannie je rozważać i wprowadzać w życie. „Słowo” to uznaje bowiem za skierowane do niego tu i teraz słowo Boga. Świadczy o tym tytuł „abba”, jakiego przychodzący używał, zwracając się do starca. Ci starożytni asceci wiedzieli dobrze o słowach Jezusa: „Nikogo na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem” (zob. Mt 23,9). Jeśli jednak zwracali się do starca „abba”, to dlatego, że wierzyli, iż przez niego przemawia Bóg; pytanie skierowane do starca było w istocie prośbą o objawienie woli Bożej, którą petent miał wprowadzać w życie.

Wróćmy teraz do dwóch wspomnianych wyżej apoftegmatów. Oba opierają się na podobnym schemacie. Zaczynają się od pytania skierowanego do Zachariasza, na które ten odpowiada identycznie: „Mnie o to pytasz, ojcze?”. Warto tu zaznaczyć, że obaj pytający zaliczani byli do wielkich Ojców Pustyni, starców o ogromnym autorytecie. Tymczasem Zachariasz w ich pytaniu natychmiast rozpoznaje prośbę, z jaką zwykle uczeń zwracał się do starca, i – zaskoczony – z pokorą wskazuje, że to przychodzący jest starcem, relacja zatem powinna być odwrotna: to do Zachariasza należy pytanie o „słowo”. Do podjęcia nowej roli przekonują go dopiero wyjaśnienia starców, po których zgadza się spełnić ich prośbę.

W apoftegmatach tych mamy więc niejako uchwycony moment stania się starcem. Dla odpowiedzi na pytanie: „Kto może być uznany za starca?”, kluczowe są wyjaśnienia Mojżesza i Makarego. Odpowiedź abba Makarego – „Jest Ktoś, kto mnie nakłania, abym ciebie pytał” – pokazuje, że nie można sobie zaplanować, iż będzie się starcem. Posługa starca objawia się – czasem ku zupełnemu zaskoczeniu tego, kogo dotyczy – poprzez innych ludzi, których z ich pytaniami co do woli Bożej wobec nich sam Bóg kieruje do danego człowieka. Przyszli starcy nie tylko nie planowali, że nimi zostaną, ale bardzo często niemal uciekali przed tą posługą. W historii starczestwa raz po raz pojawia się charakterystyczny obrazek: żyjący w odosobnieniu mnich bądź grupa mnichów, do których schodzą się ludzie zwabieni sławą ich świętego życia, przenoszą się w coraz to bardziej ustronne i niedostępne miejsca. W starcach nie ma znamiennego dla naszych czasów pragnienia jak największej popularności (choćby i „duchowej”) ani aspiracji, by pouczać rzesze. Jeśli godzą się na podjęcie swojej posługi, to zazwyczaj z oporami i tylko w przekonaniu, że taka jest względem nich wola Boga.

Udzielona Zachariaszowi odpowiedź abba Mojżesza – „Widziałem Ducha Świętego zstępującego na ciebie i odtąd czuję, że koniecznie muszę cię zapytać” – uświadamia nam z kolei rzecz zasadniczą: starzec to człowiek pełen Ducha Świętego. Tylko fakt, że jest on przeniknięty Duchem Świętym, uzasadnia pytanie go o „słowo”, wszakże tylko wtedy można ufać, że to, co powie, nie jest jedynie jego własną mądrością, lecz słowem Bożym. Jeśli zatem charyzmat starca określilibyśmy jako ojcostwo duchowe, to niewątpliwie mocny akcent w tym określeniu powinien paść na przymiotnik – ojciec duchowy jest najpierw i przede wszystkim duchowy, czy wręcz Duchowy. Zgodnie bowiem ze słowami jednego z wielkich świętych Kościoła bizantyjskiego, św. Symeona Nowego Teologa (949–1022), człowiekiem duchowym, zwłaszcza zaś ojcem duchowym, może być ten, kto urzeczywistnił łaskę chrzcielną przez „chrzest w Duchu”:

Ktokolwiek nie otrzymał chrztu Ducha, jest w porządku łaski niezdolny do niczego, a zwłaszcza do rodzenia duchowych dzieci, sam jeszcze nie będąc zrodzonym.

Bez odniesienia do Ducha Świętego starczestwo nie ma racji bytu, do pełnienia tej roli potrzebne jest zupełne wyrzeczenie się własnego „ja” i całkowite powierzenie działaniu Ducha Świętego. To w takiej postawie ma swe źródło dar starców określany bądź to jako jasnowidzenie, bądź przenikanie ludzkich serc i myśli. Obrazuje to wypowiedź wielkiego rosyjskiego starca, św. Serafina z Sarowa (1759–1833), który na usłyszane pewnego razu słowa: „W sercu bliźniego nic nie jest dla was zakryte”, odpowiedział:

To nie tak. Serce człowieka jest nieprzeniknione, jedynie Bóg je zna (…). Oddaję się więc Panu jak żelazo w ręce kowala (…). Uważam za przychodzącą od Boga wskazówkę pierwszą myśl, która się we mnie kształtuje. Nie wiem, co mój rozmówca nosi na dnie swej duszy, wierzę jedynie, że Bóg pozwoli mi powiedzieć temu człowiekowi to, co jest potrzebne dla jego dobra. Są wszelako przypadki, kiedy usłyszawszy czyjeś zwierzenie, zaniedbuję wiarę w wolę Bożą i decyduję według mej inteligencji, bez zwracania się do Niego. W tych przypadkach zawsze się mylę.

Starzec jest więc niejako oknem, przez które dociera do człowieka Boże światło. By pełnić swą posługę, musi się nieustannie troszczyć o jak największą przezroczystość. Nie dziwi zatem, że tych, którym się to udawało, nazywano czasem prawdziwymi lekarzami ludzkiego ducha.

Przypadki, kiedy starzec przywołuje jakąś konkretną sytuację z życia osoby, której nigdy wcześniej nie widział, są spektakularne jako przykłady daru jasnowidzenia i dlatego chętnie odnotowywane w żywotach starców. W normalnym trybie prowadzonego przez nich kierownictwa duchowego dogłębna znajomość tajników serca ludzkiego opierała się nie tylko na charyzmatycznym wglądzie w ludzką duszę, ale również na praktyce zwanej „odkrywaniem myśli”. Była to swoista spowiedź. W odróżnieniu jednak od spowiedzi sakramentalnej, w trakcie której penitent wyznaje grzechy, czyli winien uporządkować własne wyznanie, oceniając swoje poszczególne zachowania, myśli i czyny miarą zobiektywizowanej normy etycznej, „odkrywanie myśli” dotyczyło całości przeżyć duchowych ucznia bez próby ich klasyfikowania czy wartościowania, polegało na dokładnym opowiadaniu o swoich dobrych i złych doświadczeniach, o poruszeniach serca, myśli i wyobraźni. „Odkrywanie myśli” przed starcem było codzienną praktyką (czasem nawet kilka razy na dzień) w wielu monasterach prawosławnych. Mnich pragnący doskonałości w życiu duchowym powierzał całe to życie starcowi, który przejmował niejako pełną odpowiedzialność za drogę duchowego wzrostu swego ucznia. To do starca należała „ocena”, wskazanie, co należy czynić, a czego unikać, uczeń zaś zobowiązany był do całkowitego posłuszeństwa i bezwzględnego stosowania się do wszelkich poleceń starca.


Ireneusz Cieślik – fragment z książki „Starcy z Pustelni Optyńskiej”


Publikacje pomocnicze na temat modlitwy Jezusowejwejdź do naszej księgarni on-line


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)