„Filokalia”. Świadectwa czytelników

przez admin w dziale Filokalia

Lekturę książek o tematyce religijnej, a szczególnie dostępnych fragmentów Filokalii (Filokalia. Teksty o Modlitwie serca) traktuję jako formę modlitwy. Zwróciłem szczególną uwagę na wczesny okres rozwoju chrześcijaństwa szukając inspiracji do pogłębienia swojej duchowości. Modlitwa Jezusowa jest tym, co doskonale komponuje się z pisaniem ikon, czym z żoną zajmujemy się od kilku lat. Trudno to wyrazić, ale Słowo Boże przeżywane na różnych płaszczyznach, prowadzi mnie do umiłowania ciszy i postawy słuchania. Teksty zebrane w Filokalii, doświadczenie Ojców Pustyni wskazują, jak bardzo wyciszenie sprzyja zbliżaniu się do Boga. Nie kwestionuję mocy i wartości radosnego wielbienia Boga słowami, pieśnią, czy tańcem, jednak najbardziej brakuje mi ciszy i tego, co dzięki niej można usłyszeć. Nie jest to proste – nie mogę powiedzieć, że „słyszę gromki Głos z nieba”. W tej ciszy nadal pojawia się zbyt wiele szumu, zakłóceń, rozproszeń. Prawdopodobnie poddałbym się, gdyby nie wsparcie płynące z opisu doświadczeń tych, którzy przechodzili te wszystkie etapy i nie ugięli się zniechęceni. Filokalia, apoftegmaty Ojców Pustyni (z odpowiednim komentarzem) są dużą pomocą. Tym bardziej, że brakuje obecnie doświadczonych przewodników duchowych, którzy potrafiliby poprowadzić w tym doświadczeniu osoby świeckie, jak ja. Czytając teksty doświadczonych w modlitwie anachoretów lepiej rozumiem ich potrzebę „noszenia Słowa Bożego zawsze przy sobie”, to znaczy – uczenia się na pamięć tekstów Pisma Świętego, a szczególnie Psalmów. Trudno to opisać, jedyne, co mogę zrobić, to zachęcać do wejścia na ścieżkę wyciszenia. Boga można spotkać w delikatnym powiewie wiatru.

Henryk


Moje pierwsze spotkanie z Filokalią miało miejsce dokładnie rok temu. Nieco wcześniej nastąpił w moim życiu moment prawdziwego nawrócenia. Pisząc „prawdziwego” mam na myśli aktywny i świadomy w niej udział.

Zapragnęłam bardzo bliskiej relacji z Bogiem. Zawsze zadziwiał mnie widok ogromnych emocji na twarzach ludzi podczas mszy czy w kontakcie z Najświętszym Sakramentem i zastanawiałam się czemu ja tego nie odczuwam i co oni takiego zrobili, że taki kontakt z Bogiem mają. Zdałam sobie sprawę, że ten pierwiastek metafizyczny jest właśnie istotą całej wiary chrześcijańskiej, a uczestniczenie we mszy świętej, ograniczone jedynie do przyjdź-usiądź-uklęknij-wstań-przyjmij Komunię-wyjdź, wydało mi się absolutnie bezsensowne. Oczywiście jednej metody na uzyskanie prawdziwej relacji z Istotą Najwyższą nie ma, jeśli w ogóle jakaś istnieje. Niezbadane są ścieżki Pana. Postanowiłam więc cierpliwie czekać, modlić się, pomocy szukałam również w lekturach religijnych. Modlitwa sprawiała mi jednak ogromną trudność, natłok myśli nie pozwalał mi się skupić na modlitwie, a czasami nawet wytrwać całej mszy. Zamiast szukać Boga, trwałam cały czas w przyziemnych sprawach. Czułam się zupełnie od Boga odizolowana. Piękno Boga było mi wciąż zupełnie obce.

Dużo czytałam w internecie o duchowości, ten temat pochłonął mnie całkowicie. Wtedy trafiłam na stronę Filokalii, od razu zamówiłam książkę, chociaż do końca nie wiedziałam o co w niej chodzi. Po przeczytaniu pierwszych stron zrozumiałam, że traktuje ona właśnie o problemach dla mnie najistotniejszych – zjednoczenie z Bogiem. Im głębiej wchodziłam w temat, tym bardziej dochodziłam do przekonania, że nie tylko znalazłam odpowiedź na moje problemy, ale ujawniła mi się również droga, którą zapragnęłam iść. Chciałam być z Bogiem na sto procent, oddać mu się w całości i Nim żyć. Tylko taka droga wydaje mi się właściwa dla wierzącego.

Treść Filokalii doskonale rozjaśniła mi etapy rozwoju duchowego, a krótkie wezwania będące modlitwą Jezusową okazały się dobrą alternatywą modlitwy dla mojego zmąconego umysłu. Życie mnichów wydaje mi się wciąż bardzo fascynujące i chciałabym kiedyś w podobnej mierze przybliżyć się do Boga i kochać Go prawdziwie.

Klara


Chciałem opisać  moje małe świadectwo jak dotarłem do Filokalii.

Do tej pory moja modlitwa opierała się na Ojcze Nasz, Zdrowaś, czy różaniec, czasem litanie.  Miałem bardzo dużo intencji, nigdy się nie modliłem o coś, tylko za kogoś.  I tak mijały lata. Jednak z każdym rokiem miałem większe pragnienie modlitwy. Doszło do tego że potrafiłem cały dzień mówić Zdrowaś Mario, ale tak naprawdę tylko z 20 razy się skupiłem. Nie potrafiłem nigdy dobrze się skupić, każda modlitwa, Msza, byłem w innym świecie.

Kiedy byłem u Sióstr Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, było to jakieś 3 lata temu od napisania tego mojego świadectwa. Klękałem przy relikwii Św. Siostry Faustyny. Podczas modlitwy doświadczyłem ciszy tak pięknej, której tak naprawdę nie da się opisać. Cały szum i wszystko co męczyło na modlitwie znikło. Po chwili wszystko to znikło, nie zdawałem sobie sprawy, że była mi dana łaska pełnego wyciszenia.

Wróciliśmy do domu. Dalej modliłem się z ciągłymi rozproszeniami, największym moim problemem było notoryczne ziewanie podczas różańca, tylko raz to ucichło kiedy już nie dawałem rady i łzy mi poleciały, bo tak bardzo chciałem szczerze się pomodlić.

Przyszedł czas że zacząłem denerwować się na moją modlitwę, ten brak skupienia nie dawał mi spokoju, było to tak ciężkie, że nie potrafiłem się skupić już nad niczym.  Jakimś zrządzeniem znalazłem modlitwę o. Robert Faricy SJ Jezu naucz mnie modlić się…

Zaczęło się od tego czasu bardzo dużo zmieniać. Mam dużo intencji, czasem odmawianie za każdą z nich jednego zdrowaś zajmowało mi parę godzin, tu coś przeszkadzało, tam znowu rozjechałem myśli, zapomniałem za kogo się modliłem.

Nie pamiętam już, ale któregoś dnia za te wszystkie intencje zacząłem się modlić wezwaniami z Litanii do Serca Jezusowego. Każda intencja, jedno wezwanie. Na każdy dzień było to jedno powtarzane wezwanie. Od tego momentu moja modlitwa zaczęła być bardzo czysta, pamiętałem każdą modlitwę i każde wezwanie, rozproszeń nie miałem wcale. Nie było to jednak to, co doświadczyłem w Łagiewnikach. Po jakimś czasie zaczęły mnie nachodzić myśli, że taką modlitwą obrażam Pana Jezusa, było to dość ciężkie. Czułem, że modląc się tak, jestem bardziej uspokojony, tylko te myśli, były okropnie natrętne.

Zacząłem prosić Pana Jezusa, że jeśli tak się mam modlić, niech mi jakoś pomoże. Pomógł, nie wiem jakim cudem, ale kupiłem Filokalię. Kiedy przeczytałem jak miedzy innymi modlili się mnisi, to  radości jakiej wtedy doświadczyłem nie jestem w stanie opisać. Później zakupiłem Apoftegmaty Ojców PustyniJak żyć według Ojców Pustyni i ostatnia perełkę Pseudo-Antoni Wielki…

Jeszcze nie otrzymałem takiej łaski modlitwy, jak wtedy kiedy doświadczyłem, ale wierzę że tak się może stać, jeśli będzie to zgodne z wolą Boga. Wiem że w każdym stanie, czy to mnich, małżeństwo, zakon, można otrzymać łaskę pięknej modlitwy. Dla Boga nie ma rzeczy nie możliwych.

Kiedy byłem ministrantem chciałem zostać księdzem, jednak potoczyło się wszystko inaczej, mam żonę i  dziecko. Na dzień dzisiejszy co dzień uczestniczymy we Mszy Św. co też jest łaską Boga, a naszą radością.

Michał


Jeżeli chcecie się podzielić swoim własnym doświadczeniem pism duchowych pt. Filokalia, piszcie do naszej redakcji: kontakt@filokalia.pl

Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)