Cele (Kellia) – życie codzienne w eremach i laurach [cz.6] Dary i anty-dary

przez admin w dziale Filokalia

Środki, których mnisi nie byli w stanie zarobić własną pracą, pochodziły także z darów składanych przez ludzi świeckich przy najrozmait­szych okazjach. Hojne ofiary przynosili wielcy tego świata pielgrzymujący, często z daleka, do pustynnych skupisk. U Palladiusza znajdziemy wiadomość o wizycie Melanii Starszej, która wręczyła Pambo skrzynkę z 300 funtami srebra. Porfiriusz z Gazy, którego Żywot napisany został przez Marka Diakona, przeznaczył pieniądze uzyskane ze sprzedaży dóbr rodzinnych klasztorom, głównie klasztorom egipskim: „gdyż tamtejsze klasztory były wówczas bardzo biedne”.

Ofiarowywano często nie pieniądze, ale żywność, która mogła być od razu dzielona między braci lub posłużyć do przygotowania wspólnego posiłku. Z u­tworu opisującego poświęcenie sanktuarium św. Makarego w Sketis przez patriarchę Beniamina (połowa VII w.) dowiadujemy się o pewnym pobożnym urzędniku z Nikiu (miasto w zachodniej Delcie), który trzy razy do roku organizował wspólne posiłki dla braci: na Boże Na­rodzenie, Epifanię, Wielkanoc. Myślę, że posiłki odbywające się w Celach i w Sketis w sposób systematyczny w niedzielę i skupiające wszystkich braci wykorzystywały właśnie ową żywność „z jałmużny”. W każdym razie nigdy nie słyszymy o jakichś składkach mnichów z tej okazji.

Dary mogły pochodzić od ludzi, których coś z mnichami łączyło: krewnych, miesz­kańców tej samej wsi czy miasteczka. Jan Kasjan w swych Rozmowach ową gotowość rodziny do materialnego wsparcia uznawał za jeden z powodów, dla których mnich nie powinien pozostawać w pobliżu swego miejsca zamieszkania w „świecie”. Bracia przyszłego patriarchy Izaaka, sprawującego tę godność w końcu VII w., gdy ten wstępuje do klasztoru w Sketis, obdarzają wspólnotę dużą kwotą pieniędzy. Większość jednak darów przynoszona była przez osoby niemające z braćmi osobistych powiązań. Składano je braciom, prosząc o modlitwy, o uzdrowienie, wrę­czano im, gdy spełniły się nadzieje pielgrzymujących ludzi. W ogromnie interesują­cym tekście hagiograficznym, tyczącym się mnichów z File, rodzice opętanego, po cudownym jego wyleczeniu, prosili świętego, aby przyjął od nich dary, ale ten odmówił, gdyż nigdy tego nie czynił. Był to szczególny tytuł do chwały tego ascety, normalnie mnisi dary przyjmowali.

Właśnie z racji niewystarczalności ekonomicznej środowisk monastycznych zwią­zek między większymi ich skupiskami a dużymi miastami był tak ścisły. Bez miej­skiego zaplecza w pewnej odległości nie mogłyby istnieć ośrodki grupujące wielu mnichów, gdyż mieszkańcy wsi i okolicznych miasteczek nie byliby w stanie, mimo hojności, zapewnić im egzystencji. W tym właśnie sensie możemy mówić o zjawisku monastycyzmu „okołomiejskiego” . Dla Cel taką rolę odgrywała Aleksandria.

Większość ofiar składanych mnichom, a znanych nam z dokumentów greckich i koptyjskich, czyniona była na intencję zmarłych. Ustanawiano je zazwyczaj testamen­tem. Trudno jednak zakładać z góry, że taki charakter miała większość ofiar dla mnichów z Cel. Ich dobroczyńców skłaniać do hojności musiały przede wszystkim inne motywy, te same, które powodowały pielgrzymki: prośby o wyleczenie, chęć zbliżenia się do świętego człowieka, pragnienie manifestowania w sposób godziwy własnego bogactwa. Nie mając dostatecznych źródeł, nie jestem w stanie udowodnić mego sądu. Instynktownie jednak czuję, że „normalne” ofiary za zmarłych wręczane były raczej kościołom i klasztorom, z którymi świeccy byli na co dzień związani, a nie braciom z odległych Cel. Część tego strumienia darów trafiała od razu do rąk znanych mnichów, o których ludzie z zewnątrz mieli okazję słyszeć. Inni, mniej sławni, otrzymywali jałmużnę za pośrednictwem kościoła, którego kapłani podejmowali się pośredniczenia. Mnisi obdarowywani indywidualnie zapewne dzielili się otrzymywanymi środkami z innymi.

Ci sami mnisi, których byt zależał często od cudzej hojności i którzy otrzymywali dary, obdarowywali z kolei innych, udzielając im jałmużny. Nakaz oddawania części owoców pracy i w ogóle części posiadanych środków był równie oczywisty, jak nakaz pracy fizycznej. Należało to do logiki mniszej mentalności. Jałmużnę otrzymywali zarówno biedniejsi bracia (zob. cytowany wyżej apoftegmat Jana Kolobosa), jak ludzie świeccy. Do Cel ściągać musiała biedota okolicznych osad (a może i Aleksandrii), licząc na dary pieniężne, większe i mniejsze rozdawnictwa zboża, oliwy, wina. Zwracano się z prośbami do sławnych ascetów, tym bardziej, że oni właśnie otrzymywali od ludzi bogatych dary przeznaczone od razu do rozdania wśród biednych. O nie znanym nam skądinąd mnichu imieniem Mios, który miał być w „świecie” niewolnikiem, dowiadujemy się, że jego byli właściciele w czasie wizyt składanych im w Aleksandrii przyjmowali go ceremonialnie i wręczali dary, „aby na ich intencję rozdawał z tego jałmużny”. Niewątpliwie ludzie byli przekonani, że pośrednictwo świętego męża powiększało ich zasługę przed Bogiem. Bane, znany nam z koptyjskich apoftegmatów publikowanych przez M. Chaine’a, otrzymywał od notabli okolicy, w której żył, znaczne kwoty do podziału wśród biednych; jego przerażająca asceza dawała gwarancję bezwzględnej uczciwości.

Większość wiernych, składających w różnych miejscowościach Egiptu dary na rzecz klasztorów, czyniła je w postaci działek ziemi i domów. Dosyć często ustanawiano dzierżawy wieczyste na darowanych gruntach; w ten sposób ziemia pozostawała w rodzinie, a klasztory dostawały stałe czynsze, nie mając kłopotów z uprawą gruntów. Teksty pachomiańskie pozwalają nam stwierdzić, że wierni gotowi byli darowywać ziemię mnichom niemal od początków ruchu monastycznego. Nie mamy żadnych świadectw, które pozwoliłyby nam stwierdzić posiadanie ziemi przez mnichów w Celach. Teoretycznie, i na pewno zasadnie, można założyć, że pozostawali oni właścicielami tego, co mieli w „świecie”. Nie widać jednak wypadków darowizn na rzecz ascetów żyjących już na pustyni. Oczywiście milczenie źródeł nie może dostarczać nam argumentów pewnych. Nasze źródła literackie (wszak brak dokumentów z Cel) mogły takich aktów nie rejestrować. Choć nie mogę przedstawić tu bezpośrednich dowodów, jestem przekonana, że ofiary na rzecz mnichów z Cel bardzo rzadko obejmowały ziemię. Na przeszkodzie stała luźna struktura skupiska, składającego się z jednostek względnie szybko powsta­jących i znikających. Nie dawała ona gwarancji stabilności niezbędnej po to, aby skłonić kogoś do ofiarowania ziemi. Ogromne rozmiary ośrodka czyniły mało prawdo­podobnymi ofiary z ziemi na rzecz Cel jako całości (natomiast nieduże laury semianachoretyczne mogły, jak nas uczą dokumenty, takie dary otrzymywać).

Wspólnoty monastyczne obowiązane były do przekazywania pewnych kwot biskupom. Nie wiemy nic o takim obyczaju w odniesieniu do Cel, ale musiały one zachowywać tę samą regułę, która jest dobrze poświadczona dla całego Egiptu. Przy luźnej strukturze tego ośrodka, w którym eremy zachowywały niezależność, podejrzewać trzeba, że zbieranie kwot musiało być dokonywane przez prezbiterów kościoła (czy później, gdy było więcej kościołów, przez ich kapłanów). Obowiązek przekazywania części dochodów uzyskiwanych przez braci tłumaczy nam wiadomość znajdującą się w Historii Patriarchów, która przy okazji opisu czasów Michała I (744–768) stwierdza o pewnym biskupie Fajum, iż był bogaty, gdyż „miał wiele dóbr i trzydzieści pięć klasztorów”. Biskupi mogli wystąpić jednocześnie w roli biorących i dających, składając ze swej strony dary mnichom, zwłaszcza wtedy, gdy chodziło o zbudowanie kościoła, hospi­cjum dla pielgrzymów, wież lub wsparcie braci w szczególnie krytycznej sytuacji.

Służący w eremach

Ośrodki monastyczne miały także pewną liczbę świeckiej służby. Niewolnicy na pewno byli w ośrodkach monastycznych obecni, ale nie sądzę, by zdarzało się to często. Natomiast mnisi pochodzący z rodzin zamożnych przybywali na pustynię już ze służącymi. Wynika to jasno z rozważań Jana Kasjana w Rozmowach, który, opisując zachowanie braci niezdolnych do zerwania ze zwyczajami porzuconego z dobrej woli przecież świata, oskarża ich o trzymanie służących. Przekaz to dla nas ważny, gdy odnosząc się do początków wieku V, upewnia nas, że zjawisko to nie było bynajmniej czynnikiem stopniowego psucia się, lepszych pod tym względem, starszych stosunków.

Trochę późniejszy od Rozmów Asketikon Izajasza zastanawia się, co należy uczy­nić ze służącymi, którzy pragną także stać się mnichami. Autor ten radził wówczas umieszczenie ich w innej monastycznej wspólnocie niż ta, w której żył ich pan. Jeśli trzeba było formułować taką zasadę, to podejrzewać musimy, iż rzeczywistość bywała inna.

Jeden z apoftegmatów, znanych nam tylko w wersji koptyjskiej publikowanej przez M. Chaine’a, wspomina o służącym pewnego starego mnicha, który miał także ucznia (posiadanie sługi nie wynikało więc z konieczności obsługiwania człowieka niesprawnego). Żył on zresztą nie w pustelni, ale we wsi. W klasztorze w Naqlun w Fajum około połowy VII w. znajdowało się dwustu świeckich obok stu dwudziestu braci. W tej liczbie mieściły się na pewno dzieci oddane na wychowanie, ludzie chorzy szukający pomocy u mnichów (klasztor był duży i bogaty), ale część tych dwustu ludzi musiała być po prostu służącymi.

Biorąc te przekazy pod uwagę możemy przyjąć hipotetycznie, że w Celach pewni mnisi mieli służących, wykonujących różne prace w rodzaju transportowania surowca, gotowych produktów, noszenia wody, ścinania trzciny itp. Rzecz jest tym bardziej godna uwagi, że część bardziej doświadczonych braci miała i uczniów, którzy spełniali przy swych mistrzach podobne posługi. Miejsce uczniów w życiu takiej wspólnoty, jaką były Cele, zasługiwałoby na dłuższe studium, niestety – niewiele nam o nich źródła mówią, poza tym, że istnieli i powinni poddawać się bez wahania wszystkim (nawet absurdalnym) zaleceniom starszych. Co się działo, jeśli uczeń nie miał środków, aby zbudować erem lub go sobie kupić, gdy stawał się samodzielny po kilku czy kilkunastu latach nowicjatu? Może pozostawał uczniem do końca życia?


Podbój arabski nie tylko początkowo nie zakłócił funkcjonowania Cel, ale przy­czynił się do ich rozkwitu. Zamarły konflikty o charakterze dogmatycznym, które dotykały nieraz, i to boleśnie, mieszkańców tego ośrodka, gdyż patriarchowie ortodo­ksyjni, zwłaszcza Cyrus (630–642), ostatni sprawujący swą funkcję za bizantyjskich czasów, prześladowali mnichów monofizyckich. Ponadto presja fiskalna ze strony Arabów początkowo wychodziła klasztorom na dobre. Mnisi zachowali bowiem przywileje fiskanle, które skłaniały wielu do wstępowania do klasztorów. Oczywiście chęć zmniejszenia obciążeń podatkowych nie mogła być jedynym powodem zwiększonego napływu nowych mnichów. Niemniej jednak ludzie, zwłaszcza starsi, którzy z innych względów byli takiej decyzji bliscy, mogli mieć dodatkowe motywy, aby schronić się na pustynię. Jeśli będziemy pamiętać o budowlach w Celach, wygodnych, racjonalnie zaplanowanych, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że dla człowieka o fortunie średniej (a więc zdolnego do wystawienia sobie eremu), pobożnego i przywy­kłego do pewnej ascezy, zmiana trybu życia była wielka, ale chyba nie katastroficzna.

Kryzys jednak nadciągnął z początkiem VIII w. (była o nim mowa w poprzednim rozdziale). Wtedy sytuacja Cel stała się szczególnie trudna. Ich rozmiary, sława bardzo bogatego ośrodka, podniecały arabskich urzędników do grabieży na własną rękę, do wymusza­nia kwot ponad to, co bracia winni byli płacić z tytułu podatków. Wyciśnięcie ich gwałtem było dla ludzi dysponujących siłą bardzo łatwe. W VIII w. mogło zabraknąć już tych, którzy by się za mnichami z Cel ujęli. Zależność od szczodrobli­wości wiernych czyniła sytuację gospodarczą Cel ogromnie niestabilną. Ucisk chrześcijan po nieudanych rewoltach Koptów nie mógł się nie odbić na ilości darów składanych przez wiernych. Klasztory o rozmiarach średnich, posiadające ziemię, położone nieco na uboczu i mające oparcie w lokalnych, chrześci­jańskich notablach lepiej broniły się przed trudnościami, jakie niosły nowe czasy. Mogły nawet wzrastać w siłę, budować nowe pomieszczenia wykorzystując momenty liberalizacji. Jednak i ich los, w większości, był już przesądzony: w obliczu szybkiego wzrostu liczby muzułmanów i one miały zniknąć.


Prof. Ewa Wipszycka Drugi dar Nilu czyli o mnichach i klasztorach w późnoantycznym Egipcie


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)