Asceza pustelnicza [cz.3] Doskonałe posłuszeństwo

przez admin w dziale Filokalia

Chociaż nie napisał żadnego traktatu o ubóstwie, błogosławiony Giustiniani napisał natomiast długi i przejrzysty traktat o posłuszeństwie. Gdy rzeczywiste odarcie z dóbr jest dobrowolne, jest dowodem wewnętrznego ogołocenia. Wystarczy stwierdzić to pierwsze, żeby nabrać pewności, że realizowane jest również to drugie. Lecz cnota posłuszeństwa jest postawą wewnętrzną, która nie przejawia się na zewnątrz w sposób tak oczywisty. Tak jak ubóstwo duchowe mieszka ona w duszy, ale nie zawsze ma jak ono okazję, aby się wydostać na zewnątrz. Może się nawet zdarzyć, że przy dobrym wypełnianiu przepisów reguły pozorna uległość może być zupełnie pozbawiona posłuszeństwa. Wobec tego Giustiniani uznał, że trzeba zastanowić się nad cechami, jakie powinno posiadać posłuszeństwo, aby było doskonałe.

Wielokrotnie podkreślał on prymat posłuszeństwa w życiu mnicha, w sposób szczególny w życiu eremity. Szczególną oryginalność kamedulskiego życia eremickiego stanowi w jego opinii włączenie w życie pustelnicze posłuszeństwa, które jest cechą charakterystyczną życia klasztornego. Posłuszeństwo jest cnotą, która czyni mnichem. Bez niej cenobita żyje w swoim klasztorze jak w więzieniu. Bez niej pustelnik przypomina raczej leśnego zwierza niż chrześcijańskiego eremitę. To nie klasztory ani pustelnie, ani nawet wszystkie pozostałe cnoty, lecz doskonałe posłuszeństwo czyni nas mnichami czy eremitami. Jest ono wspólne cenobitom i eremitom. Traktat poświęcony temu tematowi jest jedynie komentarzem fragmentów Reguły św. Benedykta, w których się o tym mówi – to, co mówi św. Benedykt, dotyczy wszystkich mnichów. Jednak również w tej sferze eremityzm jest bardziej wymagający niż wszystkie inne formy życia: nie dopuszcza żadnej miernoty. Aby pokazać, do jakiego stopnia wyrzeczenia musi się wznieść zakonnik, aby stać się doskonałym, Błogosławiony daje wnikliwą analizę czegoś, co by można nazwać psychologią posłuszeństwa, wyliczając szeroko i drobiazgowo wszystkie jego postępy czy raczej, jak sam mówi, stopnie. Sam streszcza to następująco:

Na pierwszym stopniu odrzucamy wszelkie ociąganie się w posłuszeństwie; uczymy się słuchać natychmiast, bez żadnej zwłoki. Na drugim uczymy się zostawiać wszystko, co robimy, nawet jeśli to dla nas konieczne. Trzeci stopień uczy nas pozostawać niedokończonym to, co robimy. Czwarty stopień to nawet nie myśleć o tym, co czynimy i rezygnować z dalszego wykonywania tej czynności teraz i w przyszłości, jeśli posłuszeństwo tego wymaga. Piąty stopień polega na tym, że nawet chcemy, aby nakazano nam coś, co da nam okazję zaniechania tego, co czynimy. Szósty stopień eliminuje wszelkie wahanie, wszelkie uczucie strachu wobec rzeczy przykrych, trudnych i niebezpiecznych, które nam polecono. Na siódmym unikamy wszelkiej opieszałości i zniechęcania w czasie wypełniania tego, co zostało nam nakazane; można bowiem zacząć żwawo, a później ociągać się i wzdragać, gdy wykonanie polecenia wymaga zbyt wiele czasu i trudu lub rozkaz wydaje się pozbawiony sensu. Ósmy stopień uwalnia nas od wszelkiej letniości i oziębłości, która może się wkraść na początku, w trakcie albo na końcu dzieła posłuszeństwa. Dziewiąty i dziesiąty stopień powściągają wszelkie szemranie zewnętrzne i wewnętrzne. Poprzez te stopnie wznosimy się ponad niedoskonałości, które zagrażają posłuszeństwu i oczyszczamy je z tego wszystkiego, co mogłoby je skazić. Nie dochodzimy jednak jeszcze do doskonałego posłuszeństwa, które się zaczyna wówczas, – i jest to jedenasty stopień – gdy się jest posłusznym w duchowej radości. Wreszcie posłuszeństwo osiąga dwunasty i ostatni stopień doskonałości wówczas, gdy wypełniamy je z prawą intencją, absolutnie pozbawioną wszelkiej próżnej chwały, wszelkiej obłudy, wszelkiego źle pojętego współzawodnictwa. Nie chcemy wówczas ani wydawać się dobrymi, ani być chwalonymi, ale jedynie podobać się Jezusowi Chrystusowi: czysta miłość Jezusa Chrystusa sprawia, że nie jesteśmy już posłuszni jak niewolnicy, ale jak synowie Boży.

Ta drabina o dwunastu szczeblach ma w sobie z natury rzeczy coś sztucznego, stwarza jednak okazję podjęcia wielostronicowych, szczegółowych i wnikliwych wywodów. Przykłady praktyki posłuszeństwa są wzięte z samego życia eremitów.

Pewien mnich usunął się do cichego kąta kościoła, aby odmówić kilka Ojcze nasz. Wezwany przez przełożonego będzie umiał przerwać modlitwę nie dokańczając liczby pacierzy, którą sobie postanowił odmówić, nawet jeśli już niewiele brakuje do końca. Lecz powinien nawet przerwać rozpoczęte Ojcze nasz. Choćby pozostało mu tylko Amen, a on świadomie chciałby je dorzucić przed wypełnieniem polecenia, posłuszeństwo takiego mnicha nie byłoby doskonałe… Co roku w porze sianokosów wyznaczeni spośród nas eremici są wysyłani przez dwa lub trzy dni z rzędu do suszenia trawy, która została skoszona przez chłopów; mnich, który posłany pójdzie bez zwłoki, osiągnął już pierwsze stopnie posłuszeństwa. Lecz ledwie rozpocznie suszenie, słabnie od upału lub zmęczenia. Gdy sobie usiądzie albo będzie się wałęsał w cieniu lasu zamiast trwać przy pracy, która mu została polecona, nie jest posłuszny w sposób doskonały.

W tym, co dotyczy dyspozycji wewnętrznej, wymagania doskonałego posłuszeństwa nie mają granic.

Święty Benedykt uczy, że mnich winien odrzucić swoją własną wolę. Oznacza to, że musimy odrzucić wszelką chęć i wszelkie pragnienie, wszelką myśl o tej pracy, którą wykonywało się w chwili rozkazu, skoro tylko polecenie przełożonego nas od niej odwoła. Tymczasem łatwiej jest przerwać wykonywanie rozpoczętej pracy aniżeli oderwać się od niej wewnętrznie: wola narzuca ciału swoje prawo jak słudze, ale umysł, wyobraźnia, uczucia nie poddają się z taką łatwością jej nakazom. Jednak powinny porzucić rozpoczętą czynność w tym samym czasie, co ciało, gdy tylko przychodzi polecenie przerwania jej….

Ale nie wystarczy jedynie być posłusznym, gdy przychodzi polecenie; jeśli nie przychodzi, trzeba go pragnąć, oczekiwać go z upodobaniem. Bez wątpienia duch mnicha nie może nieustannie ćwiczyć odnawiania takiego pragnienia, ale musi być taka dyspozycja, aby na mocy raz na zawsze powziętego postanowienia życzył sobie, aby mu nakazywano takie rzeczy, które by go zmuszały do zaniechania zajęcia, któremu oddaje się z własnej woli i ochoty. Gdy się nie robi nic konkretnego, gdy to, co robimy, nie jest interesujące ani nie wydaje się nam pilne, niezwłoczne posłuszeństwo nie stwarza trudności – gorliwość jest nawet w pewnym sensie po naszej myśli. Całkiem inaczej, gdy musimy przerwać rzecz, której oddajemy się chętnie i z zainteresowaniem.

Duch posłuszeństwa nie polega więc na jakiejś biernej dyspozycyjności, na pewnej łatwości w przyjmowaniu poleceń, ale z własnej inicjatywy wychodzi naprzód, akceptując z góry okazje do wyrzeczeń nawet zanim się pojawią.

Otrzymawszy nakaz, posłuszny mnich wypełnia go bez namysłu. „Podporządkowuje się jak zwierzę juczne, które nie docieka, jaki ciężar kładzie mu się na grzbiecie; nie wie ono, czy ładunek, który ma dźwigać, jest pożyteczny czy nie, czy to jest złoto czy gnój – jedno i drugie przyjmuje tak samo. Nie pyta też, czy wiedzie się je prostą drogą, czy naokoło – idzie drogą wybraną przez prowadzącego”. Nie wystarczy również posłuszeństwo bez szemrania. Zewnętrzne milczenie jest nic niewarte bez spokoju wewnętrznego – łagodność mogłaby być tylko rodzajem biernego ustępstwa, jeżeli duch sam nie wyjdzie naprzeciw. Powinien się podporządkowywać bez wysiłku, bez skargi, bez żalu, co więcej – z łatwością, pokorą i zadowoleniem: tylko wtedy posłuszeństwo stanie się dlań słodkie i będzie, według słów św. Benedykta, miłe Bogu i ludziom.

Posłuszeństwo powinno być wypełniane z prawdziwą radością duchową, żwawo, z przyjemnością, z radością i świętym entuzjazmem. Nie chodzi tu – rzecz zrozumiała – o przyjemność czysto przyrodzoną, wypływającą po prostu z tego, że to, co się nam nakazuje, odpowiada naszemu upodobaniu, naszym pragnieniom i naszym intencjom; w tym wypadku nie można mówić o radości duchowej, nawet jeśli to, co nam nakazano, wydaje się zgodne z naszym dobrem duchowym. Aby nasza radość była duchowa, a nie cielesna, powinniśmy odczuwać tym większą przyjemność, im bardziej nakazana rzecz sprzeciwia się naszym własnym upodobaniom.

Traktat o posłuszeństwie kończy się długim rozważaniem Jezusa Chrystusa jako wzoru doskonałego posłuszeństwa.

Trzeba mieć zawsze przed oczyma, niczym światło, przykład Pana, który powiedział, że Jego pokarmem jest pełnienie woli Ojca. Podobnie pokarmem ducha prawdziwie zakonnego nie powinno być nic innego niż wypełnianie woli przełożonych. Kto nie odżywia się tym pokarmem, nie może ani czynić postępów, ani nawet wytrwać w życiu zakonnym, choćby nawet posiadał wszelkie inne cnoty. Ciało, którego się nie karmi, nie może ani przetrwać, ani wzrastać, choćby się je namaszczało wszelkimi możliwymi olejkami i ubierało w najwspanialsze szaty. Podobnie jest z duszą mnicha: choćby nawet była ozdobiona wszystkimi darami Ducha Świętego, nie może wrastać w doskonałości, jeśli brak jej chleba posłuszeństwa. Dusze, które nie pragną i nie szukają tego chleba, albo którym ten chleb nie smakuje, gdy go otrzymują, które go jedzą bez radości, bez apetytu, są chore. Tak samo chorym nie smakuje chleb, który lubią zdrowi. Posłuszeństwo jest tym chlebem, o którym Pismo Święte mówi, że krzepi serce człowieka.

Każdy z nas powinien więc często sobie powtarzać: chcę, aby pokarmem moim nie było nic innego niż pełnienie woli mego przełożonego, aby iść za Panem, który będąc we wszystkim posłusznym Ojcu wiekuistemu pozostawił mi żywy przykład doskonałego posłuszeństwa. Był Bogiem, Słowem Przedwiecznym, równym Ojcu, a przybrał postać niewolnika; z posłuszeństwa raczył się stać Synem Człowieczym i narodzić się z Dziewicy… Z posłuszeństwa przyjął głód, konieczność snu, czuwanie, zmęczenie i te wszystkie niedole, które są wspólne wszystkim ludziom; co więcej – skrajne ubóstwo, wygnanie, podporządkowanie się rzeszom, które szły za Nim, do tego stopnia, że Janowa Ewangelia mówi, iż nie miał nawet czasu zjeść swego chleba. Nie odmówił znoszenia nienawiści władców, kapłanów, faryzeuszów i uczonych w Piśmie, a także pokus ze strony diabła i ze strony ludzi. Nie powstrzymał prześladowań wznieconych przeciwko Niemu przez tych, którym przyszedł głosić Ewangelię, aby być posłusznym Ojcu. Nie zważając na obelgi i oszczerstwa skierowane przeciwko Niemu, nie odłożył dzieła, którego miał dokonać dla zbawienia ludzi. Jego odpowiedzi były słowami pełnymi słodyczy i łagodności. Znosił niewdzięczność swoich rodaków, niewdzięczność swej ojczyzny, niewdzięczność rzesz, którym dawał chleb życia wiecznego, a także chleb tego śmiertelnego życia. Wytrzymał nawet niewierność tych, których sam wybrał wyróżniając ich spośród wszystkich innych: zdradę Judasza, zaparcie się Piotra, opuszczenie przez wszystkich w czasie męki. Wreszcie zniósł i to, że był wzgardzony, związany, zelżony, męczony, biczowany, cierniem ukoronowany, osądzony, skazany, ukrzyżowany; jeszcze na krzyżu słyszał bluźnierstwa i zniewagi, i został napojony żółcią. Chciał umrzeć jak baranek złożony w ofierze: Jego oblicze nie zmąciło się, nie szemrał, ale powiedział po prostu te słowa: Ojcze, niech się stanie nie jak Ja chcę, ale jak Ty. Dlaczego, o najsłodszy Jezu, chciałeś znosić tak wielkie cierpienia, jeśli nie dlatego, że pragnąłeś być posłusznym Ojcu, który Cię posłał? Przyszedłeś, aby wypełnić Jego wolę; całym Twoim pokarmem było czynić wolę Ojca.


Jean Leclercq OSB Sam na sam z Bogiem. Życie pustelnicze na podstawie doktryny błogosławionego Pawła Giustinianiego


Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)