Apostoł modlitwy Jezusowej i tłumacz „Filokalii”. Poznaj św. Paisjusza Wieliczkowskiego

przez admin w dziale Filokalia

Omawiając dzieje optyńskiego starczestwa, nie sposób choćby pokrótce nie wspomnieć osoby św. Paisjusza Wieliczkowskiego, choć on sam zapewne nigdy nie był w kozielskim monasterze i najprawdopodobniej nawet nie wiedział o jego istnieniu. Jednak rozkwit i sławę Pustelni Optyńskiej trudno sobie wyobrazić bez zapoczątkowanego przez tego wielkiego starca dzieła duchowego odrodzenia monastycyzmu w całej niemal wschodniej Słowiańszczyźnie.

Przyszły starzec Paisjusz urodził się 21 grudnia 1722 roku w Połtawie, jednym z głównych miast ówczesnej Ukrainy (mieście rozsławionym wtedy wielką bitwą z 1709 roku, w której wojska cara Piotra I rozgromiły armię szwedzką Karola XII), i na chrzcie otrzymał imię Piotr. Pochodził z tradycyjnie religijnej i ogólnie szanowanej rodziny połtawskiej – Wieliczkowscy od wielu pokoleń dziedziczyli stanowisko archiprezbitera w miejscowym Soborze Zaśnięcia Bożej Rodzicielki. Babka od strony matki (córka sławnego i bogatego żydowskiego kupca, który przyjął chrzest wraz z całą rodziną) po owdowieniu wstąpiła do monasteru i została nawet przełożoną. Piotr Wieliczkowski miał szansę na niezłą karierę – pobożna matka miała nadzieję, że jej ukochany, najmłodszy żyjący syn (był jedenastym dzieckiem swoich rodziców; jego młodszy brat, Teodor, zmarł w dzieciństwie) przejmie po ojcu obowiązki i beneficja. Rodzina zapewniła mu odpowiednie po temu wykształcenie, wysyłając go w młodym wieku do Kijowa, do Akademii Mohylańskiej. Piotr był bowiem religijnym dzieckiem, bardzo małomównym (bywało, że nie odzywał się ani słowem nawet podczas rodzinnych zjazdów, do tego stopnia, iż pytano matki, czy nie jest niemową), spędzającym całe dni na modlitwie i lekturze książek z ojcowskiej i katedralnej biblioteki. Pobyt w Kijowie pogłębił jego duchowy rozwój – jednak nie w kierunku oczekiwanym przez rodzinę.

Wieliczkowski i grupa jego przyjaciół z Akademii zapragnęli pójść drogą doskonalszą, nie chcieli zostać dobrze sytuowanymi księżmi na wygodnych i bogatych placówkach czy nawet mnichami w zamożnych monasterach. Buntowali się też przeciw wzorowanej na kolegiach jezuickich organizacji życia w Akademii oraz jej przeintelektualizowanej duchowości opartej na humanistycznym, zachodnim modelu. To wszystko spowodowało, że Piotr opuścił się w nauce, a wezwany „na dywanik” do prefekta, przyznał otwarcie, że nie czuje pragnienia, by studiować na Akademii z trzech powodów. Jako pierwszy wymienił swoje silne postanowienie zostania mnichem i złożenia ślubów. Drugim powodem było to, co wyraził w następujących słowach:

Nie widzę żadnego pożytku dla swojej duszy z zewnętrznej nauki. Wciąż tylko słyszę imiona pogańskich bożków i mędrców: Cycerona, Arystotelesa, Platona… Ucząc się od nich mądrości, ludzie współcześni do końca oślepli i zeszli z właściwej drogi. Wypowiadają oni mądre słowa, lecz wewnątrz pełni są wszelkiego plugastwa oraz ciemności. Cała ich mądrość przebywa wyłącznie na ziemi. Nie widząc pożytku z takiej nauki i w obawie, abym i ja nie uległ zepsuciu z jej powodu, zdecydowałem się porzucić to bezużyteczne zajęcie.

Trzeci powód mógł jeszcze bardziej zaszokować księdza prefekta, siedemnastoletni nonkonformista bowiem bez ogródek wyznał, że nie chce osądzać członków kleru i mnichów, lecz widząc, że żyją „podobnie jak świeccy dygnitarze, w wielkiej czci i chwale”, a także podobnie jak oni „przyozdabiają się drogocennymi strojami, jeżdżą na wspaniałych koniach oraz w wykwintnych karocach” – poczuł lęk, żeby i on „posiadłszy zewnętrzną mądrość, nie popadł w jeszcze większe słabości”.

W rezultacie Piotr rzucił studia, mocno sobie postanawiając poszukiwać źródeł chrześcijańskiej wiary, zostawić świat wraz z jego ułudą i wejść na drogę wyrzeczenia i postu, żyjąc skromnie i ubogo w posłuszeństwie duchowemu ojcu – starcowi, którego pragnął znaleźć. Na wieść o decyzji syna matka wpada w rozpacz. Nie rozumie motywów jego działania – gdzież łatwiej można znaleźć prawdę niż na wyśmienitej uczelni, wśród profesorów i mądrych książek? Kto będzie się opiekował nią, starą, skoro mąż i dwaj starsi synowie już nie żyją? Dlaczego Piotr, zamiast podjąć dzieło ojca, chce zostać jakimś mnichem-włóczęgą, bez pozycji i szacunku ludzi? Widząc rozpacz matki, Piotr pozostaje z nią jeszcze przez wakacje. Potem razem ruszają drogą z Połtawy do Kijowa. Przy pożegnaniu syn pada matce do nóg i prosi o przebaczenie i błogosławieństwo. Ta znaczy go krzyżem, mając nadzieję, że syn do niej powróci, że nie zawiedzie jej oczekiwań.

Piotr nie wraca na uczelnię, ale rozpoczyna wędrówkę od monasteru do monasteru. W czasie postrzyżyn w monasterze św. Mikołaja Miedwiedowskiego otrzymuje imię Płaton. Nadal jednak nie ma ojca duchowego. Wydaje się, że wreszcie znalazł swoje miejsce w Ławrze Kijowsko-Pieczerskiej. Tam odbywa rozmowę z dawnym przyjacielem, który mu przypomina, jak kiedyś wspólnie ślubowali:

Nie wstępować do bogatych monasterów. Porzucić świat i wyruszyć drogą pielgrzyma. Razem udać się na pustynię, jak wielcy święci dawnych czasów. Trwać w posłuszeństwie wielkiemu starcowi i wysiłkiem własnych rąk zdobywać pokarm oraz ubranie.

To przesądziło o decyzji Piotra-Płatona, by porzucić Ławrę i znów wyruszyć w drogę, tym razem z przyjacielem. W poszukiwaniu właściwego starca przemierzają krainę mołdawsko-wołoską. Tam przyjaciel znajduje swoje życiowe miejsce w jednym ze skitów (pustelnia, wydzielona część większej wspólnoty monastycznej), ale Piotr-Płaton rusza w dalszą drogę.

Wreszcie osiada w małym monasterze mołdawskim, gdzie uroczyście składa pierwsze śluby zakonne w wieku 19 lat. Spotyka ważnego dla siebie człowieka – schimnicha Bazylego z Poiana Marului (1692–1767). Jednakże obawiając się, że będzie zmuszony w zbyt młodym wieku do przyjęcia święceń kapłańskich, jeszcze raz ucieka. Trafia w końcu na Górę Atos i wstępuje do klasztoru Pantokratora. Nie było to wówczas centrum życia duchownego. Przeciwnie, ta „republika mnichów” podupadała. Piotr nie znajduje tam kierownika duchowego, choć odwiedza wszystkich okolicznych mnichów. Ma 24 lata i znów jest sam. Przez następne cztery lata musi zadowolić się księgami – czyta we dnie i w nocy Pismo Święte i dzieła Ojców Kościoła, które odkrywa, przetrząsając biblioteki monasterów serbskich i bułgarskich. Natrafia tam na rękopisy Nila Sorskiego i inne słowiańskie przekłady dzieł inspirowanych hezychazmem. Odkrywa tajemnicę modlitwy Jezusowej, której apostołem będzie przez resztę swego życia.

Na początku 1750 roku na Atos przybywa znany mu schimnich Bazyli. Udziela Wieliczkowskiemu wielu cennych pouczeń, m.in. o trzech drogach prowadzących mnicha do świętości: życiu cenobitycznym – w monastycznej wspólnocie, samotniczo-pustelniczym oraz życiu w małej wspólnocie dwóch lub trzech mnichów – w skicie. Tę ostatnią drogę nazywa „królewską”, gdyż kroczący nią mnisi mają wszystko wspólne, radzą się wzajemnie we wszystkich sprawach i są sobie nawzajem posłuszni, utrzymując się z pracy rąk. Starzec Bazyli radzi Piotrowi wybrać właśnie tę drogę życia. Następnie dokonuje jego obłóczyn, dając mu specjalny habit zakonny – mantię i nowe imię – Paisjusz.

Okazja wypróbowania nowej drogi życia nadarza się wkrótce. Do Paisjusza przychodzi bowiem młody mołdawski mnich Wissarion. Prosi z płaczem, by Paisjusz został jego duchowym przewodnikiem, tak by mógł doskonalić się przy nim w cnocie i posłuszeństwie. Paisjusz zrazu odmawia, tłumacząc mu, że nie nadaje się na duchowego ojca:

Bracie, zmuszasz mnie, bym mówił o rzeczach przykrych. Ja sam, podobnie jak ty, bardzo gorliwie szukałem i nie znalazłem (…). Jak można prowadzić kogoś drogą, którą samemu się nie chodziło? Trzeba samemu do krwi walczyć z pożądaniami duchowymi i cielesnymi i przezwyciężyć z pomocą Chrystusa żądze, gniew, próżność i chciwość, i wszelkie złe namiętności, mając za przewodnika i wodza w tej walce – naszego Pana, Jezusa Chrystusa (…). I ten, kto w tym wszystkim z pokorą i miłością naśladuje swojego Pana i przyjmuje od Niego nakaz leczenia innych dusz i pouczania ich o przykazaniach Bożych, może rzeczywiście wskazać swojemu uczniowi, bez żadnego zwodzenia, wszystkie nakazy Chrystusa i wszystkie cnoty. Ale gdzie znaleźć takiego kierownika? Nie ma ich za wielu, zwłaszcza w obecnych czasach. Widać z tego, mój bracie, że mamy tylko jedną drogę wyjścia: pilnie i ze łzami uczyć się w dzień i w nocy z pism świętych Ojców, i prosząc o radę braci, którzy myślą jak my, oraz starszych ojców, uczyć się wypełniać Boże przykazania i naśladować przykład świętych naszych ojców. Tylko w ten sposób, z Bożą łaską i własną pracą, możemy dostąpić zbawienia.

Ostatecznie zgadza się przyjąć Wissariona na współtowarzysza i razem wkraczają na „królewską drogę”, wyznając przed sobą nawzajem najskrytsze myśli i uczucia. Tak niezwykła postawa młodych mnichów przyniosła z czasem wielkie owoce. Po czterech latach wspólnego życia obu przyjaciół wokół nich zaczęła gromadzić się coraz większa liczba zakonników, pragnących kroczyć ich drogą. Pierwsi towarzysze Paisjusza pochodzili z terenów Mołdawii, dopiero później przyłączyło się kilku Słowian. Odmawiali więc oficjum w dwóch językach – z czasem jednak potrzebowali prezbitera, by celebrował dla nich Eucharystię i żeby mogli się u niego spowiadać. Po długich wahaniach, mając 36 lat, Paisjusz przyjął więc święcenia.

Wiele czasu upłynęło, nim Paisjusz odnalazł swą własną drogę. Nie mniej intensywnie i boleśnie, i niejako po omacku, szukała swej drogi matka Paisjusza. Zrazu wstrząśnięta i zrozpaczona nieposłuszeństwem syna, wyruszyła szukać go po monasterach i pustelniach. Jednak bez powodzenia. Gdy depresja się pogłębiła, matka przestała nawet przyjmować pokarm i była bliska śmierci. Miała wtedy niezwykłą wizję – ujrzała siebie otoczoną przez mnóstwo złych duchów. Przerażona poprosiła rodzinę zgromadzoną przy łóżku o odśpiewanie Akatystu ku czci Matki Bożej. Cały dzień i noc szeptała słowa modlitwy. Dopiero znajdując się w tak tragicznej sytuacji, pojęła swój błąd: wszak chciała, by syn kochał ją bardziej niż Chrystusa i by ze względu na nią porzucił drogę wyrzeczenia się samego siebie i wszelkich dóbr ziemskich dla Królestwa Bożego. Gdy wreszcie wyzdrowiała, podobnie jak syn wstąpiła do monasteru; jako mniszka Julianna pozostawała tam przez ostatnie dziesięć lat życia, modlitwą i umartwieniem wspierając wysiłki swego syna.

Tymczasem we wspólnocie Paisjusza było już kilkudziesięciu współbraci i w małym skicie zaczęło brakować miejsca. Władze Atosu zaproponowały, by wspólnota przeniosła się do monasteru Simopetra (Szymona Piotra), który stał pusty z powodu ciążących na nim długów. Paisjusz z częścią współbraci przeprowadził się tam, jednakże już po trzech miesiącach wrócili do skitu, gdyż wierzyciele monasteru zaczęli się od nich domagać spłaty długów, a wspólnota nie miała na to pieniędzy. Ponadto tureckie władze uznały ich za odrębną wspólnotę zakonną i chciały na nich nałożyć podatki, na których płacenie mnichów nie było stać. Wszystkie te względy sprawiły, że postanowiono przenieść się na tereny Mołdawii, skąd pochodziła większość członków wspólnoty. Tak więc w roku 1763, wraz z sześćdziesięcioma czterema braćmi, św. Paisjusz udał się do wołoskiego monasteru Ducha Świętego w pobliżu Dragomirny. Mnisi żyli według cenobitycznej reguły św. Bazylego i św. Teodora Studyty. Paisjusz docenił w tym okresie drogę życia cenobitycznego, o której pisał:

Życie we wspólnocie łączy ludzi więzami tak wielkiej wzajemnej miłości, że wszyscy oni stają się jednym ciałem, członkami jednego ciała, którego głową jest Chrystus. W imię tej świętej, prawdziwej i jednomyślnej miłości podporządkują się oni we wszystkim swemu ojcu duchowemu, wyznając mu wszystkie sekrety swego serca, przyjmując jego słowa i nakazy, jakby pochodziły z ust samego Boga, i poświęcając we wszystkim własną wolę i swoje rozumowanie, sprzeciwiające się rozumowaniu swojego ojca, tak jakby chodziło o zabrudzone ubranie (…). Posłuszeństwo jest najkrótszą drabiną do nieba, mającą tylko jeden szczebel: wyrzeczenie się własnej woli (…). Kto zaś odmawia posłuszeństwa, oddala się od Boga i odrzuca niebo.

Ojciec Paisjusz pragnął, aby to nowe pokolenie mnichów zgromadzone wokół niego otrzymało taką formację, by w przyszłości mogło pełnić funkcję przewodników duchowych dla następnych pokoleń. Chciał, by była zachowana równowaga duchowa, charakterystyczna dla monastycyzmu ruskiego w jego początkach, dlatego dążył do harmonii między kontemplacją i odejściem od świata a życiem wspólnotowym, ześrodkowanym na liturgii i służbie bliźniemu. Uznawał pożytek pracy zarówno ręcznej, jak i umysłowej. Św. Paisjusz wprowadził też zwyczaj, że w czasie wolnym od prac polowych, od Adwentu do Wielkiego Tygodnia, cała wspólnota gromadziła się, aby słuchać czytań z Ojców Kościoła, komentować je i rozważać. Natrafił jednak na pewne przeszkody w tej materii – przekłady na język staro-cerkiewno-słowiański, które posiadał, były czasem błędne i niezrozumiałe. Na szczęście na krótko przed wyjazdem z Atosu zdobył greckie oryginały manuskryptów i mógł zacząć nanosić poprawki i dokonywać nowych tłumaczeń. Pomagali mu w tym coraz liczniejsi uczniowie.

Potrzeby były wielkie, zwłaszcza że po przeniesieniu się wspólnoty do monasteru w Neamţ (przebywało tam około siedmiuset mnichów!), spowodowanego wojną między Rosją a Turcją, napłynęła ogromna ilość próśb o nowe przekłady ksiąg z zakresu duchowości patrystycznej. Na szczególną uwagę zasługuje jego przekład słynnej Filokalii. Znane jako Dobrotolubije, dzieło to cieszyło się ogromną popularnością w Rosji, zarówno wśród duchowieństwa, jak i prostego ludu. W związku z wydaniem Dobrotolubija w Sankt Petersburgu, na rok przed śmiercią starca Paisjusza, miało miejsce wydarzenie, które można by nazwać jego swoistym powrotem na uniwersytety, od których w młodości uciekał. Oto bowiem ostateczną redakcję rękopisu przywiezionego do stolicy przez ucznia Paisjusza, Atanazego, zlecono profesorom Akademii Aleksandra Newskiego. Jednakże – zgodnie z wymaganiami kuratora wydania, metropolity Gabriela Pietrowa – mieli oni obowiązek ciągłego konsultowania się z uczniami św. Paisjusza, gdyż uznano, że w przekładzie takiego dzieła doskonała znajomość greki oraz teologii to jeszcze niewystarczające kompetencje. Tak więc bardziej niż własnej wiedzy uczeni nie raz zawierzyć musieli duchowemu doświadczeniu „nieuczonych” starców.

Starzec Paisjusz Wieliczkowski nie koncentrował się na pisaniu własnych dzieł. Niemniej był autorem traktatu O modlitwie umysłu stanowiącego apologię modlitwy Jezusowej. Zachowała się jego bogata korespondencja, m.in. z uczniami, którzy udali się do Rosji i zostali tam przełożonymi monasterów, ale także z wpływowymi członkami hierarchii, m.in. z Gabrielem Pietrowem, związanym z dworem carycy Katarzyny II. Mimo upływu lat i postępującej choroby, o. Paisjusz, już jako archimandryta, nie przerywał pracy, skulony w łóżku zawalonym książkami i rękopisami. Wykazywał przy tym wielką troskliwość o innych i miłosierdzie względem potrzebujących, przykładowo otworzył drzwi monasteru dla wszystkich uciekinierów z wojny rosyjsko-tureckiej, którzy wtargnęli nawet do cel. Wyczerpany długotrwałą chorobą, umarł 15 listopada 1794 roku. W 1988 roku, podczas uroczystości dla uczczenia Tysiąclecia Chrztu Rusi, starzec Paisjusz został kanonizowany przez Sobór Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego.

Św. Paisjusz Wieliczkowski wywarł ogromny wpływ na prawosławny monastycyzm całej Słowiańszczyzny, a zwłaszcza Rosji, dokąd wróciło kilkuset jego uczniów – na początku XIX wieku spotkać ich można w licznych monasterach rozrzuconych po ogromnym obszarze carskiego imperium. Jednakże oddziaływanie Paisjusza nie ograniczało się tylko do monasterów, dzieło jego życia w zasadniczy sposób wpłynęło bowiem na dalsze kierunki rozwoju prawosławnej teologii rosyjskiej, a nawet rosyjskiej kultury w ogóle (edycja jego przekładu Dobrotolubija była niewątpliwie znaczącym wydarzeniem w dziejach tej kultury). „Starzec Paisjusz nie był samodzielnym myślicielem, a w ogóle bardziej nawet niż pisarzem był jedynie tłumaczem. Jednakże w historii myśli rosyjskiej ma on swoje miejsce i to poczesne miejsce”, napisał czołowy prawosławny teolog XX wieku, o. Georges Florovsky w swoim dziele Drogi teologii rosyjskiej.

Wydaje się, iż to właśnie św. Paisjuszowi przypisać należy zasadniczy impuls do powstrzymania latynizacji rosyjskiej Cerkwi dokonującej się w XVII i XVIII wieku. Tego okresu w dziejach rosyjskiej teologii Florovsky nie zawahał się nazwać „niewolą babilońską”. Należy tu zaznaczyć, że w XVIII-wiecznej Rosji prym w rozpowszechnianiu zachodnich, scholastycznych sposobów myślenia wiodła Akademia Mohylańska w Kijowie. „Jest coś symbolicznego w tym, że jako młody chłopak ucieka on z Kijowskiej Akademii, w której się uczył, i pielgrzymuje do mołdawskich pustelni, a następnie na Atos”, zauważa Florovsky. „Z łacińskiej szkoły Paisjusz ucieka do greckiego monasteru. Nie była to ucieczka od wiedzy czy wyrzeczenie się jej. Był to powrót do żywych źródeł teologii i myśli Ojców Kościoła”. To właśnie zainicjowany przez starca Paisjusza zwrot ku żywym źródłom prawosławnej Tradycji zaowocował nie tylko odrodzeniem wschodniego monastycyzmu, ale też wspaniałymi, odkrywającymi nowe horyzonty dziełami rosyjskich teologów XIX i XX wieku.


Ireneusz Cieślik. Fragment z książki Starcy Pustelni Optyńskiej

Wybór z I tomu Filokalii Pseudo-Antoni Wielki, Izajasz Anachoreta


 

Skomentuj

Wybór z I tomu „Filokalii”
Możesz pomóc
Darowizna na rzecz projektu FILOKALIA

Kwota: PLN

Dołącz do nas
Praktyka modlitwy Jezusowej

Zapisz się do newslettera

Dołącz do grona zadowolonych subskrybentów i ciesz się z wartościowych tekstów o modlitwie serca. Na bieżąco będziemy informować o postępie prac nad pierwszym przekładem FILOKALII. W nagrodę otrzymasz darmowe E-BOOKI :)